czwartek, 9 listopada 2023
Portier - Niemcy 1:0
sobota, 4 listopada 2023
Was ist das, was ist los?
Czytam ja sobie ostatnimi czasy książkę opisującą stosunek Republiki Federalnej Niemiec do granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej w czasach wczesnego PRL-u. Książka ciekawa, nie powiem, nawet, mimo roku wydania, nie skalana za bardzo komunizmem (były takie kwestie polityczne w których władza wiedziała, że nie musi czarować, żeby naród był po jej stronie) i generalnie dobrze napisana. Jest tam o prawie, o kartografii, o wydawnictwach wszelakich, zjazdach z darmowym wurstem, specyficznym słownictwie i wielu jeszcze innych aspektach problemu, w tym oczywiście o słynnych Związkach Wypędzonych. Kto żył w PRL-u, ten pamięta jak nas straszono ziomkostwami a zwłaszcza panami Hupką i Czają.
Co ciekawe, to już tak bardziej na marginesie, sam Herbert Czaja po 1990 roku bywał w Polsce i wspomagał swoją pracą władze województwa opolskiego, ale nie przeszkadzało mu to jeszcze kilka lat później twierdzić, że dałoby się to i owo do Niemiec przyłączyć, bo przecież Polakom pod niemieckimi rządami żyło się wiele lat zupełnie dobrze.
Brednie? No jasne że tak. W końcu w Polsce też są ludzie którzy słysząc o ataku Rosji Putina na Ukrainę zaczęli kalkulować odzyskanie Lwowa. Nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Pomieszanie wspomnień z tęsknotami i z... pomieszaniem. Dopóki to prywatna sprawa jestem w stanie to zrozumieć.
A kiedy przestaje być prywatną?
Taki oto obrazek przywitał mnie na stronie (w wolnym tłumaczeniu) Śląskiej Drużyny, czyli regionalnego związku wypędzonych. Gdzieś już to widziałem...
Najpierw otworzyłem Mapy Google, ale pewności nie miałem, potem poszukałem artykułów na portalach turystycznych i wszystko stało się jasne. Wiadukt w Łabajowie. Wisła. Versteht ihr, Genossen? Wisła, eine alte deutsche Stadt im alten Deutsch-Schlesien.
No i teraz mam problem, bo chciałbym kulturalnie. Ale jak? Mimo wszystko spróbujmy.
Osobną kwestią jest samo zdjęcie, po odnalezieniu na innych stronach raz określane jako "wolne", a innym razem mające konkretnego autora i stronę macierzystą (Marcin Baranowski - Mosquidron), tu jednak jedno drugiego nie wyklucza, choć postanowiłem powiadomić autora o tym kto i gdzie jego fotografię wykorzystuje. Sprawa jest jednak dużo poważniejsza.
Jeżeli nawet przyjmiemy, że strona takiej organizacji jak "Drużyna Śląska" zajmuje się tylko pielęgnowaniem wspomnień, osobna rzecz, czyich, bo urodzeni z końcem wojny mają dziś po 80 lat, ale ok., to pozostaje jeszcze kwestia dobrego smaku oraz znajomości historii.
Wiadukt postawili Polacy około roku 1933 w trakcie budowy linii kolejowej do Zwardonia przez Istebną, gdy w tym samym czasie Niemcy zajmowali się budowaniem zupełnie, ale to zupełnie innych obiektów. Nie można nawet powiedzieć, że dołożyli jakąś swoją cegiełkę, bo stało się wręcz przeciwnie, zniszczyli w czasie okupacji tablice pamiątkowe opisujące TYLKO kto i kiedy wiadukt zaprojektował i wybudował.
Krótko i węzłowato. Guzik mają panie i panowie "wypędzeni" do wiaduktu, który ich rodacy zdewastowali i którym także z winy ich rodaków oraz pewnego austriackiego kloszarda nie prowadzi dziś linia kolejowa do Zwardonia a tylko kilkaset metrów dalej, do Głębiec. Guzik, powiadam!
***
O zdjęciu poinformowałem autora oraz osobno złożyłem zapytanie niemieckiemu stowarzyszeniu Die Landsmannschaft Schlesien.
niedziela, 30 czerwca 2019
sKurier V*
sobota, 28 lipca 2018
Kto odpowiada za zakup przesłany listem zwykłym?
sobota, 19 maja 2018
Raport służbowy
Obecnie służbę pełni obsada damsko męska. Mężczyzna ma prawo kontroli tylko mężczyzn, kobieta, tylko kobiet. Nieskromnie uważam, że zmiana ta nie nastąpiłaby bez mojego udziału...
czwartek, 14 grudnia 2017
Zapaleńcy
* pewien zakres takich informacji znajduje się w przewodniku dla straży gminnych dostępnych w formie elektronicznej, ale jest to bardziej opis typów pieców w ogóle niż porady ułatwiające ocenę konkretnego urządzenia laikowi
** według informacji jakie uzyskałem w Urzędzie Miasta Katowic piece takie, o ile rozpoczęcie ich eksploatacji nastąpiło przez 1.09.2017 można użytkować do końca 2022 roku.
*** Link do artykułu na stronie tvn24.pl
**** Link do ulotki pdf "Uchwała antysmogowa. Co należy wiedzieć?"
***** - Link do notki na stronie SM Katowice
******- Link do drugiej notki na stronie SM Katowice
piątek, 8 grudnia 2017
Gra w trzy kupki
niedziela, 24 września 2017
Gra w dwa oknie
niedziela, 12 czerwca 2016
Człowiek - Praca - Godność
Bardziej szczegółowe informacje na tematy zaznaczone poniżej zostały na początku tego roku przekazane przeze mnie w osobnym piśmie między innymi prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, panu Andrzejowi Dudzie.
Branża ochrony w naszym kraju należy do tych, w których najczęściej łamane są prawa pracownicze i to łamane w sposób najbardziej jaskrawy, bo w odniesieniu do najniżej zarabiających i także najniżej wykwalifikowanych a tym samym najmniej zaradnych na rynku. Działania zaś, o których Pani łaskawa była wspomnieć, nakierowane są tylko na to, aby tym właśnie ludziom zapewnić te same prawa, jakie są minimalnymi w każdej innej gałęzi gospodarki i jakie za minimalne uznaje Kodeks Pracy.
Jestem dogłębnie przekonany, że rolą mediów, również tych zajmujących się wymienionymi tematami tylko od strony finansowej jest nazywanie po imieniu zmian, jakie zachodzą, zmian, których celem jest likwidacja patologii w zatrudnieniu, niemającej prawa bytu w XXI wieku nie zaś jakaś forma "domiaru".
Jeżeli bowiem mówić mamy o rzekomych obciążeniach, jakie stanowi dla pracodawcy konieczność odprowadzenia NORMALNEJ składki na ZUS z umowy zlecenia, powiedzmy najpierw o tym, jakim obciążeniem dla budżetu państwa będą kiedyś ci, za których wczoraj i przedwczoraj składek tych się nie odprowadzało. Jeżeli pochylić się mamy nad losem firm, które zastosować będą musiały stawki minimalne napiszmy wcześniej o tym za ile dziś pracują potencjalni beneficjenci tej zmiany i także jak żałosnym organizatorem jest przedsiębiorca, który mając potrzebę zatrudnienia pracownika nie jest w stanie zaproponować mu nic ponad to, co prawo wyznaczyło, jako stawkę najniższą z możliwych. Nazywajmy, powiadam, rzeczy po imieniu.
Jeszcze jakieś sześć, siedem lat temu najszerzej stosowanym a nieuczciwym, należy to podkreślić, sposobem obniżenia kosztów zatrudnienia w ochronie było tylko i aż stosowanie umów zleceń zawieranych ze spółkami córkami głównego pracodawcy, jako obowiązkowych uzupełnień etatów. Poprzez te właśnie dodatkowe umowy wypłacano wynagrodzenie za godziny nadliczbowe tworząc fikcję pracy świadczonej innemu podmiotowi a zatem niepodlegającej przepisom o dodatkach za nadliczbówki, czyli po prostu pozwalającej wypłacać za godzinę kwoty niższe niż nawet z pensji minimalnej. Wydawało się wtedy, że jest to maksimum tego, co można w tej kwestii zmanipulować, ale oczywiście był to dopiero początek tej swoiście pojmowanej kreatywności pracodawców. Niewiele później pojawiły się na masową skalę umowy zlecenia już solo, bez etatów, choć przecież zawsze prawie spełniające wszystkie wymogi stawianej takiej właśnie pracy. Cały zaś rok 2015 to wysyp umów jak je nazywam syjamskich, czyli zleceń bez składek emerytalnych i chorobowych, bo wystawianych nominalnie w dzień lub kilka dni po fikcyjnej umowie np. na 50 zł brutto (sic!!!) miesięcznie na pracę inną niż faktycznie wykonywana, istniejącą co prawda tylko na papierze, ale za to przepisowo w pełni oskładkowaną. Pozbawiono w ten prosty sposób nie tylko tysiące ludzi gwarantowanych im praw, ale i przy okazji oszukano ZUS i pośrednio urzędy skarbowe. Przykładem wreszcie ekstremalnym niech będą przypadki ogłoszeń o pracę, w których firmy ochroniarskie, będące, o czym się prawie nie wspomina w mediach, w większej części zakładami pracy chronionej, oferowały zatrudnienie na etat osobom (uwaga!) chorym psychicznie, upośledzonym umysłowo, z chorobami narządu wzroku oraz cierpiącymi na epilepsję, czyli najkrócej: ludziom, którzy przy całym szacunku dla ich stanu nigdy nie powinni pracować w branży, jako potencjalnie stwarzający zagrożenie dla siebie i innych. Co stało u podstaw tego otwarcia pracodawców? To proste: Najwyższe akurat za takich pracowników dopłaty z PFRON-u. Nazwanie takich praktyk tylko nadużyciem, byłoby zbyt łagodne…
I wreszcie kwestia ostatnia, ale absolutnie nie najmniej ważna, bo wiążąca się ze wszystkim prawie, co napisałem powyżej. Umowa zlecenie w ochronie nie oznacza dla zatrudnionego jak się to czasem przedstawia „tylko” pracy bez urlopu czy limitów godzin, ale jest przede wszystkim stosowana dla umożliwienia wypłacania za pracę stawek niższych, czasem drastycznie niższych niż w przypadku pensji minimalnej. Dokładniej zaś: służy do omijania prawa, ponieważ jak już wspomniałem przytłaczająca większość ochroniarzy wykonując swoje obowiązki spełnia wszystkie wymogi stawiane zatrudnieniu na etat. W praktyce oznacza to zatrudnianie za stawki uwłaczające godności człowieka, czyli np. pięć, cztery a czasem i trzy złote netto za godzinę bez jakichkolwiek dodatków. Proszę pamiętać o tym wszystkim, gdy kolejny dyrektor lub prezes wylewać będą swoje żale na utrudniające ich firmom działalność zmiany w prawie.
Rynek, szeroko rozumiana ekonomia, podaż i popyt są, z czym się w pełni zgadzam, jedynym motorem współczesnej gospodarki, ale motor ten, jeżeli rozumieć go dosłownie stać powinien zawsze na fundamencie prawa, nie zaś jak to ma dziś często miejsce w branży ochrony osób i mienia – zatopiony w pozbawionym zasad moralnych bagnie.
środa, 3 lutego 2016
Drugie tłoczenie morświna
Zatrudniamy se jakiegoś przykładowego pana Morświna do powiedzmy rejsów dalekomorskich. Bardzo się cieszymy i on sie cieszy i w ogóle jest miło. Korzystając z okazji od razu uświadamiamy gościa, że takie bajery jak umowa o pracę to były za komuny, i teraz, w drodze absolutnego wyjątku, bo naprawdę jest źle, możemy mu dać, no ciężko będzie, ale spróbujemy, powiedzmy umowę zleconko. Ale za trzy czwarte albo i (jak Morświn głodny, to można próbować) za połowę tego, co mają nieliczne Wieloryby w naszym akwenie. Kwot radziłbym na początku nie wymieniać, bo po co się zajmować par excellence drobiazgami. Morświn może zacząć tutaj jakby wierzgać (to przenośnia taka, bo i czym jak mu natura poskąpiła), że coś nie bardzo, że jak to, on sam za tyle? A nie, nie, uświadamiamy go wtedy. Nie sam. Razem z Wielorybami właśnie. W ramach tej, no kurde... integracji międzyumowowej! One na ekonomicznym dnie, on w Rowie Mariańskim.
Jeśli po wzbogaceniu tą wiedzą nasz nowy narybek, znaczy się nabytek, na szczęśliwego nadal nie wygląda, informujemy go zaraz o specjalnym, acz obowiązkowym ekstra dodatku. Otóż wystarczy, że on, Morświn, nas poprosi żebyśmy go oskubali z ZUS-u, bo po co mu tam jakieś emerytury, zwolnienia lekarskie i inne przeżytki ustrojowe, a my to zaraz z wielką przyjemnością uczynimy i na pocieszenie dodamy potem do pensji połowę tego, cośmy mu zabrali, żeby znał nasze dobre serce, ale także żebyśmy mieli z kim iść do kicia jak sprawa wyjdzie na jaw. Taka sprzedaż wiązana. Drutem kolczastym.
I teraz to już pis a kejk ;) Pan Morświn, dumny i wyróżniony podpisuje nam świstek, że tam wnoszę o to żeby mnie pozbawić składek, a my to wykonujemy jak najbardziej, choć obiecaną połowę łupu owszem zaraz oddajemy, ale jakby tam coś, ktoś, to niby że z drugiego zleconka, na powiedzmy gupie pięć dyszek brutto miesięcznie. I też, żeby nie było, z tych pięciu dyszek jak bum cyk cyk opłacamy chłopakowi emeryturę. Jak dobrze pójdzie będzie miał na niej kiedyś może i 14 zł. Oooo! Super, ale za co to zleconko będzie? No jak, za co? Za loty w stratosferze na ten przykład. Ale jak, Morświn ma latać?! Przecież to niewykonalne! No pewnie, że nie - uspokajamy go - Chodzi tylko o to żeby nas skarbówka z ZUS-em nie dorwały.
A gdyby delikwent był taki więcej de iure, że niby skoro nie lata, to nie może podpisać i inne tam takie, to podpiszemy mu my. Podziękowanie za pracę. Na druku zwrotu koszuli służbowej.
Podsumowując. Morświn powinien mieć etat, ponieważ wykonuje te same rejsy co Wieloryby, które etat jak najbardziej mają, robi to na tej samej trasie, z tym samym kapitanem, a nawet z nimi jeszcze do towarzystwa. Ale etatu nie ma, bo jest bieda i ma zleconko. Że bieda jest bardzo, ale to bardzo, zleconko jest na dużo mniej. To raz. Dwa to z tego zleconka, które jeszcze do 2014 roku było dla nas fajne, że się tak wyrażę au naturel, zajumaliśmy naszemu szczęściarzowi kawałek jego emerytury i prawo do zachorowania, bo nas o to sam na piśmie poprosił, więc zysk się (nam) zwiększa. Że tam Morświnom w stratosferze loty idą raczej kiepsko nie ma znaczenia, bo i tak wszyscy wiedzą, że to taki więcej economical fiction.
No.
I ten teges.
Absurdalna z pozoru powyższa historyjka nie przez przypadek nawiązuje do mojego tekstu sprzed kilku lat zatytułowanego "Krótki kurs hodowli morświna”, w którym to opisywałem praktyki zatrudniania pracowników jednocześnie na etat i przymusową fikcyjną umowę zlecenie. Nieprzypadkowo, albowiem zgodnie z proroczym wręcz ówczesnym komentarzem jednego z Czytelników dziś warunki takie jak tam opisane można by uznać za komfortowe. Sztuka omijania prawa pracy, a wręcz nazywając rzeczy po imieniu nieskrywanego już nawet go łamania rozwinęła się od tamtego czasu niebywale. Oto nie dość, że w ciągu kilku lat umowy cywilnoprawne awansowały z pozycji bardzo niszowych, specyficznych, ewentualnie uzupełniających do w niektórych branżach wręcz pierwszoplanowych, to jeszcze w końcu 2014 roku pracodawcy wdrożyli już na masową skalę sztuczkę, którą nazwać by można umowami syjamskimi. Jak napisałem na wstępie żywy dowód, że można okraść już raz okradzionego. Niewielkim tylko pocieszeniem jest tu fakt, że od stycznia 2016 stosowanie takich umów jest w dotychczasowej formie niemożliwe.
Ale zacznijmy od początku. Czym naprawdę była umowa syjamska?
Było to nic innego jak tylko druga umowa zlecenie* zawierana z tym samym pracodawcą na inną jednak od dotychczas wykonywanej, istniejącą tylko na papierze pracę i także na znacznie niższą (najczęściej 50 zł brutto miesięcznie) kwotę wynagrodzenia. Pod niewyartykułowanym oczywiście wprost rygorem zwolnienia był to zestaw nierozłączny (stąd użyte przeze mnie określenie "syjamska") a dla pracownika w takiej formie obowiązkowy. Sedno całego pomysłu tkwiło jednak nie tyle w samych umowach, ile raczej w dokumencie je uzupełniającym, w którym to zatrudniony wnioskował (sic!) o odprowadzenie mu składek emerytalnych i chorobowych właśnie z umowy mniejszej, ewidentnie dla niego niekorzystnej. Warto tu zadać pytanie, dlaczego tak czynił, mając przecież świadomość, że to tylko on decyduje, a wybranie do oskładkowania umowy n
a 50 zł brutto oznacza niższe świadczenia emerytalne w przyszłości i brak płatnego zwolnienia chorobowego** dziś. No cóż, po pierwsze dlatego, że wyboru takiego dokonywał już za niego zatrudniający najczęściej podsuwając mu tylko do podpisania gotowy druczek, po drugie dlatego, że umowa mniejsza zwykle była wystawiona z datą o dzień wcześniejszą niż większa i jako taka zgodnie z prawem powinna być automatycznie uznawana za tę do oskładkowania***, i wreszcie po trzecie także dlatego, że połowę "zaoszczędzonej" w ten sposób kwoty, a więc jak gdyby udział pracownika w składce, która normalnie byłaby odprowadzona (druga połowa tej składki to zysk firmy), zwracano mu na konto. Tak, macie Państwo rację, właśnie w postaci niby to wpływów z nigdy nie wykonywanej pracy objętej drugą umową...
I tym sposobem dochodzimy do sedna. W branży ochrony osób i mienia oraz tzw. czystościowej**** absolutna większość zatrudnionych na umowy cywilnoprawne spełnia warunki stawiane pracy na etat. Ich praca odbywa się bowiem w określonym z góry miejscu, wg określonego zakresu obowiązków, pod kierownictwem określonego przełożonego, w konkretnych godzinach itd. Dawanie im śmieciówek, to już złamanie prawa (KP Art. 22 §1 oraz §11). A czym jest dodawanie potem umów kolejnych, całkowicie fikcyjnych, stworzonych wyłącznie po to by już poszkodowany kosztem kilkudziesięciozłotowego zysku stał się współwinnym?
Jeżeli pamiętamy o tym jak najczęściej nisko zarabiające osoby obciążone były w 2015 roku opisywanym procederem nie da się chyba nie odnieść wrażenia, że było to masowe produkowanie przyszłych klientów opieki społecznej a zatem nie tylko kolejny przypadek łamania prawa, ale też czyn zwyczajnie podły, bezmyślny, dyskryminujący i zasługujący na ukaranie.
Kierując się takim właśnie odczuciem zwróciłem się w styczniu 2016 roku z oficjalnym pismem do Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy wnosząc o przedstawienie problemu Państwowej Inspekcji Pracy, Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych oraz odpowiednim Urzędom Skarbowym celem przeanalizowania dokumentacji i pociągnięcia winnych do odpowiedzialności karnej. Zgłosiłem też oczywiście gotowość przedstawienia dowodów, które posiadam i szerszych wyjaśnień, jeżeli byłoby to pomocne.
* - Nie sama druga umowa jest tu problemem, a jej przymusowość, fikcyjność oraz szkodliwość ekonomiczna dla pracownika.
** - Ubezpieczenie chorobowe jest jak najbardziej możliwe przy umowie zleceniu, ale jaki ma sens przy 50 zł brutto?
*** - Pracownik może wprawdzie sam zdecydować niezależenie od daty wystawienia i w każdym terminie, z której umowy mają być odprowadzone składki, ale... niechby spróbował. Druki są już zakreślone "fabrycznie" w odpowiadający firmie sposób.
**** - Umowy syjamskie były w 2014 roku stosowane masowo, zwłaszcza w branżach w których wynagrodzenia sa najniższe a pracownicy najbardziej nieuczciwie traktowani. Były to oczywiście bardzo różne branże, ale stanowczo ochrona i sprzatanie to największy kawałek tego zatrutego tortu :)
sobota, 17 października 2015
Od Hoffa do Barei
Szanowni Państwo,
Jako turysta i wielki sympatyk Waszego miasta zwracam się z prośbą o wyjaśnienia na temat dalszych losów budynków dworcowych na stacjach Głębce i Uzdrowisko. W tym pierwszym trwa generalny remont, a z informacji jakie kilka dni temu uzyskałem z PKP wynika, że będzie przekazany miastu, stąd moje zainteresowanie. Czy zachowana będzie choć częściowo jego pierwotna funkcja? W jakim zakresie? Jak samo miasto wykorzysta ten obiekt?
Wdzięczny będę za odpowiedź w formie elektronicznej. Adres zamieszkania podaję jako wymóg prawa w korespondencji do urzędu.
Z wyrazami szacunku
- Gmina Wisła nie jest właścicielem zabudowań przy ul. Dworcowej w Wiśle Głębce jak również nie może potwierdzić informacji na temat przekazania ich Gminie. Nie posiadamy również informacji na temat dalszego wykorzystania obiektu.
- Budynek “dworca kolejowego” [cudzysłów jak w oryginale - dop. Portiera] w Wiśle przy ul. Kolejowej stanowi własność Gminy Wisła. Obiekt został zakupiony w listopadzie 2014 roku i z uwagi na stan techniczny wymaga kapitalnego remontu.
Celem opracowania koncepcji zagospodarowania terenu wraz z remontem obiektu niezbędna jest zmiana obowiązującego planu zagospodarowania przestrzennego miasta Wisły do czego Gmina już przystąpiła.
Jednocześnie wyjaśniam, że zgodnie z zawartym aktem notarialnym na nieruchomościach położonych przy ul. Kolejowej zapewnione będą między innymi funkcje związane z obsługą pasażerów, w tym między innymi swobodnego dostępu do peronów, zapewnienie poczekalni czy punktu sprzedaży biletów, a zakończenie remontu obiektu planowane jest do końca 2020 roku.















