Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


niedziela, 25 września 2016

Góroterapia

Dwie, w pewnym sensie symboliczne dla mnie wycieczki, na razie tylko w wersji filmowej. Pierwsza, czyli tak naprawdę już czterdziesta druga, to nie tylko znów jedna z dłuższych, prawie dwudziestokilometrowa deptanina po Beskidzie Śląskim, ale także premierowe odwiedzenie Zaolzia i przepięknej, a bardzo łatwej do zdobycia, przynajmniej od strony Wielkiego Stożka, góry o nazwie Filipka. Ale też ta właśnie trasa, to zupełnie prywatnie jakby moje pożegnanie z dawną pracą, ostatnie dni w "starym świecie" i chwila oddechu przed... wskoczeniem na głęboką wodę trzy dni później. Wycieczka kolejna, którą przedeptałem akurat dziś, to jakby drugi biegun, jedna z najkrótszych tras jakie kiedykolwiek mi się przytrafiły, a taka właśnie stety niestety z braku sił i czasu na coś większego. I tak jak poprzednia zrealizowana głównie dla tego magicznego uczucia jakie budzą we mnie góry i chęci zapomnienia o szarej czasem, męczącej i nie zawsze przyjaznej codzienności. Małe, a cieszy, czyli właśnie Beskid Mały, wyraźnie przeze mnie faworyzowany w tym roku. Ze Straconki wprost na Magurkę, a z niej przez Leńczok i Chatkę na Rogaczu do stacji kolejowej w Wilkowicach.
 
Voila!

 
 

poniedziałek, 19 września 2016

Dawniej Portier

Nieco ponad sześć lat temu zakładałem tego bloga rozpoczynając nowy, choć mało jak dziś oceniam nobilitujący rozdział mojego życia zawodowego, a mianowicie przestając być cywilnym portierem w Śląskim Uniwersytecie Medycznym, a zostając, na papierze przynajmniej, ochroniarzem. Jak wszystko ważne, co nas spotyka, tak i to nie zaczęło się jednak z dnia na dzień,  a raczej bardzo, bardzo stopniowo. Najpierw przez długie lata pracowałem w firmie budowlanej. Tej samej, dzięki której powstała absolutna większość obiektów ówczesnej Akademii Medycznej w Ligocie i tej samej, której siedziba mieściła się tuż obok tego wszystkiego co budowała. Wydawało mi się wtedy, że oto znalazłem idealne miejsce dla siebie. Uczciwy pracodawca, zarobki raczej wystarczające, najczęściej ośmiogodzinne dniówki, wolne weekendy,  jakieś dziesięć minut spacerkiem od domu. Czegóż chcieć więcej? Ano właśnie. Tego tylko, by to trwało wiecznie. A tak się niestety nie stało. Pamiętam dzień, w którym mój szef powiedział mi prosto w oczy, że firma ma problemy finansowe i że powinienem zacząć rozglądać się za nową pracą. Nie dlatego że mnie zwalniają, czy mogą zwolnić, ale dlatego, że zakład może istnieć jeszcze rok, a może tylko miesiąc. Już te słowa były dla mnie szokiem, ale kto wie czy nie większym jego zaraz potem złożona mi propozycja zatrudnienia właśnie w uczelni, na stanowisku portiera. Za dyskretnym wsparciem ma się rozumieć, bo dostać się tam tak ulicy, nawet jako robotnik, wydawało się  czymś dla szarego Kowalskiego prawie nieosiągalnym... 
 
Powie ktoś, że mieć takiego szefa to skarb. Zgadzam się. Tym bardziej więc nie byłem skory do odejścia, nawet gdy w opisywanej sytuacji nie wymagało ono ode mnie żadnej aktywności w poszukiwaniu nowej pracy. No i ten portier... Co to niby za robota? Siedzieć i klucze wydawać? Nie...
 
Co robiłem wcześniej? Łatwiej było by powiedzieć czego nie robiłem. Ale spróbujmy podsumować. W tej konkretnej firmie byłem głównie magazynierem, czasem też murarzem czy malarzem, poza tym amatorskim copywriterem, redaktorem zakładowej gazetki i gdzieś tam incydentalnie jeszcze pewnie ze stu innymi. A tutaj... portier!
 
-Ale to jako miękkie lądowanie. Możesz pracować i szukać sobie czegoś innego.
-No tak. Mogę.
 
Zgodziłem się. Zmieniłem pracę. Po tygodniach czy może miesiącach nawet się przyzwyczaiłem. Zarobki nie były wiele niższe, tak zwany socjal, łącznie z dopłatami za pracę po południu, z czym się raczej nigdzie indziej nie spotkałem, imponował, a i wbrew moim przypuszczeniom sporo się ciekawego wokół działo.
 
I wtedy właśnie pani kanclerz wpadła na genialny inaczej pomysł zastosowania jakże modnego obecnie outsourcingu, czyli przerzucenia jakiejś części działalności na usługodawcę zewnętrznego. Pracujących czasem przez dziesięciolecia zaangażowanych i lubiących "swoją" uczelnię portierów wymieniono na ochroniarzy w obrzydliwych czarnych pseudo mundurach. Wtedy powinienem zwiewać, dziś już to wiem, ale cóż, nie zrobiłem tego i tak właśnie stałem się jednym z nich... 
 
Od tego też czasu plus minus istnieje ten blog. I także od tego momentu wszystkie mniejsze i większe zastrzeżenia jakie mogłem mieć wobec jednego, drugiego czy trzeciego mojego pracodawcy odeszły w cień wobec skali naruszeń prawa z jakim spotkałem się w ochronie. A pomyśleć, że wcześniej opóźniona o dwa dni wypłata wydawała mi się skandalem...
 
Pożegnałem się po jakimś czasie z jedną firmą, odszedłem do innej, potem przyjmowałem się do kolejnej, a cały czas wczytywałem się i wsłuchiwałem w wieści z innych. Przez sześć lat mojego "ochroniarstwa" zobaczyłem rzeczy w które wcześniej bym nie uwierzył. Przymusowe umowy zlecenia w fikcyjnych spółkach córkach do wypłaty godzin nadliczbowych na zaniżonych stawkach, fikcyjne szkolenia, mobbing, nagany in blanco (sic!), fikcyjne zlecenia na nigdy nie wykonywaną pracę dla uniknięcia płacenia składek na ZUS, wstecznie wypełniane dokumenty, fikcyjne a przymusowe "prośby" o zatrudnienie na gorszych niż do tej pory warunkach, stawki sięgające w dół czasem poziomu biletu autobusowego, dyskryminację, pracę po 400 godzin w miesiącu, brudne, śmierdzące "mundury" po kimś, posterunki bez bieżącej wody i ubikacji i tak dalej i tym podobne.
 
Owszem, próbowałem w tym funkcjonować. Odłożyć na bok zastrzeżenia wobec uczciwości pracodawcy i skoncentrować się na zapewnieniu bezpieczeństwa osób i mienia na podległym obiekcie. Robiłem zatem obchody, pisałem przepustki, legitymowałem, kontrolowałem, notowałem. Nigdy po ormowsku nadgorliwie, a raczej zawsze  w przekonaniu, że dobrze, kulturalnie i z pełnym zaangażowaniem wykonywana praca sama sobie dodaje wartości i sensu. Niestety, to nie pomogło. Poza bowiem doświadczeniem pierwszym, wspomnianym powyżej, mianowicie kosmiczną skalą naruszeń prawa pracy i nie tylko, z jaką się spotkałem, doświadczeniem drugim, które w efekcie przechyliło moją czarę goryczy okazała się świadomość, że, proszę wybaczyć wielkie słowa, ochrona taka, jaką się ją w większości przypadków, zwłaszcza poprzez ochroniarzy niekwalifikowanych świadczy w Polsce, to teatrzyk i zasłona dymna zarazem, a złamać  tworzone przez nią "zabezpieczenia" mógłby średnio rozgarnięty ośmiolatek.
 
Brutalnie należałoby może powiedzieć, że kluczem do funkcjonowania ochrony osób i mienia w naszym kraju jest... PFRON. Od strony firm ochroniarskich dlatego, że najważniejszym jest, aby dostać stamtąd dotację, nawet zatrudniając osoby, które NIGDY NIE POWINNY MIEĆ Z OCHRONĄ DO CZYNIENIA, zaś od strony wynajmujących takie firmy - by na tenże fundusz nie płacić obowiązkowych a dużych składek. A nie płaci się ich właśnie wtedy gdy taka zewnętrzna firma ochroniarska, co jest baaardzo częste, jest jednocześnie Zakładem Pracy Chronionej. Reszta, czyli jakość i potencjalna choćby skuteczność takiej ochrony to kwestia już dla obu stron drugorzędna. Drobiazgi takie jak kultura, wizerunek, inteligencja, empatia, to już zupełna egzotyka. Może nie zawsze i nie wszędzie, nie twierdzę tego, ale we wszystkich miejscach w których sam pracowałem albo które na swojej drodze mijałem częściej niż kilka razy, a było ich przez te sześć lat niemało...
 
 
***
 
 
Nie jestem już portierem, "panem od kluczy" jak sam siebie lata temu nazwałem. Zdałem kilka tygodni temu swój mundur, legitymację, identyfikator, odebrałem ostatnią wypłatę i zacząłem "nowe życie". Ani bogatsze o wiele, ani łatwiejsze, ale po prostu nowe, inne.
 
 

wtorek, 19 lipca 2016

Krótki kaszel

Pewien bardzo znany, kto wie czy nie najpopularniejszy portal zajmujący się prawem, w tym prawem pracy opublikował swego czasu świetną poradę jak de facto prawo to omijać. Ponieważ rozbawiło mnie to do łez, postanowiłem króciutko wspomnieć o sprawie także tutaj - na blogu.
 
Napisał oto z prośbą o pomoc do wspomnianego serwisu pewien przedsiębiorca. Pan ten ma problem, ponieważ zatrudnia kilku pracowników i kilku śmieciobiorców. Chciałby jak się można domyślić wykorzystując jednych i drugich do tego samego rodzaju pracy wystrzec się jednak w umowach śmieciowych sformułowań mogących sugerować, że wykonują oni dla niego normalną (etatową) pracę a nie zlecenie.
 
Serwis w osobie pana specjalisty służy pomocą objaśniając szeroko jakie to zapisy mogą a jakie absolutnie nie powinny znaleźć się w śmieciówce, mało tego,  podaje nawet jej proponowaną treść. Przykładowy fragment tej porady brzmi tak:
 
WAŻNE!
Ustalenie w umowie zlecenia prawa do jednostronnego wyznaczania miejsca pracy przez zleceniodawcę może narazić go na zarzut uznania umowy zlecenia za umowę o pracę.
Może to doprowadzić do odpowiedzialności za wykroczenie przeciwko prawom pracownika i przekształcenia tej umowy w umowę o pracę.
To, że nie można zawrzeć w treści umowy zapisów pozwalających na wyznaczanie przez zleceniodawcę miejsca pracy, nie oznacza, że nie można znaleźć rozwiązania odpowiadającego Pana potrzebom. 
 
[ Podkreślenie moje - Portier]
 
I jest super. Z pewnością pytający jest usatysfakcjonowany, a odpowiadający dumny z siebie. Drobiazg, że być może dzięki takim poradom kolejne tysiące osób pracować będą jak ja na przykład - za grosze, jako ludzie dziesiątej kategorii, jakoś umyka.
 
Źle się dzieje w państwie polskim...
 
 
 
 ============
 
 

 
 
 
 
 
Przykłady polskiej hmm... innowacyjności.
 

sobota, 2 lipca 2016

O ochronie inaczej

Tematy związane najogólniej rzecz ujmując z ochroną osób i mienia w Polsce, to materiał na solidną książkę, księgę nawet, nie wiem, białą czarną czy łaciatą, ale z pewnością zgodnie ze znanym powiedzeniem Hitchcocka zaczynającą się trzęsieniem ziemi, a potem już tylko potęgującą emocje. Napisać by w niej należało o tym, jak to po upadku PRL-u marginalną, ale bardzo jasno zorganizowaną wtedy gałąź administrowania firmą usamodzielniono i nadano jej wizerunek absolutnie nieprzystający do realnego znaczenia a zwłaszcza możliwości skutecznych działań. Jak w tej nowopowstałej branży znalazło najpierw schronienie a potem zupełnie niezłą przyszłość, także na kierowniczych stanowiskach, wielu dawnych funkcjonariuszy MO, jak wyszkoloną, jednolicie umundurowaną, uzbrojoną i zatrudnioną w podlegającej ochronie firmie a nie u usługodawcy zewnętrznego Straż Przemysłową zlikwidowano, a jej resztki i potencjalnych następców (również fachowo przygotowanych) wsadzono do jednego worka razem z dozorcami, portierami i panami od podlewania kwietników przed dyrekcją. Jak wreszcie w worek ten upchnięto w kolejnych latach ludzi, którzy nigdy nawet o najprostszą formę stróżowania się nie otarli, bo na przykład byli bezrobotnymi, emerytami albo osobami bez wykształcenia i zatrudnienie akurat tu okazało się dla nich szalupą ratunkową. I chciałoby się teraz podsumować, że to tylko tyle i aż tyle, ale nie. To dopiero początek, szczyt góry lodowej.

Powstała przecież, i to jest sednem,  w wyniku wszystkich tych i innych jeszcze działań ochrona opierająca się głównie na stwarzaniu wrażenia, że chroni, a nie faktycznie chroniąca*, ochrona źle wyszkolona, wyposażona, zorganizowana, opłacana i kontrolowana, ochrona w której pracownicy kwalifikowani (dawni licencyjni, czyli jedyni PRAWDZIWI ochroniarze) stanowią 20% procent ogółu**, co już brzmi szokująco, ale przecież odjąć należy Z TEJ CZĘŚCI JESZCZE kierowników, dowódców i innych komendantów siedzących głównie za biurkami a zatem służących tylko do zawyżania statystyk i poprawy wizerunku i last but not least ochrona, w której ktoś, kto w teorii przynajmniej dbać ma o bezpieczeństwo mienia, zdrowia i życia innych, bronić ich i organizować im ewakuację, a przede wszystkim być spostrzegawczym, szybkim i skutecznym zarabia za to wszystko najwięcej wtedy, gdy jest... niepełnosprawny.***

Tak właśnie!

Albowiem ktoś kiedyś pośród tysięcy genialnych w swoim odczuciu pomysłów jak dawać urlop w wolne, zatrudniać za trzy czwarte albo i połowę pensji minimalnej, płacić za nadgodziny z fikcyjnej umowy albo dopisywać na jeszcze innej, równie nierealnej, podlewanie kwiatków na pustyni za 50 zł miesięcznie po to żeby TYLKO od tej kwoty opłacać ZUS**** wykoncypował, aby trudną (?) sytuację na rynku zrekompensować sobie relatywnie łatwymi do uzyskania dopłatami z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
 
Jak grzyby po deszczu powstawać zaczęły wtedy (zwłaszcza w pierwszej dekadzie XXI wieku) kolejne firmy ochroniarskie, nowe, przekształcone lub utworzone jako córki  już istniejących a mające status zakładów pracy chronionej, swoiste oksymorony, w których chorzy ubrani  w mundury bronić mają zdrowych. Właśnie na tym aspekcie dziś chciałbym się skupić i o realiach funkcjonowania takich ludzi w branży słów parę opowiedzieć.

Jest to temat tyleż kłopotliwy do oceny moralnej lub prawnej*****, co i organizacyjno technicznej, ale spróbujmy mimo to mu się przyjrzeć. Niewątpliwie osoby niepełnosprawne w bardzo dużej liczbie są w stanie, tudzież mają potrzeby zarówno psychospołeczne jak i ekonomiczne, aby w miarę możliwości funkcjonować zawodowo. Nie da się też zaprzeczyć, że znalezienie pracy odpowiadającej ich stanowi nie zawsze należy do łatwych, w związku z tym każde wolne miejsce jest ważne i potrzebne. Jednakże, obok ofert jak najbardziej w tej sytuacji pożądanych,  pojawił się na rynku w ostatnich kilkunastu latach czynnik nieobecny jak sądzę wcześniej a bezsprzecznie negatywny jakim są stanowiska de iure tylko dostosowane do potrzeb osób chorych, właśnie w celu uzyskania dopłat z PFRON-u. Stanowiska na których są oni traktowani przez pracodawców przedmiotowo, bez wnikania w to, co mogą, czego chcą i do czego absolutnie się nie nadają. Poza absurdami do kwadratu, takimi jak niepełnosprawni murarze, rzeźnicy, brukarze (Autentyki z portali ogłoszeniowych! Brukarza do pracy z ubijarką wibracyjną poszukiwał swego czasu nawet katowicki PUP!) jedną z baz takich właśnie ofert jest ochrona i tzw. usługi czystościowe. Jako że dziś piszę tylko o ochronie realia pracy w firmach sprzątających zostawmy sobie na inną okazję.
 
A więc ochrona. Problemem pierwszym są tu warunki w jakich świadczy się pracę. Niestety portiernie, posterunki, dyżurki i jak tam jeszcze zwie się te miejsca nie zawsze mieszczą się w wyłożonych marmurami urzędach, pachnących nowoczesnością biurowcach, szpitalach czy szkołach. Często są to położone na odludziach stare kioski, budki, przyczepy kempingowe, barakowozy czy nawet... własny samochód, jeżeli się go posiada rzecz jasna, zaparkowany gdzieś pod drzewkiem. A wszystko to niezależnie od pory roku. Obiekty bez dostępu do ubikacji, bez bieżącej wody, przeciekające, niedogrzane, niedoświetlone, gnijące, brudne, są trudne do wytrzymania nawet dla zdrowych, a co dopiero dla chorych, starszych lub słabszych. Dwunasto, szesnasto lub dwudziestoczterogodzinna służba tylko pogarsza sprawę. A co z ludźmi, którym lekarze zakazali pracy w nocy albo samodzielnej? Nie zawsze jest możliwość zapewnienia im takich warunków, a jeśli zgadzają się na gorsze, ryzykują co najmniej zdrowiem...
 
"Posterunek" ochrony  jakich wiele. Wiosna 2016.
Autor: Portier
 
Problem kolejny to oczywiście wydajność i skuteczność. Często spotykam się z argumentacją, że typowy portier w biurowcu czy parkingowy nie są narażeni na niebezpieczeństwa takie jak ochroniarze kwalifikowani, mają prostsze niż oni obowiązki do wykonania a zatem mogą być to również osoby niepełnosprawne. Nie zgadzam się z tym. Jest to może bolesna opinia dla samych zainteresowanych, ale powtarzam - nie zgadzam się. Moja ocena bierze się z lat pracy podczas których zaobserwować mogłem realną szeroko rozumianą wydolność takich osób w sytuacjach krytycznych lub tylko nietypowych. Zwykle jest ona na tyle różna in minus od reakcji osoby zdrowej, że praktycznie pozbawiająca ją wartości. Poza tym absolutną nieprawdą jest jakoby portier czy parkingowy nie napotykali w swojej pracy na bezpośrednie zagrożenia dla osób i mienia które mają zabezpieczać. Są one być może rzadsze, z pewnością innego rodzaju i skali, ale że są przekonałem się kilka razy na własnej skórze.

Oddajmy jednak głos innym:

Marcin Tadus z agencji pracy Personnel Solutions przyznaje: - Ponad połowa pracujących w ochronie ma 50 lat, a duża część osób jest niepełnosprawna. Nie są oni przystosowani do zawodu i nie są w stanie podjąć jakichkolwiek interwencji [Głos Wielkopolski z 8 sierpnia 2013]
 
[...] dajmy ich na stanowiska kierownicze, biurowe, magazynowe, stacje monitoringu, wszędzie tylko nie każmy im pracować w linii, bo to przestaje być ochrona. [Paweł Bilko wochronie.pl 2 października 2015]
 
Uzupełniając jeszcze. Interwencja nie zawsze albo u niekwalifikowanych ochroniarzy nigdy prawie nie polega na powaleniu kogoś, obezwładnieniu, odebraniu czegoś siłą itp. Interwencja to przede wszystkim możliwość szybkiego przemieszczenia się dla sprawdzenia czegoś lub kogoś, błyskawiczna ocena sytuacji i ew. wezwanie wsparcia grupy patrolowej, poinformowanie policji, pogotowia ratunkowego lub serwisu. Nie są w stanie robić tego dobrze ludzie, dla których wejście na drugie piętro albo szybkie przejście stu metrów oznacza wyczerpanie organizmu. A z takimi także, niczego im prywatnie nie ujmując, pracowałem.
 
Trzecim wreszcie czynnikiem redukującym możliwości zarazem skutecznej jak i bezpiecznej dla siebie i innych pracy osób chorych w branży są bezpośrednie, określmy to tak, wizerunkowe pochodne ich stanu zdrowia. Dużemu procentowi zachowań niepożądanych na terenie ochranianego obiektu może zapobiec zawczasu sama tylko obecność pracownika ochrony, ostrzeżenie, zakaz lub informacja przez niego przekazane. Nie każdy ochroniarz musi mieć posturę kulturysty, to jasne, ale osoba widocznie chora, słaba czy po prostu (również - w wyniku wcześniej wymienionych czynników) niepewna swoich działań nie powstrzyma nikogo a niektórych wręcz sprowokuje...
 
Reasumując zatem ośmielam się twierdzić, że liczba miejsc pracy w branży ochrony rzeczywiście nadających się dla osób chorych jest ledwie drobną częścią tego, co się oficjalnie na rynku oferuje, zaś to, co się oferuje jest w większości owocem chęci otrzymania dopłat za wszelką cenę bez liczenia się z tym jak na danym stanowisku odnajdzie się i jak będzie skuteczny ewentualny niepełnosprawny pracownik.
 
I na tym mógłbym zakończyć, ale niestety życie, a raczej swoiście rozumiana inwencja w branży poszły już znacznie dalej. Dokąd? Ano spójrzmy.
 
Oferty zatrudnienia dla chorych koncentrowały się w ochronie do plus minus końca 2014 roku na II, czasem także III grupie niepełnosprawności (stopnie umiarkowany lub lekki). Zmiany w dofinansowaniach z PFRON-u, kolejne podwyżki pensji minimalnych, konkurencja na rynku, firmy nieumiejące walczyć ze sobą inaczej niż tylko dumpingowymi cenami wytworzyły jednak przyparte do ściany jeszcze jeden absurd, przewyższający wszystko co opisałem powyżej. I moim zdaniem zasługujący już nie tylko na wskazanie nieskuteczności czy skargę do PIP-u, ale na pociągnięcie zarządzających do odpowiedzialności karnej przed sądem, i to bynajmniej nie sądem pracy.
 
Zanim przejdę do szczegółów, proszę przyjrzeć się treści pewnego ogłoszenia którego zdjęcie posiadam w swoim komputerze. Od razu zaznaczę że jest to jedno z wielu podobnych.
 
[...] Zatrudnimy osoby niepełnosprawne na stanowiska: PRACOWNIK OCHRONY.
Warunek konieczny: niepełnosprawność z tzw. schorzeniem specjalnym (01-U, 02-P, 04-O, 06-E)
 
Wydaje się zupełnie zwyczajne, prawda? Wiemy już, że ochrona w Polsce w swojej niewykwalifikowanej części zatrudnia obok zdrowych również osoby chore, więc z pozoru niczego nowego tu nie dostrzegamy. Ale nowość jest i to duża. Widoczna jednak się staje dopiero wtedy, gdy zadamy sobie trud odnalezienia opisu tajemniczych symboli umieszczonych w nawiasie jako warunki podjęcia pracy. Wówczas to dowiadujemy się, że tak naprawdę firma ochroniarska zatrudnić pragnie:
 
-upośledzonych umysłowo
-chorych psychicznie
-cierpiących na choroby narządu wzroku
-epileptyków
 
Albowiem, czego już oczywiście nie dopisała, tak się składa, że za nich PFRON dopłaca aktualnie najwięcej. Ale czy aby na pewno z myślą, że znajdą pracę w ochronie? Przy monitoringu? Na budowie? Na portierni przy bramie dużej firmy? Na patrolach? W markecie? Nie sądzę...
 
   
ZAMIAST ZAKOŃCZENIA
 
Cóż, przyznam się, że początkowo planowałem opisanie w tym miejscu potencjalnych zagrożeń wynikających z pracy ochroniarzy takich jak ci poszukiwani w skopiowanym przeze mnie ogłoszeniu. Zagrożeń dla nich samych, zagrożeń dla osób chronionych, zagrożeń dla mienia, ale także jakkolwiek dziwnie to zabrzmi zagrożeń dla wandali czy złodziei, ale nie chciałbym, aby tekst mający piętnować pazerność i brak odpowiedzialności PRACODAWCÓW zamienił się w choćby pośrednio krzywdzący ludzi, dla których 1350 zł miesięcznie jest często fortuną. Pozostawiam zatem swoje wywody bez puenty, jako tylko sygnał, jeden z wielu, że źle, bardzo źle się dzieje w polskiej ochronie.
 
 
 
***********
 
 
 
* - Proszę zwrócić uwagę na ochroniarzy których spotykamy codziennie chociażby w marketach, szpitalach, uczelniach czy zakładowych portierniach, na ich profesjonalizm, spostrzegawczość, elokwencję i kulturę, na zaangażowanie, realnie udaremnione włamania, rozboje, akty dewastacji,  itp. A potem proszę odpowiedzieć sobie na pytanie czy i jak można "złamać" takie zabezpieczenie. Odpowiedź jest prosta: zrobi to nawet dziecko.
 
** - Ochroniarzy jest w Polsce ok. 300.000, z czego kwalifikowanych (licencyjnych) ledwie 60.000, a w liniowej służbie jeszcze mniej, ponieważ ich część pełni funkcje kierownicze różnego szczebla.
 
 
*** - Ochrona jest jedną z niewielu branż, w której standardem dla etatowca jest pensja minimalna. W chwili pisania tego tekstu oznacza to ok. 1350 zł netto. Pracownicy z niepełnosprawnością najczęściej zatrudniani są na umowy o pracę, choć ostatnio zaczyna się to zmieniać i preferowane są tylko niektóre ("mocniejsze") schorzenia. Dla porównania pracownik kwalifikowany w typowej służbie (patrol, obiekt z wymogiem kwalifikacji) zarabia najczęściej nie więcej niż o 200-300 zł ponad to, ale może się zdarzyć, że również tylko minimum. Zależne to jest od rodzaju pracy i firmy.  Niekwalifikowani na umowach śmieciowych w najlepszym razie zarabiają nieco poniżej pensji minimalnej za porównywalną do etatu liczbę godzin, w najgorszym zdarza się, że i jej połowę. Umowy cywilnoprawne stosowane są dla umożliwienia wypłacania wynagrodzeń niższych niż nakazane prawem albowiem praca ochroniarza najczęściej spełnia wszystkie wymogi stawiane przez KP zatrudnieniu na etat.
 
**** - Od końca 2014 roku i przez cały rok 2015 wiele firm nie tylko z branży ochrony stosowało wybieg polegający na wystawianiu fikcyjnych umów zleceń na np. 50 zł brutto miesięcznie na czynność faktycznie niewykonywaną, po to, by tylko z takich umów odprowadzać składki do ZUS. Umowa na ochronę była wtedy wystawiana z przymusowym dopiskiem, z którego wynikało, że śmieciobiorca nie życzy sobie oskładkowania, ponieważ już je posiada.
 
***** - Zatrudnianie niepełnosprawnych w ochronie nie jest zakazane czy ograniczone, natomiast z samej istoty ich stanu wynika, że nie na każdym stanowisku powinni i mogą pracować wykonując powierzone obowiązki skutecznie i bezpiecznie dla siebie i innych.
 
 
  

 
 

czwartek, 23 czerwca 2016

Demotyportier 23

  Proszę kliknąć na wybrany obrazek, aby go powiększyć.

---





---


Pochodzenie obrazków:

1, 2 - zdjęcia mojego autorstwa
3 - dziennik "Parkiet"
4 - zrzut ekranu ze strony tvn24.pl

Komentarze oraz wykonanie jak zawsze - własne.


niedziela, 12 czerwca 2016

Człowiek - Praca - Godność

W najnowszym, weekendowym wydaniu Pulsu Biznesu ukazał się artykuł pani redaktor Magdaleny Wierzchowskiej "Rozpoczyna się sprzedaż Konsalnetu" w którym autorka opisując plany sprzedaży tej firmy ochroniarskiej nowemu inwestorowi pośrednio porusza także temat ogólnej kondycji całej branży i jej perspektywy. Ta właśnie część tekstu, choć marginalna w stosunku do sedna zbulwersowała mnie najbardziej i do niej też postanowiłem się odnieść wysyłając do redakcji PB i osobiście autorki list o treści jak poniżej.
 
Podkreślam, że wyrażane przeze mnie opinie opierają się na doświadczeniach i dowodach zgromadzonych na przestrzeni lat 2008 - 2016 u kilku pracodawców w branży i odnoszą się w różnych aspektach i różnym procencie do każdego z nich. Tekst poniższy nie ma na celu dyskredytowania kogokolwiek, w tym firmy będącej bohaterem artykułu p. Wierzchowskiej a jedynie uwypuklenie praktyk łamania prawa przez różnych pracodawców sektora ochrony osób i mienia.

Bardziej szczegółowe informacje na tematy zaznaczone poniżej zostały na początku tego roku przekazane przeze mnie w osobnym piśmie między innymi prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, panu Andrzejowi Dudzie.
 
 
***
 
Szanowna Pani Redaktor
 
             W tekście "Rozpoczyna się sprzedaż Konsalnetu", który opublikowała Pani na łamach Pulsu Biznesu w numerze 109 z 10-12 czerwca 2016 roku znalazły się zdania, których wymowa, nie wiem czy świadomie czy też przypadkowo, ale bezdyskusyjnie zafałszowuje obraz branży ochrony osób i mienia, w tym zwłaszcza sytuację jej pracowników. Mowa tu przede wszystkim o akapicie, w którym nazywa Pani deregulację, ozusowanie umów zleceń oraz stawkę minimalną "bolesnymi posunięciami" oraz dalszym, w którym używa Pani zwrotu "dodatkowe obciążenia" dodając jeszcze, że "firmy ratują się [podkreślenie moje] cięciami zatrudnienia". Wrażenie, jakie powstaje po przeczytaniu tych słów może być tylko jedno: oto "zły" ustawodawca rzuca kłody pod nogi przedsiębiorcom zatrudniającym setki tysięcy pracowników i pośrednio zmusza ich do redukcji, również liczonych w tysiącach, a zatem najkrócej rzecz ujmując - utrudnia prowadzenie biznesu. Odczucie takie jednak dalekie jest od jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, na co niniejszym pozwalam sobie zwrócić Pani uwagę.

Branża ochrony w naszym kraju należy do tych, w których najczęściej łamane są prawa pracownicze i to łamane w sposób najbardziej jaskrawy, bo w odniesieniu do najniżej zarabiających i także najniżej wykwalifikowanych a tym samym najmniej zaradnych na rynku. Działania zaś, o których Pani łaskawa była wspomnieć, nakierowane są tylko na to, aby tym właśnie ludziom zapewnić te same prawa, jakie są minimalnymi w każdej innej gałęzi gospodarki i jakie za minimalne uznaje Kodeks Pracy.

Jestem dogłębnie przekonany, że rolą mediów, również tych zajmujących się wymienionymi tematami tylko od strony finansowej jest nazywanie po imieniu zmian, jakie zachodzą, zmian, których celem jest likwidacja patologii w zatrudnieniu, niemającej prawa bytu w XXI wieku nie zaś jakaś forma "domiaru".

Jeżeli bowiem mówić mamy o rzekomych obciążeniach, jakie stanowi dla pracodawcy konieczność odprowadzenia NORMALNEJ składki na ZUS z umowy zlecenia, powiedzmy najpierw o tym, jakim obciążeniem dla budżetu państwa będą kiedyś ci, za których wczoraj i przedwczoraj składek tych się nie odprowadzało. Jeżeli pochylić się mamy nad losem firm, które zastosować będą musiały stawki minimalne napiszmy wcześniej o tym za ile dziś pracują potencjalni beneficjenci tej zmiany i także jak żałosnym organizatorem jest przedsiębiorca, który mając potrzebę zatrudnienia pracownika nie jest w stanie zaproponować mu nic ponad to, co prawo wyznaczyło, jako stawkę najniższą z możliwych. Nazywajmy, powiadam, rzeczy po imieniu.

Jeszcze jakieś sześć, siedem lat temu najszerzej stosowanym a nieuczciwym, należy to podkreślić, sposobem obniżenia kosztów zatrudnienia w ochronie było tylko i aż stosowanie umów zleceń zawieranych ze spółkami córkami głównego pracodawcy, jako obowiązkowych uzupełnień etatów. Poprzez te właśnie dodatkowe umowy wypłacano wynagrodzenie za godziny nadliczbowe tworząc fikcję pracy świadczonej innemu podmiotowi a zatem niepodlegającej przepisom o dodatkach za nadliczbówki, czyli po prostu pozwalającej wypłacać za godzinę kwoty niższe niż nawet z pensji minimalnej. Wydawało się wtedy, że jest to maksimum tego, co można w tej kwestii zmanipulować, ale oczywiście był to dopiero początek tej swoiście pojmowanej kreatywności pracodawców. Niewiele później pojawiły się na masową skalę umowy zlecenia już solo, bez etatów, choć przecież zawsze prawie spełniające wszystkie wymogi stawianej takiej właśnie pracy. Cały zaś rok 2015 to wysyp umów jak je nazywam syjamskich, czyli zleceń bez składek emerytalnych i chorobowych, bo wystawianych nominalnie w dzień lub kilka dni po fikcyjnej umowie np. na 50 zł brutto (sic!!!) miesięcznie na pracę inną niż faktycznie wykonywana, istniejącą co prawda tylko na papierze, ale za to przepisowo w pełni oskładkowaną. Pozbawiono w ten prosty sposób nie tylko tysiące ludzi gwarantowanych im praw, ale i przy okazji oszukano ZUS i pośrednio urzędy skarbowe. Przykładem wreszcie ekstremalnym niech będą przypadki ogłoszeń o pracę, w których firmy ochroniarskie, będące, o czym się prawie nie wspomina w mediach, w większej części zakładami pracy chronionej, oferowały zatrudnienie na etat osobom (uwaga!) chorym psychicznie, upośledzonym umysłowo, z chorobami narządu wzroku oraz cierpiącymi na epilepsję, czyli najkrócej: ludziom, którzy przy całym szacunku dla ich stanu nigdy nie powinni pracować w branży, jako potencjalnie stwarzający zagrożenie dla siebie i innych. Co stało u podstaw tego otwarcia pracodawców? To proste: Najwyższe akurat za takich pracowników dopłaty z PFRON-u. Nazwanie takich praktyk tylko nadużyciem, byłoby zbyt łagodne…

I wreszcie kwestia ostatnia, ale absolutnie nie najmniej ważna, bo wiążąca się ze wszystkim prawie, co napisałem powyżej. Umowa zlecenie w ochronie nie oznacza dla zatrudnionego jak się to czasem przedstawia „tylko” pracy bez urlopu czy limitów godzin, ale jest przede wszystkim stosowana dla umożliwienia wypłacania za pracę stawek niższych, czasem drastycznie niższych niż w przypadku pensji minimalnej. Dokładniej zaś: służy do omijania prawa, ponieważ jak już wspomniałem przytłaczająca większość ochroniarzy wykonując swoje obowiązki spełnia wszystkie wymogi stawiane zatrudnieniu na etat. W praktyce oznacza to zatrudnianie za stawki uwłaczające godności człowieka, czyli np. pięć, cztery a czasem i trzy złote netto za godzinę bez jakichkolwiek dodatków. Proszę pamiętać o tym wszystkim, gdy kolejny dyrektor lub prezes wylewać będą swoje żale na utrudniające ich firmom działalność zmiany w prawie.

Rynek, szeroko rozumiana ekonomia, podaż i popyt są, z czym się w pełni zgadzam, jedynym motorem współczesnej gospodarki, ale motor ten, jeżeli rozumieć go dosłownie stać powinien zawsze na fundamencie prawa, nie zaś jak to ma dziś często miejsce w branży ochrony osób i mienia – zatopiony w pozbawionym zasad moralnych bagnie.  
Z wyrazami szacunku
[tu w oryginale moje imię i nazwisko] – Katowice
 
Imię i nazwisko tylko do wiadomości redakcji.
 
 
 
***
 
 
DODANE 13 CZERWCA 2016

 

 
Kliknij aby powiększyć obrazek 
 
 

środa, 11 maja 2016

Góry są zawsze - suplement

Czyli... dwie kolejne trasy w Beskidzie Małym. Najpierw Czernichów - Żar z wielgachnym "objazdem" przez Jaworzynę i Kiczerę a zaraz potem (tak naprawdę po miesiącu, ale tutaj o kliknięcie niżej) jubileuszowa wycieczka czterdziesta z Mikuszowic do Łodygowic też "slalomem" i to z całą pewnością gigantem przez Łysą Przełęcz i Przyszop. Zapraszam.
 
 


 

 
***
 
Zanim się jakiś esteta branży video oburzy, że coś tu jest tak albo siak, od razu wyjaśniam, że filmy kręcone są przeze mnie aparatem fotograficznym bez fajerwerków jak widać, a przede wszystkim traktowane jako DODATEK do zdjęć, które uważam za ważniejsze, aczkolwiek z racji "uśpienia" tego bloga od dłuższego czasu nie publikowane online.

niedziela, 1 maja 2016

Góry są zawsze

Wbrew temu co mogło się czasem wydawać nigdy nie był to blog o górach, wbrew z kolei wrażeniu późniejszemu absolutnie się od wędrówek nie odwróciłem. Mimo braku wpisów tutaj, mimo braku nowych zdjęć i filmów cały czas góry obecne są w moim życiu i w moim sercu i jest to jedna z niewielu spraw na tym świecie, co do której mam pewność, że nigdy się już nie zmieni.
 
Przy okazji najnowszych dwóch wycieczek poza zdjęciami przy okazji raczej wykonałem kilka krótkich filmików, które zmontowane jakoś, poniżej prezentuję. Zapraszam do oglądania. Zapraszam do wędrowania.
 
 


 


 
Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na tym blogu, o ile nie podano inaczej, są moją własnością. Ich ewentualne dalsze wykorzystywanie i rozpowszechnianie jest zabronione pod odpowiedzialnością karną.