Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


sobota, 12 marca 2016

Spacery

Przedwiosenne jeszcze ciągle obrazki z lutowych i marcowych spacerów po Szopienicach, Borkach, Janowie i Nikiszowcu. Po jednej trzeciej architektonicznych szkaradków, cudeniek oraz niezaprzeczalnie zadziwiającej, gdy się pamięta że to tylko Katowice przyrody. Zapraszam.


 
   

piątek, 19 lutego 2016

"Leszek" do Lecha

 
 



Panie Prezydencie!
 
              Wielu Pana działań i wypowiedzi po roku 1990 a zwłaszcza po 1995 nie jestem w stanie zaakceptować, a niektóre wręcz mnie irytowały, ale za to wszystko co działo się przed 1990 jest Pan i będzie, jak dla mnie przynajmniej, bohaterem narodowym. Tysiące ludzi w Polsce zaczęły coś robić a miliony myśleć przeciwko komunie inspirując się Panem i Solidarnością, dla nich wszystkich był Pan wzorem, argumentem i punktem odniesienia. Więcej nawet. Czym dla Pana i Solidarności była nagroda Nobla, tym dla polskiej opozycji był Lech Wałęsa. Symbolem, nadzieją i duchowym wsparciem. Nikt nie usłyszałby o Lechu czy Jarosławie Kaczyńskim oraz dziesiątkach innych jakże potem buńczucznych, gdyby nie było WCZEŚNIEJ Pana. I takie są fakty.

Dziwię się tylko, że nie chce Pan zdradzić zdrajców, czyli wprost opisać jak Pana komuniści zmusili czy nakłonili do takich czy innych działań, które z perspektywy okazały się błędne czy szkodliwe. To będzie ich wstyd, nie Pana. Słusznie ktoś napisał wczoraj w komentarzu na stronie TVN24, że dzisiejsi bohaterowie Internetu wtedy na Pana i innych miejscu narobili by w spodnie ze strachu. Ja powiem mocniej. Gdyby dziś był tamten czas, a ja byłbym Panem, gdyby stawką było moje i mojej rodziny bezpieczeństwo, zdrowie, życie, praca, a z drugiej strony gdybym szczerze w coś wierzył - podpisałbym wszystko. Żeby wyjść i robić swoje. A jeżeli okazało by się, że czymś co podpisałem, do czego się zobowiązałem, co opowiedziałem wyrządziłem iluś ludziom krzywdę, to trudno, nikt nie jest bez winy, zmazywałbym ją swoimi działaniami potem.
 
Pan i działaniami i wpływem na resztę Polaków w latach 80 dokonał tak wiele, że trzeba by być ślepym i głuchym by stawiać przeciw temu sprawy z początku lat 70, kiedy był Pan jednym z wielu, de facto bezimiennym robotnikiem.



 ===

 

 
 
/Mój wpis na wykop.pl/

środa, 3 lutego 2016

Drugie tłoczenie morświna


Czy można de facto okraść kogoś, a następnie otrzymać od niego pisemną prośbę o okradzenie powtórne, tyle, że dokładniejsze? Nic prostszego. Proszę notować.

Zatrudniamy se jakiegoś przykładowego pana Morświna do powiedzmy rejsów dalekomorskich. Bardzo się cieszymy i on sie cieszy i w ogóle jest miło. Korzystając z okazji od razu uświadamiamy gościa, że takie bajery jak umowa o pracę to były za komuny, i teraz, w drodze absolutnego wyjątku, bo naprawdę jest źle, możemy mu dać, no ciężko będzie, ale spróbujemy, powiedzmy umowę zleconko. Ale za trzy czwarte albo i (jak Morświn głodny, to można próbować) za połowę tego, co mają nieliczne Wieloryby w naszym akwenie. Kwot radziłbym na początku nie wymieniać, bo po co się zajmować par excellence drobiazgami. Morświn może zacząć tutaj jakby wierzgać (to przenośnia taka, bo i czym jak mu natura poskąpiła), że coś nie bardzo, że jak to, on sam za tyle? A nie, nie, uświadamiamy go wtedy. Nie sam. Razem z Wielorybami właśnie. W ramach tej, no kurde... integracji międzyumowowej! One na ekonomicznym dnie, on w Rowie Mariańskim.

Jeśli po wzbogaceniu tą wiedzą nasz nowy narybek, znaczy się nabytek, na szczęśliwego nadal nie wygląda, informujemy go zaraz o specjalnym, acz obowiązkowym ekstra dodatku. Otóż wystarczy, że on, Morświn, nas poprosi żebyśmy go oskubali z ZUS-u, bo po co mu tam jakieś emerytury, zwolnienia lekarskie i inne przeżytki ustrojowe, a my to zaraz z wielką przyjemnością uczynimy i na pocieszenie dodamy potem do pensji połowę tego, cośmy mu zabrali, żeby znał nasze dobre serce, ale także żebyśmy mieli z kim iść do kicia jak sprawa wyjdzie na jaw. Taka sprzedaż wiązana. Drutem kolczastym.

I teraz to już pis a kejk ;) Pan Morświn, dumny i wyróżniony podpisuje nam świstek, że tam wnoszę o to żeby mnie pozbawić składek, a my to wykonujemy jak najbardziej, choć obiecaną połowę łupu owszem zaraz oddajemy, ale jakby tam coś, ktoś, to niby że z drugiego zleconka, na powiedzmy gupie pięć dyszek brutto miesięcznie.  I też, żeby nie było, z tych pięciu dyszek jak bum cyk cyk opłacamy chłopakowi emeryturę. Jak dobrze pójdzie będzie miał na niej kiedyś może i 14 zł. Oooo! Super, ale za co to zleconko będzie? No jak, za co? Za loty w stratosferze na ten przykład. Ale jak, Morświn ma latać?! Przecież to niewykonalne! No pewnie, że nie - uspokajamy go - Chodzi tylko o to żeby nas skarbówka z ZUS-em nie dorwały.

A gdyby delikwent był taki więcej de iure, że niby skoro nie lata, to nie może podpisać i inne tam takie, to podpiszemy mu my. Podziękowanie za pracę. Na druku zwrotu koszuli służbowej.

Podsumowując. Morświn powinien mieć etat, ponieważ wykonuje te same rejsy co Wieloryby, które etat jak najbardziej mają, robi to na tej samej trasie, z tym samym kapitanem, a nawet z nimi jeszcze do towarzystwa. Ale etatu nie ma, bo jest bieda i ma zleconko. Że bieda jest bardzo, ale to bardzo, zleconko jest na dużo mniej. To raz. Dwa to z tego zleconka, które jeszcze do 2014 roku było dla nas fajne, że się tak wyrażę au naturel, zajumaliśmy naszemu szczęściarzowi kawałek jego emerytury i prawo do zachorowania, bo nas o to sam na piśmie poprosił, więc zysk się (nam) zwiększa. Że tam Morświnom w stratosferze loty idą raczej kiepsko nie ma znaczenia, bo i tak wszyscy wiedzą, że to taki więcej economical fiction.
No.
I ten teges.


===

Absurdalna z pozoru powyższa historyjka nie przez przypadek nawiązuje do mojego tekstu sprzed kilku lat zatytułowanego "Krótki kurs hodowli morświna”, w którym to opisywałem praktyki zatrudniania pracowników jednocześnie na etat i przymusową fikcyjną umowę zlecenie. Nieprzypadkowo, albowiem zgodnie z proroczym wręcz ówczesnym komentarzem jednego z Czytelników dziś warunki takie jak tam opisane można by uznać za komfortowe.  Sztuka omijania prawa pracy, a wręcz nazywając rzeczy po imieniu nieskrywanego już nawet go łamania rozwinęła się od tamtego czasu niebywale. Oto nie dość, że w ciągu kilku lat umowy cywilnoprawne awansowały z pozycji bardzo niszowych, specyficznych, ewentualnie uzupełniających do w niektórych branżach wręcz pierwszoplanowych, to jeszcze w końcu 2014 roku pracodawcy wdrożyli już na masową skalę sztuczkę, którą nazwać by można umowami syjamskimi. Jak napisałem na wstępie żywy dowód, że można okraść już raz okradzionego. Niewielkim tylko pocieszeniem jest tu fakt, że od stycznia 2016 stosowanie takich umów jest w dotychczasowej formie niemożliwe.

Ale zacznijmy od początku. Czym naprawdę była umowa syjamska?

Było to nic innego jak tylko druga umowa zlecenie* zawierana z tym samym pracodawcą na inną jednak od dotychczas wykonywanej, istniejącą tylko na papierze pracę i także na znacznie niższą (najczęściej 50 zł brutto miesięcznie) kwotę wynagrodzenia. Pod niewyartykułowanym oczywiście wprost rygorem zwolnienia był to zestaw nierozłączny (stąd użyte przeze mnie określenie "syjamska") a dla pracownika w takiej formie obowiązkowy. Sedno całego pomysłu tkwiło jednak nie tyle w samych umowach, ile raczej w dokumencie je uzupełniającym, w którym to zatrudniony wnioskował (sic!) o odprowadzenie mu składek emerytalnych i chorobowych właśnie z umowy mniejszej, ewidentnie dla niego niekorzystnej.  Warto tu zadać pytanie, dlaczego tak czynił, mając przecież świadomość, że to tylko on decyduje, a wybranie do oskładkowania umowy n
a 50 zł brutto oznacza niższe świadczenia emerytalne w przyszłości i brak płatnego zwolnienia chorobowego** dziś. No cóż, po pierwsze dlatego, że wyboru takiego dokonywał już za niego zatrudniający najczęściej podsuwając mu tylko do podpisania gotowy druczek, po drugie dlatego, że umowa mniejsza zwykle była wystawiona z datą o dzień wcześniejszą niż większa i jako taka zgodnie z prawem powinna być automatycznie uznawana za tę do oskładkowania***, i wreszcie po trzecie także dlatego, że połowę "zaoszczędzonej" w ten sposób kwoty, a więc jak gdyby udział pracownika w składce, która normalnie byłaby odprowadzona (druga połowa tej składki to zysk firmy), zwracano mu na konto. Tak, macie Państwo rację, właśnie w postaci niby to wpływów z nigdy nie wykonywanej pracy objętej drugą umową...




I tym sposobem dochodzimy do sedna. W branży ochrony osób i mienia oraz tzw. czystościowej**** absolutna większość zatrudnionych na umowy cywilnoprawne spełnia warunki stawiane pracy na etat. Ich praca odbywa się bowiem w określonym z góry miejscu, wg określonego zakresu obowiązków, pod kierownictwem określonego przełożonego, w konkretnych godzinach itd. Dawanie im śmieciówek,  to już złamanie prawa (KP Art. 22 §1 oraz §11).  A czym jest dodawanie potem umów kolejnych, całkowicie fikcyjnych, stworzonych wyłącznie po to by już poszkodowany kosztem kilkudziesięciozłotowego zysku stał się współwinnym?

Jeżeli pamiętamy o tym jak najczęściej nisko zarabiające osoby obciążone były w 2015 roku opisywanym procederem nie da się chyba nie odnieść wrażenia, że było to masowe produkowanie przyszłych klientów opieki społecznej a zatem nie tylko kolejny przypadek łamania prawa, ale też czyn zwyczajnie podły, bezmyślny, dyskryminujący i zasługujący na ukaranie.

Kierując się takim właśnie odczuciem zwróciłem się w styczniu 2016 roku z oficjalnym pismem  do Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy wnosząc o przedstawienie problemu Państwowej Inspekcji Pracy, Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych oraz odpowiednim Urzędom Skarbowym celem przeanalizowania dokumentacji i pociągnięcia winnych do odpowiedzialności karnej. Zgłosiłem też oczywiście gotowość przedstawienia dowodów, które posiadam i szerszych wyjaśnień, jeżeli byłoby to pomocne.



=============


* - Nie sama druga umowa jest tu problemem, a jej przymusowość, fikcyjność oraz szkodliwość ekonomiczna dla pracownika.
** - Ubezpieczenie chorobowe jest jak najbardziej możliwe przy umowie zleceniu, ale jaki ma sens przy 50 zł brutto?
*** - Pracownik może wprawdzie sam zdecydować niezależenie od daty wystawienia i w każdym terminie, z której umowy mają być odprowadzone składki, ale... niechby spróbował. Druki są już zakreślone "fabrycznie" w odpowiadający firmie sposób.
**** - Umowy syjamskie były w 2014 roku stosowane masowo, zwłaszcza w branżach w których wynagrodzenia sa najniższe a pracownicy najbardziej nieuczciwie traktowani. Były to oczywiście bardzo różne branże, ale stanowczo ochrona i sprzatanie to największy kawałek tego zatrutego tortu :)



=============
 
Podobne posty na tym blogu:
 
  

 

piątek, 1 stycznia 2016

Gimby sie nie poznajo

Pierwszą polską telewizję informacyjną przez długie lata uważałem za o kilka poziomów lepszą od wszystkich pozostałych stacji. Wydawała mi się reprezentować klasę wręcz światową i pamiętam jak wielu znajomym zwracałem uwagę na jej imponujący mi wówczas profesjonalizm. Zacząłem jednak zmieniać zdanie po przyjrzeniu się na przykładzie kilku ważnych wydarzeń jak czasem w pełni świadomie buduje się w niej ściśle określony nastrój czy wręcz kierunek myślenia, co mnie zwyczajnie po ludzku i obiektywnie zniesmaczyło. Drugim impulsem do zmiany poglądów było wprowadzenie w serwisie tvn24.pl wyłącznie logowanych komentarzy, a potem mimo tego dopuszczanie głosów w niewybredny sposób krytykujących np. prawicę czy Kościół, a z drugiej strony cenzurowanie także przecież logowanych, między innymi moich, wyważonych i merytorycznych, acz z pewnością nie mainstreamowych wpisów.
 
Obecnie niestety TVN24 jest dla mnie zarówno w wersji telewizyjnej jak i internetowej (nachalne reklamy, infantylne tytuły!) mutacją Onetu, a każdy aspirujący do miana samodzielnie myślącego wie, że jest to raczej umiarkowany komplement.
 
Poniżej mała, symboliczna wręcz próbka profesjonalizmu dziennikarskiego, czyli encyklopedyczny nomen omen przykład "kopiuj-wklej"...
 
***
 
Wiadomość o śmierci polityka PSL - Romana Bartoszcze
 dostęp 12:45 1 stycznia 2016

[TVN24.pl]

Od 1969 do 1980 r. Bartoszcze należał do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (ZSL). W 1980 r. został jednym z liderów "Solidarności Chłopskiej", a po zjednoczeniu w 1981 r. rozpoczął działalność w NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność". W stanie wojennym był internowany. Po zwolnieniu działał w Ogólnopolskim Komitecie Oporu Rolników, wydawał pismo "Żywią i bronią".W 1989 r. z ramienia Komitetu Obywatelskiego został wybrany do tzw. Sejmu kontraktowego.
W 1990 r. wstąpił do odrodzonego Polskiego Stronnictwa Ludowego i został jego pierwszym prezesem. W tym samym roku kandydował jako pierwszy ze stanu chłopskiego w wyborach prezydenckich. Uzyskał ponad 1,1 mln głosów (7,15 proc.) i - jak zaznaczył Murzyn - był to najlepszy wynik ludowego kandydata na prezydenta. Wówczas wybory wygrał Lech Wałęsa.
 
W czerwcu 1991 r. utracił kierownictwo w PSL, po czym odszedł z tej partii i założył partię skupiającą osoby o poglądach konserwatywno-ludowych - Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie "Ojcowizna". Po raz drugi uzyskał mandat poselski z listy POC, w 1992 przystąpił do klubu parlamentarnego Ruchu dla Rzeczypospolitej. W wyborach parlamentarnych w 1997 r. bez powodzenia kandydował do Sejmu z listy Narodowo-Chrześcijańsko-Demokratycznego Bloku dla Polski.W wyborach prezydenckich w 2010 r. poparł kandydaturę Marka Jurka i wszedł w skład jego społecznego komitetu poparcia.W 2006 r., za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, w pracy zawodowej i społecznej, został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
 
Otwórz obraz w nowej karcie, aby odczytać.

[Wikipedia]
 
Od 1969 do 1980 należał do ZSL. W 1980 został jednym z liderów „Solidarności Chłopskiej”, a po zjednoczeniu w 1981 podjął działalność w NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. W stanie wojennym był internowany przez ponad dwa miesiące. Po zwolnieniu działał w Ogólnopolskim Komitecie Oporu Rolników, wydawał pismo „Żywią i bronią”. Prowadził kilkunastohektarowe gospodarstwo rolne w Sławęcinie.
 
W 1989 z ramienia Komitetu Obywatelskiego został wybrany do Sejmu kontraktowego. W 1990 wstąpił do Polskiego Stronnictwa Ludowego i został jego pierwszym prezesem. W tym samym roku kandydował w wyborach prezydenckich – w I turze z 25 listopada uzyskał 1 176 175 głosów (7,15%) i zajął 5. miejsce wśród sześciu kandydatów.
 
W czerwcu 1991 utracił kierownictwo PSL, po czym odszedł z tej partii i założył Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie „Ojcowizna”. Po raz drugi uzyskał mandat poselski z listy POC, w 1992 przystąpił do klubu parlamentarnego Ruchu dla Rzeczypospolitej. W wyborach parlamentarnych w 1997 bez powodzenia kandydował do Sejmu z listy Narodowo-Chrześcijańsko-Demokratycznego Bloku dla Polski. W wyborach prezydenckich w 2010 poparł kandydaturę Marka Jurka i wszedł w skład jego społecznego komitetu poparcia.
 
W 2006, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w pracy zawodowej i społecznej, został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
 
Otwórz obraz w nowej karcie, aby odczytać.

sobota, 14 listopada 2015

Demotyportier 22

Proszę kliknąć na wybrany obrazek, aby go powiększyć.

---



 
 



Pozostałe części cyklu TUTAJ
 

środa, 21 października 2015

Liebster Award

Zrobiłem sobie nie tak dawno mały blogowy rachunek sumienia i przeliczyłem tematy, które kiedyś poruszałem dosyć często a od miesięcy omijam z daleka. No tak... Nie piszę o książkach, nie pokazuję dokonań mojego kota, nie rozpisuję się o swoim zdaniu na temat jakiegoś wydarzenia czy też nie za często (ostatnio - tutaj) wspominam. Ale najdłużej chyba nie bawiłem się w łańcuszki internetowe. A właśnie Anna z bloga "Spod oka" zwanego niegdyś "Sufitologią" (w)skazała mnie jako jednego z adresatów tzw. "Liebster Award" czyli łańcuszka polegającego na odpowiadaniu na wymyślone przez kogoś jedenaście pytań i wyznaczaniu kolejnych odpowiadających. Oczywiście bardzo mi miło, że  tym sposobem dostałem "dotację natchnienia" do kolejnego posta, ale jako że generalnie jestem antyłańcuszkowy, a nadto rozstrzał tematyczny blogów które odwiedzam jest zbyt duży by je w tę zabawę wciągać, poprzestanę, nie po raz pierwszy zresztą, na swoich własnych wynurzeniach.

 
 


1. Czy jest miejsce, w którym znikasz? Jeśli tak - jakie?
 
Są dwa, duże i małe. Tym dużym są oczywiście "moje" góry. Nie jestem pewien czy potrafię opisać co i dlaczego, ale wiem, że czasem mi się śnią, czasem nie mogę przestać za nimi tęsknić, czasem oglądając czyjś zwyczajny filmik czy album zdjęć czuję że szczypią mnie oczy. I nigdy, przenigdy nie ma to związku z jakimiś rekordami, wysokościami, odległościami czy tzw. "męską przygodą". To jest po prostu wolność. Piękna, pachnąca, kolorowa i namacalna. To w niej uwielbiam znikać.
 
Małe zniknięcia, to chwile takie jak ta*. Środek nocy pomiędzy wolnym a wolnym dniem. Gorąca herbata, cicha muzyka, czasem książka. Jakieś porządkowanie dokumentów, jakieś błądzenie po Internecie, mruczący na fotelu kot. Bezkres ciemności. Nie ma czasu, nie ma świata. Nie ma i mnie. Znikam.
 
2. W jaki sposób dbasz o swoje ciało?
 
Wydaje mi się, że nie dbam dla samego dbania. Po prostu żyję. Nie poprawiam upływu czasu, nie łudzę się i nie próbuję łudzić otoczenia. Higiena i kosmetyki to rzecz oczywista, ale jeśli dbanie miałoby oznaczać koncentrowanie się na wyglądzie i poszukiwanie nieosiągalnego, to z pewnością nie jest to moja droga. 
 
3. Co lub kto i w jaki sposób podnosi Cię na duchu?
 
Chwile, w których nie jestem i nie muszę się czuć tym, kogo nazwę jak kulę u nogi wybrałem sobie tutaj za pseudonim. Godziny i dni w których jestem człowiekiem, mężczyzną, fajnym gościem, fachowcem od czegoś, sprawdzonym kumplem, romantycznym marzycielem, zapalonym turystą, fanem, stałym klientem, dociekliwym petentem, pasażerem, synem, chłopakiem, kuzynem czy (dobrym) wujkiem. Byle tylko nie portierem.  
 
4. O czym myślisz, gdy mówisz, że o niczym?
 
O alternatywnych wersjach tego w czym danym momencie uczestniczę. 
 
5. Z czego zrezygnowałaś/zrezygnowałeś, co nie daje Ci spokoju?
 
Ech... Bałem się tego pytania...
 
Kiedyś, bardzo dawno temu, moje miejsce pracy sprywatyzowano. Byłem jednym z kilku, którzy odmówili przejścia do nowej firmy nie wierząc w jej przetrwanie a jednocześnie chcąc też za wszelką cenę zostać na państwowym. Państwowe szybko padło do reszty, a ja od tego czasu pracuję już w piątym zakładzie. Ten, któremu wtedy nie zaufałem istnieje do dziś. Miałbym od skończenia szkoły jedną pieczątkę w dowodzie (gdyby nadal były papierowe) jeślibym wtedy... nie, nie po prostu podpisał. Jeślibym swojego już złożonego podpisu nie wycofał. Ta świadomość naprawdę boli.
 
 
6. Co jest zwykle pierwszą Twoją myślą po przebudzeniu?
 
"Nie chcem, ale muszem"
 
7. A co jest ostatnią?
 
"Jutro to już naprawdę kładę się o dwudziestej!"
 
 
8. Jakie masz sny?
 
Większość tych, które pamiętam jest bezpośrednio związana z bardzo szeroko rozumianą codziennością, choć czasem zdarzają się jak chyba każdemu i erotyki i koszmary, a jedne i drugie tym mocniej działające, że będące w tej rzeczywistości jakby tylko małym "błędem Matrixa".
 
9. Czy masz alter ego lub chociaż je sobie wyobrażasz?
 
Moje alter ego to ten Portier z poprzedniego posta na przykład i wielu innych wcześniejszych. Skrzyżowanie Robin Hooda z funkcjonariuszem ORMO :))
 
Mam coś takiego, co zresztą obrazuje tytuł tego bloga nawiązujący do pewnego filmu, że lubię ustawiać świat z głowy na nogi. Więc "trudnych pytań", skarg, zgłoszeń, reklamacji, próśb o wyjaśnienie i temu podobnych mam w swoim dorobku wiele. Niektóre zresztą o znaczeniu bardziej wymiernym niż tylko czyjaś choćby najwięcej wyjaśniająca odpowiedź. Żeby się nie chwalić za dużo wspomnę tylko o dwóch wygranych dla moich znajomych sprawach sądowych wiążących się prawem pracy i odszkodowaniami za jego łamanie a także o kilku sporach urzędowych prostujących pewne absurdalne decyzje lub zamiar ich podjęcia.
 
10. Co naprawdę cennego byłabyś/byłbyś w stanie oddać, gdy Cię ktoś poprosił?
 
Gdyby poprosił? Cóż, myślę, że jakieś raczej zwykłe, mało lub średnio ważne rzeczy czy działania. Coś naprawdę wielkiego czy to materialnie czy w inny sposób stety niestety tylko wtedy, gdybym SAM był przekonany, że chcę i/lub powinienem. Ale nie wykluczam żebym był.
 
11. Jaką nadprzyrodzoną moc chciałabyś/chciałbyś posiadać?
 
Wahałbym się pomiędzy zdalnym duszeniem a la Lord Vader a zdolnością replikacji czekolady mlecznej Goplana, ale tak bardziej serio, to nihil novi, "tajemne moce" to ja już miałem, a może nawet jeszcze mam.
 
Kilkanaście razy w życiu zdarzyło mi się zobaczyć jakiś obrazek dotyczący mojej przyszłości. Zobaczyć, to znaczy pośród wspomnianych już "myśli o niczym" dostrzec na przykład jakąś z pozoru zupełnie nielogiczną alternatywę dalekiego jutra. Problemem w tej ściągawce jest jednak to, że zwykle były to fakty tak nieprzystające rok czy pięć lat wcześniej do status quo, że w efekcie przeze mnie ignorowane. A i tak się spełniały...
 
 
 
 ----------------------------------------------------
 
 PRZECZYTAJ TAKŻE:



 

===============
 
 
*- Na pytania od pierwszego do dziesiątego odpowiedzi pisałem przed zaśnięciem, pytanie jedenaste i wstęp to już dokonanie poranne.

sobota, 17 października 2015

Od Hoffa do Barei

Dwunastego września bieżącego roku opublikowałem na tym blogu wpis w którego treści  zamieściłem między innymi odpowiedź pani Karoliny Biedroń - naczelnika wydziału ds. skarg i wniosków Biura Zarządu i Kontroli PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. na moje pytanie o dalsze losy dworca w Wiśle Głębcach po zakończeniu trwającego tam remontu. Kluczowy na dziś fragment tegoż pisma brzmiał:
 
Biuro Zarządu i Kontroli PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. uprzejmie informuje, że zgodnie z informacjami uzyskanymi od administratora (PKP S.A.), dworzec w Wiśle Głębce należy traktować jako dworzec nieczynny. Dworzec w najbliższym czasie ma zostać przekazany na rzecz miasta Wisła.
 
Wobec powyższego szesnastego września 2015 roku zwróciłem się do Urzędu Miasta Wisły z następującym zapytaniem:

Szanowni Państwo,

Jako turysta i wielki sympatyk Waszego miasta zwracam się z prośbą o wyjaśnienia na temat dalszych losów budynków dworcowych na stacjach Głębce i Uzdrowisko. W tym pierwszym trwa generalny remont, a z informacji jakie kilka dni temu uzyskałem z PKP wynika, że będzie przekazany miastu, stąd moje zainteresowanie. Czy zachowana będzie choć częściowo jego pierwotna funkcja? W jakim zakresie? Jak samo miasto wykorzysta ten obiekt?
 
Co do dworca w centrum pytanie jest jeszcze bardziej banalne; czy remont i choć częściowe udostępnienie dworca pasażerom w ogóle jest rozpatrywane? Budynek jest piękny, opisywany nawet w przewodnikach (np. u genialnego Mirosława Barańskiego, który zachęca do zwiedzenia urządzonej po góralsku poczekalni) a niestety od lat stoi zabity deskami. Uważam, że to nie tylko niewygoda dla osób oczekujących na pociąg, ale i (w obu przypadkach) duży wizerunkowy minus dla tak znanej miejscowości turystycznej.

Wdzięczny będę za odpowiedź w formie elektronicznej. Adres zamieszkania podaję jako wymóg prawa w korespondencji do urzędu.

Z wyrazami szacunku
[Tu w oryginale moje imię, nazwisko oraz pełne dane adresowe]
 
 
Piętnastego października 2015 otrzymałem odpowiedź podpisaną przez panią Małgorzatę Szalbot - Kierownika Referatu Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta w Wiśle.
 
 
 
 
Odpowiadając na maila w sprawie przyszłości budynków dworcowych na stacjach kolejowych Głębce i Uzdrowisko w Wiśle uprzejmie wyjaśniam, co następuje:

- Gmina Wisła nie jest właścicielem zabudowań przy ul. Dworcowej w Wiśle Głębce jak również nie może potwierdzić informacji na temat przekazania ich Gminie. Nie posiadamy również informacji na temat dalszego wykorzystania obiektu.

- Budynek “dworca kolejowego” [cudzysłów jak w oryginale - dop. Portiera] w Wiśle przy ul. Kolejowej stanowi własność Gminy Wisła. Obiekt został zakupiony w listopadzie 2014 roku i z uwagi na stan techniczny wymaga kapitalnego remontu.

Celem opracowania koncepcji zagospodarowania terenu wraz z remontem obiektu niezbędna jest zmiana obowiązującego planu zagospodarowania przestrzennego miasta Wisły do czego Gmina już przystąpiła.

Jednocześnie wyjaśniam, że zgodnie z zawartym aktem notarialnym na nieruchomościach położonych przy ul. Kolejowej zapewnione będą między innymi funkcje związane z obsługą pasażerów, w tym między innymi swobodnego dostępu do peronów, zapewnienie poczekalni czy punktu sprzedaży biletów, a zakończenie remontu obiektu planowane jest do końca 2020 roku.
 
 
---
 
 
KOMENTARZ PORTIERA
 
Witamy w Polsce! Oto jedna z ważniejszych miejscowości turystycznych w naszym kraju, która mając pięć (!!!) stacji i przystanków kolejowych nie ma na nich ani jednego czynnego, najskromniejszego choćby budynku dworcowego. I oto są dwa remonty. Jeden sprawny, dynamiczny, radykalny, ale nikt nie wie przez kogo i dla kogo przeprowadzony, a więc na dziś przynajmniej jakby zamieciony pod dywan, i drugi rodem z PRL-u, rozwlekły, zagmatwany, pełen och jakich strasznych trudności i przewidywany na bite pięć lat, to jest o trzy lata dłużej niż trwało wybudowanie w Katowicach od fundamentów po dach dworca w którym zmieścić by się mogły obydwa wiślańskie z przyległościami...


Błagam, niech ktoś mnie obudzi!




 

piątek, 16 października 2015

Ziemia (już nie taka) niczyja

Dziewiątego sierpnia bieżącego roku zwróciłem się w piśmie do Straży Miejskiej o skontrolowanie posesji przy ulicy Jankego 11 w Katowicach ze względu na zagrożenie jakie stanowi dla okolicznych mieszkańców i przechodniów będąc de facto otwartym, niechronionym, nieoświetlonym, zarośniętym i pełnym niebezpieczeństw zarówno ze strony ludzi (pijących alkohol oraz bezdomnych) jak i zwierząt (stado dzików) terenem z tygodnia na tydzień dodatkowo dewastowanym jeszcze przez złodziei złomu.
 
Trzynastego sierpnia kierownik referatu południe SM w Katowicach p. Józef Barański pisał do mnie jak następuje:
 
Opisany w Pańskim e-mailu [...] stan porządkowy powyższej nieruchomości został przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej potwierdzony.
 
Straż Miejska wystąpiła pisemnie do właścicieli nieruchomości zamieszkałych w Krakowie i w Płocku o uporządkowanie terenu nieruchomości z zalegających odpadów komunalnych, zabezpieczenie otwartych studzienek kanalizacyjnych bądź deszczowych oraz zabezpieczenie nieruchomości przed dostępem osób postronnych.
 
Oto przykładowe zdjęcie ogrodzenia od str. ul. Jankego wykonane w sierpniu.
 

Minęło kilka miesięcy i oto co się zmieniło. Po pierwsze teren wokół budynku został wykoszony i oczyszczony, po drugie skradzione skrzydła bocznych bram uzupełniono siatką, zaś po trzecie i najważniejsze resztki przerdzewiałego ogrodzenia usunięto a od kilku dni sukcesywnie otacza się cały obszar betonowym murem.
  
A więc można? Można!
A czy trzeba? Trzeba jak najbardziej!
 
Oto okolica głównej bramy 15 października...
 

...i 23 października (nadal trwają prace w innych rejonach).
 
 
  
 
========================
 
PRZECZYTAJ TAKŻE PIERWSZY WPIS
 
 
 
 
Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.