Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


czwartek, 23 czerwca 2016

Demotyportier 23

  Proszę kliknąć na wybrany obrazek, aby go powiększyć.

---





---


Pochodzenie obrazków:

1, 2 - zdjęcia mojego autorstwa
3 - dziennik "Parkiet"
4 - zrzut ekranu ze strony tvn24.pl

Komentarze oraz wykonanie jak zawsze - własne.


niedziela, 12 czerwca 2016

Człowiek - Praca - Godność

W najnowszym, weekendowym wydaniu Pulsu Biznesu ukazał się artykuł pani redaktor Magdaleny Wierzchowskiej "Rozpoczyna się sprzedaż Konsalnetu" w którym autorka opisując plany sprzedaży tej firmy ochroniarskiej nowemu inwestorowi pośrednio porusza także temat ogólnej kondycji całej branży i jej perspektywy. Ta właśnie część tekstu, choć marginalna w stosunku do sedna zbulwersowała mnie najbardziej i do niej też postanowiłem się odnieść wysyłając do redakcji PB i osobiście autorki list o treści jak poniżej.
 
Podkreślam, że wyrażane przeze mnie opinie opierają się na doświadczeniach i dowodach zgromadzonych na przestrzeni lat 2008 - 2016 u kilku pracodawców w branży i odnoszą się w różnych aspektach i różnym procencie do każdego z nich. Tekst poniższy nie ma na celu dyskredytowania kogokolwiek, w tym firmy będącej bohaterem artykułu p. Wierzchowskiej a jedynie uwypuklenie praktyk łamania prawa przez różnych pracodawców sektora ochrony osób i mienia.

Bardziej szczegółowe informacje na tematy zaznaczone poniżej zostały na początku tego roku przekazane przeze mnie w osobnym piśmie między innymi prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, panu Andrzejowi Dudzie.
 
 
***
 
Szanowna Pani Redaktor
 
             W tekście "Rozpoczyna się sprzedaż Konsalnetu", który opublikowała Pani na łamach Pulsu Biznesu w numerze 109 z 10-12 czerwca 2016 roku znalazły się zdania, których wymowa, nie wiem czy świadomie czy też przypadkowo, ale bezdyskusyjnie zafałszowuje obraz branży ochrony osób i mienia, w tym zwłaszcza sytuację jej pracowników. Mowa tu przede wszystkim o akapicie, w którym nazywa Pani deregulację, ozusowanie umów zleceń oraz stawkę minimalną "bolesnymi posunięciami" oraz dalszym, w którym używa Pani zwrotu "dodatkowe obciążenia" dodając jeszcze, że "firmy ratują się [podkreślenie moje] cięciami zatrudnienia". Wrażenie, jakie powstaje po przeczytaniu tych słów może być tylko jedno: oto "zły" ustawodawca rzuca kłody pod nogi przedsiębiorcom zatrudniającym setki tysięcy pracowników i pośrednio zmusza ich do redukcji, również liczonych w tysiącach, a zatem najkrócej rzecz ujmując - utrudnia prowadzenie biznesu. Odczucie takie jednak dalekie jest od jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, na co niniejszym pozwalam sobie zwrócić Pani uwagę.

Branża ochrony w naszym kraju należy do tych, w których najczęściej łamane są prawa pracownicze i to łamane w sposób najbardziej jaskrawy, bo w odniesieniu do najniżej zarabiających i także najniżej wykwalifikowanych a tym samym najmniej zaradnych na rynku. Działania zaś, o których Pani łaskawa była wspomnieć, nakierowane są tylko na to, aby tym właśnie ludziom zapewnić te same prawa, jakie są minimalnymi w każdej innej gałęzi gospodarki i jakie za minimalne uznaje Kodeks Pracy.

Jestem dogłębnie przekonany, że rolą mediów, również tych zajmujących się wymienionymi tematami tylko od strony finansowej jest nazywanie po imieniu zmian, jakie zachodzą, zmian, których celem jest likwidacja patologii w zatrudnieniu, niemającej prawa bytu w XXI wieku nie zaś jakaś forma "domiaru".

Jeżeli bowiem mówić mamy o rzekomych obciążeniach, jakie stanowi dla pracodawcy konieczność odprowadzenia NORMALNEJ składki na ZUS z umowy zlecenia, powiedzmy najpierw o tym, jakim obciążeniem dla budżetu państwa będą kiedyś ci, za których wczoraj i przedwczoraj składek tych się nie odprowadzało. Jeżeli pochylić się mamy nad losem firm, które zastosować będą musiały stawki minimalne napiszmy wcześniej o tym za ile dziś pracują potencjalni beneficjenci tej zmiany i także jak żałosnym organizatorem jest przedsiębiorca, który mając potrzebę zatrudnienia pracownika nie jest w stanie zaproponować mu nic ponad to, co prawo wyznaczyło, jako stawkę najniższą z możliwych. Nazywajmy, powiadam, rzeczy po imieniu.

Jeszcze jakieś sześć, siedem lat temu najszerzej stosowanym a nieuczciwym, należy to podkreślić, sposobem obniżenia kosztów zatrudnienia w ochronie było tylko i aż stosowanie umów zleceń zawieranych ze spółkami córkami głównego pracodawcy, jako obowiązkowych uzupełnień etatów. Poprzez te właśnie dodatkowe umowy wypłacano wynagrodzenie za godziny nadliczbowe tworząc fikcję pracy świadczonej innemu podmiotowi a zatem niepodlegającej przepisom o dodatkach za nadliczbówki, czyli po prostu pozwalającej wypłacać za godzinę kwoty niższe niż nawet z pensji minimalnej. Wydawało się wtedy, że jest to maksimum tego, co można w tej kwestii zmanipulować, ale oczywiście był to dopiero początek tej swoiście pojmowanej kreatywności pracodawców. Niewiele później pojawiły się na masową skalę umowy zlecenia już solo, bez etatów, choć przecież zawsze prawie spełniające wszystkie wymogi stawianej takiej właśnie pracy. Cały zaś rok 2015 to wysyp umów jak je nazywam syjamskich, czyli zleceń bez składek emerytalnych i chorobowych, bo wystawianych nominalnie w dzień lub kilka dni po fikcyjnej umowie np. na 50 zł brutto (sic!!!) miesięcznie na pracę inną niż faktycznie wykonywana, istniejącą co prawda tylko na papierze, ale za to przepisowo w pełni oskładkowaną. Pozbawiono w ten prosty sposób nie tylko tysiące ludzi gwarantowanych im praw, ale i przy okazji oszukano ZUS i pośrednio urzędy skarbowe. Przykładem wreszcie ekstremalnym niech będą przypadki ogłoszeń o pracę, w których firmy ochroniarskie, będące, o czym się prawie nie wspomina w mediach, w większej części zakładami pracy chronionej, oferowały zatrudnienie na etat osobom (uwaga!) chorym psychicznie, upośledzonym umysłowo, z chorobami narządu wzroku oraz cierpiącymi na epilepsję, czyli najkrócej: ludziom, którzy przy całym szacunku dla ich stanu nigdy nie powinni pracować w branży, jako potencjalnie stwarzający zagrożenie dla siebie i innych. Co stało u podstaw tego otwarcia pracodawców? To proste: Najwyższe akurat za takich pracowników dopłaty z PFRON-u. Nazwanie takich praktyk tylko nadużyciem, byłoby zbyt łagodne…

I wreszcie kwestia ostatnia, ale absolutnie nie najmniej ważna, bo wiążąca się ze wszystkim prawie, co napisałem powyżej. Umowa zlecenie w ochronie nie oznacza dla zatrudnionego jak się to czasem przedstawia „tylko” pracy bez urlopu czy limitów godzin, ale jest przede wszystkim stosowana dla umożliwienia wypłacania za pracę stawek niższych, czasem drastycznie niższych niż w przypadku pensji minimalnej. Dokładniej zaś: służy do omijania prawa, ponieważ jak już wspomniałem przytłaczająca większość ochroniarzy wykonując swoje obowiązki spełnia wszystkie wymogi stawiane zatrudnieniu na etat. W praktyce oznacza to zatrudnianie za stawki uwłaczające godności człowieka, czyli np. pięć, cztery a czasem i trzy złote netto za godzinę bez jakichkolwiek dodatków. Proszę pamiętać o tym wszystkim, gdy kolejny dyrektor lub prezes wylewać będą swoje żale na utrudniające ich firmom działalność zmiany w prawie.

Rynek, szeroko rozumiana ekonomia, podaż i popyt są, z czym się w pełni zgadzam, jedynym motorem współczesnej gospodarki, ale motor ten, jeżeli rozumieć go dosłownie stać powinien zawsze na fundamencie prawa, nie zaś jak to ma dziś często miejsce w branży ochrony osób i mienia – zatopiony w pozbawionym zasad moralnych bagnie.  
Z wyrazami szacunku
[tu w oryginale moje imię i nazwisko] – Katowice
 
Imię i nazwisko tylko do wiadomości redakcji.
 
 
 
***
 
 
DODANE 13 CZERWCA 2016

 

 
Kliknij aby powiększyć obrazek 
 
 

środa, 11 maja 2016

Góry są zawsze - suplement

Czyli... dwie kolejne trasy w Beskidzie Małym. Najpierw Czernichów - Żar z wielgachnym "objazdem" przez Jaworzynę i Kiczerę a zaraz potem (tak naprawdę po miesiącu, ale tutaj o kliknięcie niżej) jubileuszowa wycieczka czterdziesta z Mikuszowic do Łodygowic też "slalomem" i to z całą pewnością gigantem przez Łysą Przełęcz i Przyszop. Zapraszam.
 
 


 

 
***
 
Zanim się jakiś esteta branży video oburzy, że coś tu jest tak albo siak, od razu wyjaśniam, że filmy kręcone są przeze mnie aparatem fotograficznym bez fajerwerków jak widać, a przede wszystkim traktowane jako DODATEK do zdjęć, które uważam za ważniejsze, aczkolwiek z racji "uśpienia" tego bloga od dłuższego czasu nie publikowane online.

niedziela, 1 maja 2016

Góry są zawsze

Wbrew temu co mogło się czasem wydawać nigdy nie był to blog o górach, wbrew z kolei wrażeniu późniejszemu absolutnie się od wędrówek nie odwróciłem. Mimo braku wpisów tutaj, mimo braku nowych zdjęć i filmów cały czas góry obecne są w moim życiu i w moim sercu i jest to jedna z niewielu spraw na tym świecie, co do której mam pewność, że nigdy się już nie zmieni.
 
Przy okazji najnowszych dwóch wycieczek poza zdjęciami przy okazji raczej wykonałem kilka krótkich filmików, które zmontowane jakoś, poniżej prezentuję. Zapraszam do oglądania. Zapraszam do wędrowania.
 
 


 


 

sobota, 16 kwietnia 2016

Porady spod lady, czyli Pan Portier Poleca

Kilka tygodni temu zdarzyło mi się czytać na pewnym blogu wpis, który autorka nazwała recenzją bądź też testem, dziś już nie pamiętam, ale w każdym razie czymś, co wynikało jak można się było spodziewać z jej doświadczenia z danym produktem. Zastanowiło mnie, że przedmiot owego testu, delikatnie mówiąc z dolnej strefy średniej półki pisząca obsypywała tam pochwałami w sposób aż zabawny przyozdabiając jeszcze swoje wynurzenia nadzwyczaj profesjonalnymi zdjęciami w dużej rozdzielczości... Oczywiście, o czym dziś będzie, ja także znam czy mam rzeczy, które uważam za wyjątkowo dobre, ale nie dlatego, że ktoś mi za to (nimi chociażby tylko) płaci. A tak właśnie było, czego doczytałem się dopiero przy końcu posta, w tym konkretnym wspominanym przypadku. I to mnie, nie będę ukrywał, co najmniej zniesmaczyło.
 
Powie ktoś, że przecież nie ma konfliktu między tym, by coś dostać od producenta czy dystrybutora, a tym by uznać to za bardzo dobre. Zgoda. Ale to tak jak nie ma niczego złego w tym, by np. jakiś pan dyrektor zatrudniał swojego syna. Niby nie ma, ale ryzyko braku obiektywnej oceny jednak istnieje. Zwłaszcza, gdy recenzujący nie jest kimś zajmującym się jakąś tam branżą stale, najlepiej profesjonalnie lub półprofesjonalnie a po prostu blogerem, któremu podesłano karton czekolady, odkurzacz czy fajny rower. Nie musi zresztą słodzić i słodzić, wystarczy, że nie wspomni o wadach i już jest jasne. Że ściemnia. 
 
Nie piszę tego wszystkiego pod adresem tych, którzy fakt sponsorowania danego wpisu zaznaczają uczciwie zaraz na wstępie.
 
Ale dość narzekania, przejdźmy do rzeczy. Postanowiłem i ja coś testowo potestować, a może bardziej po prostu zaznaczyć wszem i wobec jako według mnie dobre lub bardzo dobre. W absolutnej większości po kilku latach użytkowania, w absolutnej mniejszości po kilkunastu co najmniej miesiącach. I co najważniejsze bez niczyjego za to rewanżu.

 
---
 
 
Herbata Jones Classic *****
 
Co to jest?
 
Ręcznie zbierana czarna herbata, oryginalna cejlońska, w opakowaniach po 50 lub 100 torebek. Kraj pochodzenia Sri Lanka. Cena za opakowanie odpowiednio ok. 7,60 lub 13 zł

 
 
Dlaczego?
 
Bardzo mocny, wydajny i aromatyczny napar. Przyjemny, wyraźny i klasyczny zarazem smak. Torebki dwukomorowe pakowane po 25 sztuk w eleganckie osobno ofoliowane kartoniki i te dopiero umieszczane w opakowaniu głównym.
 
Moje zdanie.
 
Mam taki zwyczaj, że na święta Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy kupuję herbatę inną niż na co dzień. Zawsze czarną, bo tylko taką uznaję, najczęściej ekspresową, bo ta jest najwygodniejsza, ale jednak im bardziej ciekawą, niszową, "dziwną" przy takiej okazji, tym chętniej. Może z pięć, może więcej lat temu trafiłem w ten sposób na Jonesa. Nie zapomnę nigdy pierwszego wrażenia... ulgi. Czyli jednak jest jeszcze na tym świecie NORMALNA herbata! Nie pachnące plastikiem czy sianem "coś" z czego napar jest w najlepszym razie bursztynowy, ale autentyczna mocna herbata z której jednej torebki można zaparzyć spokojnie (wiem, wiem, to świętokradztwo, ale też żywy dowód jakości) dwie mocne szklanki. I to herbata pachnąca, prawdziwie smaczna, a przecież bez jakichkolwiek dodatków.
 
Smak można jak mi się wydaje porównać do herbat Yunnan, jeżeli to komuś pomoże w ocenie. Najlepszym jednak jego opisem jest cytat z Wikipedii:  Jest to gatunek najbardziej zbliżony do tego, co w Europie i Ameryce zwykło się uważać ogólnie za herbatę.

 
 
Margaryna Roślinna Bielmar *****

Co to jest?

Margaryna do smarowania. Bez konserwantów, z witaminami. Opakowanie 500g. Cena ok. 4,50 zł



Dlaczego?

Nie daje poczucia jedzenia "czegoś obcego" pomiędzy pieczywem, a sednem kanapki, co jest niestety dość częstym wrażeniem nawet w droższych i bardziej znanych margarynach. Jest jednak nie tyle neutralna, ile delikatna, lekko mleczna, w tym właśnie przypominając masło. Przyjemny zapach i świetna konsystencja, to kolejne jej zalety.
 
Moje zdanie.

W trwającej od prawie dwóch setek lat wojnie wyznawców masła i margaryny od mniej więcej dwóch i pół dekady jestem "margarynowcem". Zostały mi jakoś w pamięci płatki masła układane na chlebie i tak na zimno i sztywno z umiarkowaną przyjemnością jedzone albo znów żółtawe pieczywo i wspomnienie po tym, że czymś tam, co właśnie się roztopiło i zniknęło, było ono wcześniej posmarowane. Od masła zatem odszedłem definitywnie. Przez lata próbowałem wielu produktów do smarowania od tych  najbardziej znanych po wszelakie wynalazki śmieciowe nie mające nawet ze względu na skład prawa używania nazwy margaryna. Najciekawsze tak na marginesie,  co spotkałem w jednym z marketów nie dalej jak kwartał temu, a czego na szczęście nie odważyłem się kupić, to "cudeńko" w cenie 1,99 za... kilogram! Brr...

Na dobrą sprawę jednak nawet przy produktach z najwyższej półki nigdy nie byłem do końca zadowolony. Brakowało mi czegoś pośrodku, pomiędzy masłem a margaryną, bynajmniej nie par excellence miksu, bo i tego kosztowałem z umiarkowaną satysfakcją. Eksperymentując zatem podobnie jak to miało miejsce z herbatą  kupiłem któregoś dnia Roślinną, którą jeszcze pod nazwą Masła Roślinnego pamiętałem jako stale obecną w lodówce mojej babci w latach 80. Kupiłem, zasmakowałem i odtąd zajadam już stale.

I tutaj jeszcze uwaga. Na rynku jest kilka przynajmniej produktów bardzo podobnych wizualnie a nawet noszących zbliżone nazwy. Nie chcąc tu robić czarnego margarynowego PR zaproponuję więc wątpiącym, by dla porównania zakupili Roślinną z Bielmaru i prawie identyczny produkt konkurencji, też zresztą produkowany od dziesięcioleci. Niebo i ziemia.

 
 
Pasta do butów Giguś *****

Co to jest?

Pasta w płynie. Wysokopołyskowa. Zawiera lanolinę. Opakowanie 70g. Cena ok. 3,30 zł



Dlaczego?

Pasta doskonale się rozprowadza, maskuje drobne uszkodzenia obuwia, nawilża i uelastycznia skórę jednocześnie zabezpieczając ją przed działaniem wody, nabłyszcza. Efekt jest długotrwały.

Moje zdanie.

Gigusia, który z tego co mi wiadomo jest tylko marką zbiorczą dla popularnych produktów chemii gospodarczej różnych producentów zakupiłem po raz pierwszy około dwóch lat temu szukając przede wszystkim pasty w płynie odpowiedniej dla moich dość mocno już schodzonych butów wojskowych. Oczywiście zarówno wcześniej jak i później stosowałem też inne pasty jednak mimo początkowo podobnych wizualnie efektów Giguś miał i ma nad nimi przewagę jaką jest radykalne "odmładzanie" skóry. O ile moje desanty są po prostu tu i ówdzie porysowane, to próba jakiej dokonałem na starych, bodajże siedmioletnich trzewikach roboczych absolutnie mnie zszokowała. Powtórzę. Stare buty robocze ze skórą twardą jak kamień i o strukturze prawie że sztruksu w ciągu kwadransa stały się elegancko błyszczącymi i nowymi jak ze sklepu. Dodatkowo jeszcze zamiast jak po innych pastach, ładnej bo ładnej, ale jednak tylko błyszczącej skorupy znów miały elastyczną skórę. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Giguś jest po prostu baaardzo tani, co w połączeniu z jakością jest według mnie ewenementem na rynku. Zaniepokojonych od razu poinformuję, że przy butach z natury bardziej matowych efekt nabłyszczania nie jest aż tak mocny, żeby stanowiło to przeszkodę w stosowaniu.



Plestop *****

Co to jest?

Płyn do natychmiastowego usuwania grzybów i pleśni ze ścian. Ma również inne zastosowania. Opakowania po 0,75, 1 i 5 litrów. Cena za op. 0,75 (spryskiwacz) lub 1 litr (zapas - butelka plastikowa) ok. 10 zł



Dlaczego?
 
Usuwa pleśnie i grzyby w kilka minut nie pozostawiając ŻADNYCH śladów, także po sobie samym. Nie wymaga zmywania, wycierania itp. Działa tak samo na ścianach białych jak i kolorowych. Specyficzny zapach środka znika po kilkunastu minutach przy aktywnym wywietrzeniu pomieszczenia, efekt działania utrzymuje się kilka do kilkunastu tygodni.
 
Moje zdanie.
 
Miałem swego czasu, zwłaszcza w porze jesienno-zimowej, problem z powracającą w łazience pleśnią. Plestop w kilka minut wyczyścił wszystko do zera. Po psiknięciu pleśń się praktycznie rozpuszcza, znika, wyparowuje razem z resztkami płynu. Moim już prywatnym odkryciem jest możliwość zastosowania Plestopu np. do mycia kranów (baterii, mówiąc bardziej fachowo), zlewów z nierdzewki oraz... blatów kuchennych, ale tu uwaga, mowa o blatach takich jak niegdysiejsze stoliki w pociągach, laminowanych, grubych. Przykład takowego na zdjęciu poniżej.
 

 
 
Biały Jeleń. Żel do twarzy z oczarem wirginijskim. ****

Co to jest?

Żel do mycia dla cery tłustej i ze skłonnościami trądzikowymi. Łagodzi podrażnienia, usuwa nadmiar sebum, zmniejsza skłonność do powstawania wykwitów. Opakowanie 175 ml (początkowo 200 ml - downsizing - za to jedna gwiazdka mniej) za ok. 6,80 zł



Dlaczego?

Jedno słowo - DZIAŁA. Nie od razu, a po jakimś czasie, na przykład kilkurazowym (kilkudniowym) stosowaniu, ale ulga odczuwalna jest natychmiast. Zmiany skórne stopniowo łagodnieją, wysuszają się, w widoczny sposób zmniejsza się stan zapalny, zamykają pory, wygładzają nierówności.

Moje zdanie.

Produkt pochodzi z serii kosmetyków, które z kolei, o ile pamiętam, "zaczęły się", przynajmniej w sensie nazwy, od szarego mydła używanego do prania, ale także i do mycia jeszcze w czasach PRL-u. Stosuję go od kilku już lat, nie tylko w domu, ale również podczas górskich wędrówek oraz... po ukąszeniach owadów. W tym ostatnim przypadku wystarczy kropelkę płynu nanieść na zmienione miejsce, lekko rozmyć wodą, odczekać kilka minut do wyschnięcia i zmyć wodą ponownie.



Krem do golenia WARS *****

Co to jest?

No cóż, jak być może sama nazwa wskazuje - krem do golenia właśnie. Tubka 65 g. Cena ok. 2,80 zł

 
Dlaczego?

Produkt w swojej klasie wzorcowy, sprawdzony od dziesięcioleci, a nadto nie tylko skuteczny i pozostawiający bardzo "rasowy" zapach dobrej wody kolońskiej, ale również.... tani.

Moje zdanie.

"Uuu... Co to za woda kolońska? - To nie woda, to krem do golenia!" No właśnie, takie miałem pierwsze skojarzenie, zastanawiając się jak opisać Warsa. Ale przecież summa summarum nie zapach jest tu najważniejszy, a zatem może garść innych spostrzeżeń dla uzupełnienia. Krem jest bardzo gęsty, "mięsisty" wręcz, nie spływa ani z pędzla, ani tym bardziej z twarzy, dobrze zmiękcza zarost, łatwo się zmywa, nie pozostawia, w przeciwieństwie do niektórych pomysłów konkurencji uczucia obsmarowania się czymś tłustym, co potem trzeba spłukiwać w nieskończoność. Jest bardzo tani, a przy tym klasycznie elegancki. A czy mówiłem już, że pięknie pachnie? :)



Zmiękczający krem do stóp Joanna Naturia ****

Co to jest?

Krem zmiękczający do stóp zawierający masło shea i mocznik. Tubka 50 g za około 2,80 zł



Dlaczego?

Systematycznie stosowany usuwa zrogowacenia, zwiększa elastyczność skóry, wygładza ją a nadto dobrze się wchłania, nie jest tłusty i posiada przyjemny zapach. Gęstość również dobrana jest bardzo wygodnie - na poziomie kremów glicerynowych do rąk.

Moje zdanie.

Krem sprawdził się u mnie nie tylko na stopach, ale także na łokciach czy kolanach (oraz z natury rzeczy, to jest sposobu aplikowania, także na dłoniach). Skutki stosowania odczuwalne są niemal natychmiast, a przyjemny zapach zachęca do stosowania. Niebagatelną zaletą jest też cena - bardziej niż symboliczna.



Czekolada Mleczna Wiodąca Marka (E.Leclerc) ****

Co to jest?

Czekolada mleczna. Tabliczka 100 gram za 1,99 zł



Dlaczego?

Smak jest kwestią bardzo indywidualną, ale w przypadku konkretnych produktów może jednak stanowić jakiś zbiorowy punkt odniesienia. Ta czekolada, choć produkowana jest przez mało znaną firmę Union Chocolate dla sklepów E.Leclerc na tle innych produktów tego segmentu wyróżnia się in plus wyrazistym, głębokim smakiem, przyjemnym zapachem i właściwą konsystencją. Z powodzeniem może konkurować z dużo od niej droższymi i lepiej rozpoznawalnymi.

Moje zdanie.

Mam czasem dziwne ciągoty do próbowania towarów z niekoniecznie najwyższych półek. Nie tyle bierze się to z konieczności, ile z ciekawości raczej, podpartej niewątpliwie zdarzającymi mi się nieraz przyjemnymi zaskoczeniami takimi jak tabliczka Wiodącej Marki. Co ciekawe pozostałe czekolady tej serii wytwarzane już przez innego producenta są na poziomie zbliżonym do reszty w tej klasie, czyli słabym lub ledwostrawnym :) Mleczna za to smakuje wyśmienicie i mnie przynajmniej kojarzy się z fioletową Goplaną, a jest to, żeby było jasne, wielka zaleta.

 

Maszynki do golenia ECO+ (E.Leclerc) ****

Co to jest?

Maszynki do golenia, jednorazowe, pakowane po 10 sztuk.
Cena za opakowanie 2,79 zł (!!!)



Dlaczego?

Pełna skuteczność, jakość i wygoda użytkowania maszynek znacznie droższych.

Moje zdanie.

Krótko i na temat. Golę się codziennie, a zarost mam twardy niczym dorosły dzik i równie dziko (czytaj: szybko) się odnawiający, wiem zatem z doświadczenia jaka maszynka jest, a jaka nie jest skuteczną bez pozbywania się paru dziesiątek złotych oczywiście, bo nie w tym rzecz. Najpopularniejszy w Polsce i zarazem powszechnie z jednorazówką kojarzony produkt kosztuje ok. 1,30 za sztukę i 13 zł za opakowanie 10 sztuk. Wydaje się nam, użytkownikom, przez jego popularność zapewne, że to normalna cena i nie ma co się spodziewać niczego tańszego. I tu zaskoczenie. Maszynki ECO +. Wprawdzie nie można ich kupić na sztuki a tylko w całych opakowaniach, ale jeżeli takie opakowanie kosztuje 1/4 ceny tamtego, wiadomego i wyżej wspominanego, zaś jakość wykonania, wygoda użytkowania, skuteczność i wytrzymałość W ŻADEN SPOSÓB SIĘ NIE RÓZNIĄ, to chyba nie ma sensu pisać niczego więcej. Nie dajmy się oskubać przy goleniu :))



Szynka z Karczmy, Szynka z Wędzarni
(LIDL - marka Pikok) ****

Co to jest?

Szynka wędzona sporządzona ze 104 lub 125 gram mięsa na 100 gram szynki. Cena ok. 28 zł/kg


Dlaczego?

Autentyczny smak szynki "jak za Gierka" lub innej z naszych wspomnień/wyobrażeń/pragnień na co dzień raczej w zwykłych sklepach nieosiągalnych. Szynka z Karczmy nieco mniej, Szynka z Wędzarni nieco mocniej podwędzana. Wyraźnie wyczuwalne mięso, a nie jak w produktach czasem nawet sporo droższych "coś" o konsystencji troszkę lepszej parówki.

Moje zdanie.

Należę do pokolenia, które dorastało w przekonaniu, że szynkę je się dwa razy w roku, podobnie jak pomarańcze czy cytryny. Tyle, że tamta szynka nie tylko dlatego, że wyczekiwana, miała smak, zapach i dawała przyjemność, a to co obecnie kupić możemy w sklepach mięsnych najczęściej tylko mniej lub bardziej jedzącego odrzuca. Zdecydowałem się około roku temu bez wielkich nadziei na kupienie szynki Pikok po przeczytaniu w którejś z gazetek reklamowych z jakiej ilości mięsa została wytworzona. I to był jedyny wtedy argument. Za to kiedy już jej spróbowałem... niestety, ale chyba poczułem się uzależniony. Nic, dosłownie nic w cenie zbliżonej do tej nie może się z tą szynką równać.



Superkoszyk *****

Co to jest?

Superkoszyk.pl - drogeria internetowa www.superkoszyk.pl



Dlaczego?

Bardzo szeroki wybór towarów, częste promocje i gratisy, przejrzysta strona internetowa, system premii i rabatów, idealny i ekspresowy wręcz kontakt z obsługą, wiele możliwości dostawy towaru i zapłaty za niego, rozwiązywanie problemów zawsze na korzyść klienta. GENIALNIE opakowane przesyłki zawsze z dołączonym workiem na odpady tekturowe którymi wypełnia się puste miejsce w kartonie.

Moje zdanie.

Ktoś postawił sobie ambitne zadanie i je zrealizował. To już nie jest jakiś tam sklepik, który da na złotówkę zniżki na stu złotych zamówienia, to jest prawdziwy, w jak najlepszym znaczeniu tego słowa kombinat. I wzór tego jak się powinno w Internecie sprzedawać. Trzeba się mocno starać, żeby nie załapać się w Superkoszyku na jakiś bonus! Przykłady: Zakupy za 150 zł dostarczane są bezpłatnie, za zamówienie newslettera dostajemy 10 zł obniżki do następnego zamówienia, brak kolejnych zakupów przez kilka miesięcy skutkuje... zniżką na nie :), zamiana towaru na podobny w przypadku jego braku na składzie po złożeniu zamówienia a przed wysłaniem realizowana jest na koszt sklepu, często otrzymujemy gratisowe dodatki, czasem nawet dedykowane :) Kiedyś dostałem kilka próbek różnych towarów za mailowe zgłoszenie obsłudze błędu w opisie jakichś baterii na stronie (były zwykłe, opisano że to alkaiczne) i tak dalej i tym podobnie.  Bardzo, bardzo miłe superkupowanie!


---
 
Tekst jest indywidualną opinią autora. Wszystkie marki zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych. Zdjęcia pochodzą ze stron internetowych producentów lub dystrybutorów.  
 
 

piątek, 8 kwietnia 2016

Nostrada(r)mus

Odkąd tylko Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło, że jednym z pierwszych działań po wygraniu wyborów będzie wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej dla śmieciobiorców uderzyły w moje zmysły z różnych stron trzy fale bardzo silnych emocji. Po pierwsze więc niektórzy zaczęli mieć graniczącą z opętaniem nadzieję, że to wszystko stanie się naprawdę, po drugie inni, pełni obłudy, a dotychczas obojętni na to, że gnoi się w Polsce setki tysięcy ludzi płacąc im żebracze grosze poczęli piać z upojenia,  że już niedługo, że jest super, że zawsze byli z nami itp. i wreszcie po trzecie grający na nutach walki o utrzymanie miejsc pracy (a tak naprawdę nowocześniejszej formy niewolnictwa) śmieciodawcy, na czele z obecnym we wszystkich chyba mediach pewnym panem prezesem powiedzmy X wznieśli lament pod niebiosa, że jak to tak, że to ich zrujnuje, że przecież dwanaście złotych to ogromne pieniądze...
 
Ale już, już, spokojnie. Sytuacja z wolna się klaruje. Jak w tym dowcipie: Słuchacze pytają: Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach dworca warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.
 
Stawka minimalna wejdzie do stosowania nie jak zapowiadano od pierwszego lipca, a od pierwszego września bieżącego roku. Nie dla wszystkich, a tylko dla zawierających nowe lub kolejne umowy zlecenia (ci z umów już trwających na podwyżkę poczekają do 1 stycznia 2017) i wreszcie drobiazg, nie dla zatrudnionych w systemie prowizyjnym, zatrudniających kogoś lub... samodzielnie decydujących o miejscu wykonywania pracy.
 
I mam oto taki sen. Abstrakcyjny zupełnie. Kowalskiego wzywają pilnie do kadr.
 
- Ma pan zlecenie od stycznia do sierpnia, prawda?
- No prawda.
- Daj pan je tu na chwilę.
- ...
- O! A tu ma pan nowe, od stycznia do końca roku.
- A tamto?
- A tamto... do niszczareczki...
- Ale w styczniu dostanę 12 zł na godzinę?
- No jasne, że tak. Tyle że w Świnoujściu. No chyba, że WYBIERA pan  Katowice?
- Katowice bym wolał...
- No to za 3 brutto.
 
 
Dobra zmiana?
 
 

=================== 
 
 
 
 
Poniżej kopia mojego maila wysłanego do redakcji TVN 24
 
 

 

sobota, 12 marca 2016

Spacery

Przedwiosenne jeszcze ciągle obrazki z lutowych i marcowych spacerów po Szopienicach, Borkach, Janowie i Nikiszowcu. Po jednej trzeciej architektonicznych szkaradków, cudeniek oraz niezaprzeczalnie zadziwiającej, gdy się pamięta że to tylko Katowice przyrody. Zapraszam.


 
   

piątek, 19 lutego 2016

"Leszek" do Lecha

 
 



Panie Prezydencie!
 
              Wielu Pana działań i wypowiedzi po roku 1990 a zwłaszcza po 1995 nie jestem w stanie zaakceptować, a niektóre wręcz mnie irytowały, ale za to wszystko co działo się przed 1990 jest Pan i będzie, jak dla mnie przynajmniej, bohaterem narodowym. Tysiące ludzi w Polsce zaczęły coś robić a miliony myśleć przeciwko komunie inspirując się Panem i Solidarnością, dla nich wszystkich był Pan wzorem, argumentem i punktem odniesienia. Więcej nawet. Czym dla Pana i Solidarności była nagroda Nobla, tym dla polskiej opozycji był Lech Wałęsa. Symbolem, nadzieją i duchowym wsparciem. Nikt nie usłyszałby o Lechu czy Jarosławie Kaczyńskim oraz dziesiątkach innych jakże potem buńczucznych, gdyby nie było WCZEŚNIEJ Pana. I takie są fakty.

Dziwię się tylko, że nie chce Pan zdradzić zdrajców, czyli wprost opisać jak Pana komuniści zmusili czy nakłonili do takich czy innych działań, które z perspektywy okazały się błędne czy szkodliwe. To będzie ich wstyd, nie Pana. Słusznie ktoś napisał wczoraj w komentarzu na stronie TVN24, że dzisiejsi bohaterowie Internetu wtedy na Pana i innych miejscu narobili by w spodnie ze strachu. Ja powiem mocniej. Gdyby dziś był tamten czas, a ja byłbym Panem, gdyby stawką było moje i mojej rodziny bezpieczeństwo, zdrowie, życie, praca, a z drugiej strony gdybym szczerze w coś wierzył - podpisałbym wszystko. Żeby wyjść i robić swoje. A jeżeli okazało by się, że czymś co podpisałem, do czego się zobowiązałem, co opowiedziałem wyrządziłem iluś ludziom krzywdę, to trudno, nikt nie jest bez winy, zmazywałbym ją swoimi działaniami potem.
 
Pan i działaniami i wpływem na resztę Polaków w latach 80 dokonał tak wiele, że trzeba by być ślepym i głuchym by stawiać przeciw temu sprawy z początku lat 70, kiedy był Pan jednym z wielu, de facto bezimiennym robotnikiem.



 ===

 

 
 
/Mój wpis na wykop.pl/
Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.