Po drugie czasem wrzuca jakiś nie tylko górski filmik na You Tube (Kliknij w obrazek)
wtorek, 14 listopada 2017
Gdzie znów jest ten Portier?!
Ano chodzi.

Po drugie czasem wrzuca jakiś nie tylko górski filmik na You Tube (Kliknij w obrazek)

Więc jakby co, proszę dzwonić :)
Po pierwsze palcem po mapie, recenzując i fotografując a czasem także wynajdując rozmaite miejsca (Kliknij w obrazek)
Po drugie czasem wrzuca jakiś nie tylko górski filmik na You Tube (Kliknij w obrazek)
Po trzecie dorabia na boku, znaczy udziela się od niedawna na zaprzyjaźnionym blogu. (Kliknij tutaj w obrazek a już na blogu w tytuł konkretnego posta)
Moje wpisy:
----------------------
wtorek, 26 września 2017
Przesiadka w Piotrowicach
Od pewnego czasu wykorzystując swoje zdjęcia, doświadczenia, spostrzeżenia i oczekiwania zamieszczam w Internecie jako tak zwany Lokalny Przewodnik Google krótkie opinie na temat miejsc czy firm z którymi w jakiś sposób się zetknąłem. Różne to są wpisy, naprawdę bardzo różne, od tych prozaicznych, dotyczących np. sklepów, dostępnego w nich asortymentu towarów albo jakości obsługi poprzez sugestie turystyczne związane z górami albo okolicami Katowic, aż po notki takie, w których sam obiekt, niezależnie od tego czym jest, schodzi na plan dalszy jako tło do jakiejś szerszej wypowiedzi, nie ukrywam, nierzadko sprowadzającej się do stwierdzenia, że „kiedyś to było lepiej”.
Ostatnio przez przypadek zajrzałem do opinii sprzed kilku tygodni jaką wystawiłem „Teatrowi Żelaznemu” to jest prywatnej amatorskiej instytucji kulturalnej mieszczącej się w budynku dawnego dworca kolejowego Katowice Piotrowice. Nie wiem, bo i też nie sprawdzałem czy jest to jedyny taki przypadek, ale tu właśnie właściciele tegoż przybytku poczuli się urażeni moją wypowiedzią i odpowiedzieli na nią swoim komentarzem.
Dla porządku zacytujmy obydwa teksty. Najpierw mój, wcześniejszy.
„Powiedziałbym, że teatr na stacji kolejowej to pomysł genialny i jakże twórczy. Ale gdyby był NA a nie ZAMIAST. I nie jest to wina teatru, żeby było jasne, ale PKP, że się pasażerami nie interesuje. Nie sądzę aby gdziekolwiek w Europie było możliwe aby stacja, podrzędna co prawda, ale jednak w wojewódzkim mieście nie miała poczekalni, kasy czy ubikacji, a miała... teatr.”
A teraz odpowiedź teatru:
„Szanowny Panie, w wielu krajach Europy infrastruktura kolei nie zawiera budynków dworcowych, ani żadnych, które mogłyby służyć jako kasy biletowe, czy toalety. Są tylko perony, które służą do wsiadania oraz wysiadania podróżnych. Ocenia Pan nasz Teatr nie mając pojęcia o repertuarze, załodze, artystach tylko po lokalizacji. To bardzo krzywdzące! Budynek stał pusty przez 8 lat niszczał, był miejscem spotkani ludzi z marginesu i łobuzów. Zainwestowaliśmy dużo pracy i masę prywatnych pieniędzy by uratować go od wyburzenia, a Pan ten cały trud ocenia na dwie gwiazdki, tylko dlatego, że nie przełożył Pan całej złości na efektywne działanie pisząc do PKP S.A. i walcząc o budynek dworca. Bardzo Panu dziękujemy za tę wyjątkowo obywatelską postawę i zapraszamy na koncert "Jeśli Polska nie zginęła, my ją dobijemy " wiersze Marka Koterskiego. Miłego wieczoru. „
Przeczytałem te słowa z pewnym zdziwieniem i przyznaję, że pierwszą myślą było całkowite usunięcie swojego wpisu, bo przecież absolutnie nie dokuczanie czy zaniżanie komuś Bogu ducha winnemu notowań było moim celem, ale zaraz zreflektowałem się czytając ponownie swoje słowa i postanowiłem tylko... ale nie uprzedzajmy faktów.
Ażeby nie odświeżać tamtego tekstu (co przeniosłoby go automatycznie na szczyt listy) ani go bezsensownie, bo niezgodnie ze swoim przekonaniem, nie lukrować, uznałem, że to blog będzie najlepszym miejscem na polemikę... nie, nie na polemikę, na zwyczajne wyjaśnienie, nomen omen, co autor miał na myśli.
Autor otóż, niżej także i tu podpisany chce tylko aby publiczność Teatru Żelaznego, inni ludzie interesujący się kulturą, ale PRZEDE WSZYSTKIM zwykli mieszkańcy pobliskich dzielnic czy przypadkowi podróżni wiedzieli i nie zapominali, że budynek w którym mieści się teatr jest DWORCEM KOLEJOWYM i że dziś dworca tego nie ma, choć przez dziesięciolecia był i, to już moim zdaniem, powinien być nadal.
Zaznaczyłem wyraźnie i to też podtrzymuję, że nie oceniam negatywnie samego teatru, inicjatywy jego założycieli, pracy którą weń włożyli, a już zupełnie wartości produkcji artystycznych czy poziomu aktorstwa. Oceniam tylko fakt, że jedna ze stacji wojewódzkiego miasta w dużym europejskim kraju nie ma dworca. Koniec, kropka. No dobrze, bardziej przecinek. Oceniam bowiem też pośrednio i to, że PKP lekceważy swoich klientów i idzie na łatwiznę próbując oswoić nas ze stanem, w którym podróż pociągiem to tylko sam pociąg, a poza nim może być nawet kupa piachu i tabliczka stacyjna z dykty. Niestety, ale niezmiennie mnie to irytuje. Tym mocniej, że doskonale widzę, że sugestia działa, to znaczy pasażerowie zaczynają uznawać nienormalność za normę.
Stanowczo zbyt łatwo zapominamy, że opłaty jakie ponosimy kupując bilet na pociąg nie są jak usiłuje się nam wmówić, tylko opłatą za przejazd, są opłatą za usługę, na którą poza przejazdem składa się jeszcze jego jakość, punktualność, stan techniczny środka lokomocji oraz warunki w których podróż zaczynamy i kończymy.
Gdyby więc kolej udostępniła miejsce na dworcu albo i sporą jego część tej lub innej instytucji kulturalnej, byłbym tym zachwycony, kiedy jednak udaje, że budynek do niej nie należy, a teatr po prostu mieści się blisko torów, bo taki ma adres, to jest to już coś, czego nie akceptuję.
Uznając jednak, iż faktycznie, nie sama instytucja kulturalna, aczkolwiek moim zdaniem nie pasująca do tego miejsca, jest winna temu, że stacje masowo zamienia się u nas w przystanki, zdecydowałem się swoją opinię przenieść do ocen właśnie stacji kolejowej, a nie jak to zrobiłem przy zamieszczaniu - dosłownie budynku dworca.
niedziela, 24 września 2017
Gra w dwa oknie
Ta historia nie ma dobrego bohatera, ponieważ obie jej strony są złe, choć każda w inny sposób. Jedną jest człowiek, którego stać na wymianę kilkunastu okien, ale nie stać na usunięcie tych, które zdemontował, mimo że kosztuje to może połowę jednego nowego. Stroną drugą jest katowicka i rudzka Straż Miejska, które pokazują, że pracując na państwowym hasło "czy się stoi czy się leży" ciągle jeszcze można uważać za aktualne...
***
Półtora miesiąca temu, trzynastego sierpnia, podczas jednego z moich rowerowych spacerów po okolicy napotkałem w lesie na pograniczu Rudy Śląskiej i Katowic wyrzuconą przez kogoś dość dużą ilość starych skrzydeł okiennych i innego poremontowego śmiecia. Po kilku godzinach skontaktowałem się telefonicznie z komendą Straży Miejskiej w Katowicach i przekazałem informację o tym znalezisku, sugerując, że racji mniejszej odległości od zabudowań Kokocińca (to dzielnica mojego miasta) niż Rudy Śląskiej odpady mogą pochodzić "z naszej strony" mimo usytuowania prawie dokładnie na granicy gmin. Przyjmujący zgłoszenie zapewnił, że patrol uda się na miejsce następnego dnia i poprosił o dokładniejsze namiary. Przesłałem mu zatem mailem odpowiedni link KLIK! oraz fragment filmu z mojej kamery rowerowej.
Film z 13 sierpnia 2017
Sprawa wydawała się prosta. Śmiecie faktycznie leżały na granicy miast, jednak wedle Street View był to jeszcze teren Katowic, zaś zdrowy rozsądek oraz mój zmysł dedukcji podpowiadały, że także z Katowic przywieziono je tutaj. Dlaczego tak uważałem? No cóż, po pierwsze jak wspomniałem do Rudy Śląskiej jest dalej, po drugie TAM jest więcej obiektów przemysłowych niż prywatnych, a tu (i znacznie bliżej) wręcz odwrotnie, po trzecie jeśli ktoś skąpi na wywóz legalny to nie będzie jeździł nie wiadomo ile kilometrów z takim truchłem, bo poza kosztami, także musi być pewnym że zna miejsce w którym odpady wywala i że nikt go tam nagle nie nakryje. Logiczne? Uważam że tak. Ale to jedyna logika w tej opowieści.
Ponad tydzień zajęło Straży Miejskiej w Katowicach dojście, niestety nie do śmieci, a do faktu, że znajdują się one na terenie Rudy Śląskiej, w związku z czym sprawa zostaje przekazana tamtejszym funkcjonariuszom. I o ile samo to można zrozumieć, to jednak czas od zgłoszenia do lokalizacji już nie. Stanowczo nie. Albowiem czyż nie byłoby nowocześnie i po europejsku śmiecie po prostu wywieźć a dopiero potem z rachunkiem i kolegami z drugiego miasta dalej szukać winnego? Pytanie retoryczne.
Może warto tu dodać, czego w ogóle oczekiwałem. Oczekiwałem otóż, że spacerujący lub przejeżdżający czasem po okolicy strażnicy spatrolują Kokociniec przyglądając się budynkom w których jednocześnie założonych jest co najmniej kilka nowych okien. Poznać to można łatwo, a że lwia część dzielnicy to blokowiska, których temat nie dotyczy (okna są bardzo stare), to obszar takiego patrolu dałoby się spenetrować powiedzmy w godzinę z hakiem. I sednem oczywiście jest żeby to właściciel zapłacił i za wywóz i za zanieczyszczanie lasu. I to zapłacił tak, żeby mu już na rolety grosza nie zostało. Nic trudnego, a efekt piorunujący, bo takie historie szybko się roznoszą. Śmieci niestety nie chcą i nadal leżą na (nie) swoim miejscu jak pierwszego dnia...
Zdjęcie z 23 sierpnia 2017
Czując, że coś tu stanowczo nie gra postanowiłem zapytać o losy sprawy w Rudzie Śląskiej i trzeciego września zgłosiłem się tam z pytaniem jak poniżej.
Siódmego września, bo jak już wiemy w tej branży czas płynie wolniej, kierownik referatu Straży Miejskiej w Rudzie odpisał mi mailem, z którego odniosłem dziwne wrażenie, że to nie funkcjonariusze z Katowic, ale znów ja jestem zgłaszającym. Interesujące...
Dziś podczas kolejnego przejazdu w tej okolicy sfotografowałem śmieciuszki po raz enty. Aż mi się ciepło zrobiło na sercu, bo to przecież bez mała już punkt orientacyjny.
Zdjęcie z 24 września 2017
Minęło sześć tygodni. Czuć, że wkrótce nadejdą jesienne chłody a po nich zima. Śmieci to jakoś nie rusza i dalej spokojnie biwakują na łączce. Tak sobie myślę... A może ktoś z okolicy weźmie sobie to drewno na opał i uwolni od obowiązków biednych, zapracowanych strażników miejskich? Powiecie, że to przecież z grubą warstwą farby i że tak nie wolno? No co wy?! Przecież zanim ktoś wykryje czym palimy, będzie już kwiecień!
DODANE 11 LISTOPADA 2017
piątek, 25 sierpnia 2017
Demotyportier 24
Proszę kliknąć na wybrany obrazek, aby go powiększyć.
---
---
Pochodzenie obrazków:
1 - Serwis olx.pl - ogłoszenie firmy ochroniarskiej z 21.08.2017
2 - Serwis loombard.pl - nocne niedopatrzenie obsługi jednej z katowickich placówek - 28.06.2017
3 - Tablica nekrologów przez bazyliką w Panewnikach - 6.07.2016
4 - Onet Wiadomości - tytuł z 25.08.2017
---
Wszystkie zrzuty ekranu/zdjęcia oraz podpisy są mojego autorstwa.
środa, 23 sierpnia 2017
Skąd w 2017 roku pobrać Windows Movie Makera?
Windows Movie Maker, to program do obróbki video z którym zetknął się chyba każdy. Nie jest to jakiś cud techniki, nie jest też programem uniwersalnym, ale ma absolutnie wszystko to, czego najczęściej się używa, zwłaszcza przy filmach amatorskich, to jest przycinanie, dodawanie napisów, możliwość dodania przejść, muzyki, dubbingu, przekodowania itd. A do tego jest prosty, wygodny, darmowy i po polsku.
Niestety, od początku 2017 roku Microsoft zaprzestał wspierania zarówno Movie Makera jak i pakietu Windows Live (Windows Essentials) na który poza edytorem video składały się także edytor postów do blogów Writer, aplikacja Messenger, Poczta Windows Live, Galeria oraz obsługa dysku OneDrive w czasach gdy nie był on częścią systemu.
Próba pobrania tych programów z wcześniej działających linków kończy się komunikatem o błędzie, takim jak ten poniżej:
Sam producent na odpowiedniej stronie także informuje o braku możliwości pobierania wspomnianych aplikacji.
Na szczęście istnieje ciągle sposób ściągnięcia tych programów i korzystania z nich jak dawniej.
---
Zaczynamy od strony na której odnaleźć możemy oficjalne stare linki do różnych odmian językowych pakietu Windows Essentials 2012. KLIKNIJ!
Tam wybieramy interesującą nas wersję polską i klikamy w odpowiedni link, a następnie otwieramy lub zapisujemy i otwieramy malutki program instalacyjny (oficjalny od MS). Strona która się wtedy otwiera w normalnej wersji była początkiem ściągania całego pakietu, ale teraz wyświetla błąd 404. Ignorujemy go i KOPIUJEMY tylko zawartość paska adresu.
Otwieramy Internetową Maszynę Czasu i w jej pasku wklejamy adres pliku do pobrania. Otrzymujemy kilka lokalizacji. Dla wersji polskiej wybieramy tę z 23 kwietnia 2016. Klikamy i... już normalnie ściągamy pakiet.
Podczas instalacji możemy wybrać programy, które nas interesują a zrezygnować z tych, których nie chcemy. I tak to właśnie w 2017 roku Windows Movie Maker nadal ma się dobrze i może służyć nam jak dawniej...
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Wszyscy jesteśmy januszami
Plus minus dwa miesiące temu pojawiły się w Katowicach na szerszą skalę wypożyczalnie rowerów. Istniały co prawda już wcześniej, ale było ich tak niewiele, a do tego usytuowano je w tak nieprzemyślanych moim zdaniem miejscach (centrum miasta zamiast terenów parkowych itp.), że właściwie tamten pierwszy etap można pominąć. A teraz wydawało się, że jest idealnie. Stacje, acz nie we wszystkich dzielnicach, ale jednak już znacznie szerzej dostępne, odległości między nimi niewielkie (a przecież pierwszy kwadrans jazdy jest gratis!), system korzystania nieco pogmatwany, ale do przeżycia, no i przede wszystkim "tabor" - wygodne, zwarte, nowe, dobrej klasy rowery w sporych ilościach.
Nie ma rzeczy doskonałych, ja wiem, zawsze do czegoś można się przyczepić - także zgoda, ale w przypadku rowerów w Katowicach niestety system to może 30% całości moich pretensji, pozostałe 70%, to użytkownicy, którzy po prostu do pewnego poziomu zachowań nie dorośli i boję się, że już nigdy nie dorosną. A jako że jest ich więcej w całej sprawie, toteż od nich zacznę.
Dopóki klientów było mało, wszystko wydawało się grać. Rowery były wypożyczane, wracały, i tak nomen omen w kółko. Siłą rzeczy jednak wraz z upowszechnieniem się usługi, pojazdy zaczęły przemieszczać się dalej niż tylko między dwiema, trzema najbliżej położonymi stacjami i tak dojechały do "nowych" dzielnic sprzęty używane wcześniej już w innych, będących w systemie od lat a i te jeszcze w kwietniu nowe, nowymi być szybko przestały. Brudne ramy, upaćkane smarem sztyce, zadeptane, naderwane lub powgniatane błotniki, uszkodzenia lakieru, wgięte koszyki, wykręcone (wiszące tylko na lince) siodełka i tak dalej i tym podobne. Ostatnio również pozrywane łańcuchy, wykręcone pedały, niesprawne przerzutki albo wręcz rowery czegoś tam pozbawione. Bez koszyka, bez reklamy na tylnym kole, bez dzwonka...
W koszach transportowych znajdujemy śmieci, resztki jedzenia, reklamy i Bóg jeden wie co jeszcze. Kilka dni temu dopiero czwarty rower, jaki wziąłem ze stojaka w ciągu kilku minut nadawał się do jazdy! No chyba, że komuś odpowiada spacer np. tylko na pierwszym lub trzecim biegu, a zaręczam, że miłe to nie jest.
Żeby było weselej, jak wspominałem brak kultury idzie w parze z brakiem inteligencji. Uszkodzone czy zepsute rowery są masowo oddawane i zostawiane bez sygnału do operatora usługi, z nadzieją chyba, że to krasnoludki się nimi zajmą. Inne znów, rowery oczywiście, nie krasnoludki, w tym także te sprawne, dopina się czasem zamiast do stojaków lub dodatkowych uchwytów na nich np. do wcześniej wpiętych pojazdów (wystarczy wypożyczyć taki, a drugi mamy w gratisie!) nawet jeśli przy okazji blokują pół chodnika, i wreszcie, co szczególnie powinno być ciekawe dla lekarzy i farmaceutów - jeszcze inne pozostawiane są LUZEM pomiędzy tymi przypiętymi!
Obrazu dopełniają użytkownicy, którzy nie doczytali czegoś, nie zrozumieli, nie dopytali, nie potrafią lub nie chcą zadzwonić do biura obsługi i potem szarpią się jak wilk we wnykach żeby wyjąć rower z zamka lub go tam wprowadzić, klną po raz szósty wpisując PIN albo uważają, jak pewien pan, także ogłaszający to wszem i wobec w Opiniach Google, że niesprawna stacja uniemożliwia zdanie sprzętu i tym samym generuje mu dodatkowe koszty zmuszając do jazdy gdzie indziej...
Ręce opadają.
A samo City By Bike? Też nie jest bez winy. Telefoniczne biuro obsługi łatwym interlokutorem nie jest, to pewne. Wybierz język, Jesteś już klientem czy nie?, Podaj numer telefonu, Podaj PIN i wreszcie po minucie dopiero czy lepiej takiego klikania, upragnione: Wybierz rozmowę z konsultantem naciskając coś tam...
Zgłaszam awarię - pani notuje, pani notuje - pani dziękuje. Za dwa dni rower stoi jak stał. Kiepsko. Stanowczo brakuje jakichś "lotnych patroli serwisowych" i po prostu większego zaangażowania operatora na każdym etapie funkcjonowania systemu.
Dużo, dużo jeszcze jest do zrobienia z obu stron, by rowerowe wypożyczalnie w moich mieście były tym, czym być powinny i czym być miały w planach ich pomysłodawców.
---
Rower prawicowy - z zakazem pedałowania.
Rower z brakiem reakcji łańcuchowej.
U góry i dołu: Rowery syjamskie. Pożyczasz pierwszy (przypięty do zamka)
a drugi (przypięty do pierwszego) jest Twój bezpłatnie.
Pierwsza reklama w koszyku. Pewien jestem, że za miesiąc
będzie ich tu po kilkanaście każdego dnia.
Dla równowagi - pierwszy rower bez reklamy.
Zapewne misyjny.
Śrubkę już ma, ale oleju w głowie nadal ni kropli...
A tutaj ktoś próbował chyba zakosić kosz.
"Na proktologa"
1410? 1234?
Kichaj to, niech się ONI martwią...
Skalpel to przy tym pikuś...
I na koniec rower po-ranny, czyli jak widać
nie tylko mnie krew zalewa gdy widzę to wszystko.
sobota, 3 czerwca 2017
Gdzie zgłaszać omijających stawki minimalne?
Szybko i sprawnie, z pominięciem długich pism i zeznań a nawet podawania swoich danych adresowych - poprzez specjalny serwis uruchomiony przez Tygodnik Solidarność.
Pamiętajmy tylko, że nie jest to portal zastępujący stronę Inspekcji Pracy. Nie zgłaszamy poprzez niego niczego poza naruszeniem stawek minimalnych! Wszelkie inne zgłoszenia należy podawać jak do tej pory - osobiście w inspektoracie, poprzez stronę internetową właściwego OIP, mailowo albo listownie.
Pamiętajmy tylko, że nie jest to portal zastępujący stronę Inspekcji Pracy. Nie zgłaszamy poprzez niego niczego poza naruszeniem stawek minimalnych! Wszelkie inne zgłoszenia należy podawać jak do tej pory - osobiście w inspektoracie, poprzez stronę internetową właściwego OIP, mailowo albo listownie.
Ale jeżeli kwestia dotyczy tylko stawki, to opisywana tu droga będzie na pewno szybsza i wygodniejsza. Po naszym zgłoszeniu to związkowcy przygotują wniosek do PIP, a nasze dane pozostaną tylko do ich dyspozycji.
W czym rzecz?
Od stycznia 2017 pracując na umowie zleceniu nie możemy, niezależnie od rodzaju wykonywanej pracy zarabiać za godzinę mniej niż 13 zł brutto, to jest około 9,70 netto. Jeżeli Twój pracodawca płaci Ci mniej, wmawia, że netto z 13 to np. 9 czy 8 zł, dolicza jakieś z sufitu wzięte obciążenia czy kaucje np. za ubranie robocze czy narzędzia itp. to łamie prawo. W takim wypadku nie ma się co zastanawiać nad złożeniem na niego skargi.
Jak to zrobić?
Wchodzimy na stronę formularza, do której link podaję nieco niżej i wypisujemy tam tylko kilka krótkich rubryk, w których podajemy:
-nasze imię i nazwisko
-nasz numer telefonu
-nasz adres mailowy
-nazwę firmy lub osoby którą zgłaszamy
-jej adres
-opis sprawy
Własnymi słowami, zwyczajnie, tak jak jest. Ale co najważniejsze, bez wahania. Nie ma się co litować. Niech płacą kary, niech ich ciągają po sądach, niech plajtują, niech zamiatają chodniki, skoro nie mają skrupułów by okradać własnych pracowników!
BY ZGŁOSIĆ NIEUCZCIWEGO PRACODAWCĘ
Masz problem innego rodzaju?
Mobbing, opóźnienie wypłat, złe warunki pracy, brak odzieży roboczej, niebezpieczeństwo na stanowisku, zlecenie na warunkach umowy o pracę itp.?
Skontaktuj się poprzez formularz, listownie, mailowo lub telefonicznie bezpośrednio z odpowiednim oddziałem Państwowej Inspekcji Pracy
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.


















