Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


wtorek, 16 maja 2017

Senior młodszy, czyli gór spłaszczanie

Od pewnego czasu zaprzestałem relacjonowania i szczegółowego opisywania tutaj wszystkich aspektów moich górskich wycieczek, ale to nie oznacza, że zaprzestałem również samego wędrowania. Wręcz przeciwnie, co roku przybywa mi w turystycznym CV od 110 do 180 km, a w 2017 dodatkowo minie już szósta rocznica mojego powrotu na szlaki po paru dziesięcioleciach przerwy. Diametralnie inne są teraz niż w dzieciństwie wszystkie moje doświadczenia, oceny oraz oczekiwania i tylko... jasny gwint, ból kolan pozostaje od zawsze ten sam.
 
Nigdy, ani tutaj, ani wobec ludzi, których znam w realu nie udawałem, że wędrowanie mnie nie męczy. Nigdy nie usiłowałem nikogo przekonywać, że nie robię przerw, nie pocę się, nie jęczę z bólu na ostatnich kilometrach. Tak się składa, że jedną z rzeczy, która najmocniej mnie we współczesnym świecie irytuje jest poprawność polityczna, czyli według mnie – obłuda. Mam swoje lata, swoje słabości, swoją wagę, nie zawsze zgodną z normą i nauczyłem się już, na co mogę a na co nie powinienem się za nic porywać. Nie musisz się ze mną zgodzić, ale jeżeli masz także lat „dzieści” albo „dziesiąt”, problemy ze zdrowiem, słabą kondycję, nie wygrałeś miliona w totka, posiadasz za to o kilka dziurek w pasku za mało albo za dużo, a jednak chciałbyś powędrować w góry, choćby na kilka godzin, podzielę się dziś z Tobą moimi jak zwykle subiektywnymi doświadczeniami z tych wymienionych na wstępie kilkuset kilometrów beskidzkich szlaków.
 
 

 
PRZED PIERWSZĄ WYCIECZKĄ
(poza zakupami - przed ilomaś pierwszymi wycieczkami)
 
-Kup papierową mapę i przewodnik. Absolutnie nie polegaj na elektronice poza tylko sprawnym telefonem i wpisanym doń numerem GOPR-u (985). Nie bierz do ręki map w skali  1:75 000 - dobre były za komuny, kiedy byle sklep spożywczy był tajny. Ideał to skala 1:25 000, ostatecznie 1:40 000.
 
-Zaopatrz się w plecak turystyczny lub wojskowy, choćby najtańszy (polskie z demobilu na Allegro bywają i po 15 zł), ale przenigdy nie używaj toreb ani worków. Ciężar niesiony na plecach odczuwamy jako dużo mniej kłopotliwy od tego, który wisi nam na ramieniu czy tym bardziej w dłoni.
 
-Buty. Słowo klucz. Kup sobie dobre buty. Niżej podpisany w górach i na nizinach wbrew negatywnym opiniom jakich pełno o nich w Sieci dobija od lat desanty, czyli trzewiki wzór 919 MON i kocha je miłością szczerą, ale Ty nie musisz się na nim wzorować. Najważniejsze, to aby but usztywniał kostkę, miał grubą podeszwę i choć częściowo chronił od wody. No i ma być wygodny. Rzecz względna, nieprawdaż? A czy kosztuje 40 czy 400 zł to już tylko kwestia Twoich możliwości. Sugerowałbym jednak nieprzekraczanie 100 - 150 zł jeśli nie kursujesz w góry tydzień w tydzień.
 
-Pomyśl o stuptutach. To takie jakby mankiety chroniące dolną część spodni ponad butami od błota i śniegu. Nie kosztują wiele, ale sporo dają. Aczkolwiek poza zimą i w Beskidach nie są rzeczą absolutnie niezbędną.
 
-Czapeczka. Potrzebujesz jej, choć jeszcze tego nie wiesz. Nieważne, czy nosisz ją w mieście, ale w górach noś. Czapeczkę, chustę, cokolwiek. Uchroni Cię od bólu głowy i spalonej słońcem twarzy.

-Inna odzież. Cóż, co do spodni, do właściwie wystarczy żeby były długie. Sam noszę zwyczajne, najtańsze bojówki firmy MilTec za ok. 60 zł i to którąś już parę i nie narzekam, ale w normalnych warunkach nawet dżinsy dają radę. Koszula powinna być przewiewna, raczej jasna. Najlepiej jest nosić koszulę i podkoszulek pod spodem, bo pozwala to dopasować się do pewnej rozpiętości temperatur. Ważnym aspektem in minus dla t-shirtów solo jest brak osłony szyi przed słońcem. Pozostaje wtedy krem albo zamiast niego lekka koszula z kołnierzykiem, który, gdy mocno przygrzewa, możemy postawić.
 
-Teraz konkretniej. Trasa. Wybierz taką, która Ci uwłacza :) Tak! Coś takiego, co wydaje Ci się żenadą nawet dla przedszkolaka bez lewego sandałka. Jeszcze nie wiesz czy to właśnie Ty nim nie jesteś. Moja propozycja to maksymalnie osiem - dziesięć kilometrów, ale nic się nie stanie, jeśli na początek zrobisz np. tylko pięć lub sześć*.
 
-Wyszukaj propozycję z handicapem w rodzaju wjazdu lub zjazdu kolejką linową albo przynajmniej zaczynającą się dość wysoko. W Beskidzie Śląskiem takim miejscem jest nieźle skomunikowany z Bielskiem czy Wisłą Biały Krzyż, czyli przełęcz Salmopolska** albo Równica***. Kolejki linowe, to przede wszystkim bardzo ulgowa, bo wagonikowa Szyndzielnia, ale też krzesełkowe: Soszów, Stożek, Czantoria, Mała Czantoria oraz Skrzyczne. W Beskidzie Małym świetnym rozwiązaniem na początek jest wyglądająca jak pociąg kolejka na Żar i np. spacer na szczyt Kiczery gwarantujący niebiańskie widoki przy niewielkim wysiłku. Nie wahaj się zacząć od wycieczki będącej tylko „rozpoznaniem terenu” jak ta przed chwilą wymieniona, czyli po prostu spacerem w bliższej lub dalszej okolicy wyciągu i powrotem na dół tą samą drogą.
 
-Szukaj na początek oczywistości, znanych, wydeptanych i pewnych. Dlaczego, zapytasz? Dlatego, żeby realia mogły naprawić to, o czym ewentualnie zapomnisz albo czego nie przewidzisz.
 
-Nie porównuj się z nikim i nie stawiaj sobie wymagań, których możliwości realizacji nie jesteś pewien. Nigdy. Ani na pierwszej ani na sto pierwszej wycieczce. Na sto pierwszej zresztą będzie Ci łatwiej o tyle, że będziesz miał sto różnych punktów odniesienia sam dla siebie.
  
-Przeczytaj rozdział w przewodniku opisujący Twoją drogę. Poszukaj relacji w Internecie. Wczytaj się nie tylko w opisy tego, co ciekawe, ale przede wszystkim tego, co trudne, mylące, źle działające, niepewne i nieoznakowane. Obejrzyj jak największą liczbę zdjęć, żeby zakodować sobie plus minus przynajmniej charakterystyczne punkty na trasie.
 
-Bezwarunkowo zaplanuj rozwiązania alternatywne. W razie kłopotów z komunikacją – inny dojazd lub powrót, w razie problemów z pogodą – wcześniejsze zejście w doliny (gdzie, dokąd), w razie wiedzy o źle oznakowanych lub mylących miejscach – obiekty, które pomogą Ci się zorientować.
 
-Skorzystaj z Google Street View żeby poprzez rady z przewodnika odnaleźć wejście na szlak (ulica, numer domu lub znów – charakterystyczny obiekt – most, pomnik, urząd, sklep)
 
-Upewnij się gdzie są przystanki autobusowe, stacje kolejowe, ew. parkingi. Korzystając z komunikacji zbiorowej pamiętaj, że w miejscowościach górskich powszechne (i głupie, ale na razie nic na to nie poradzimy) jest kursowanie na tej samej trasie autobusów lub busów różnych firm przewozowych. Stąd najlepiej wyszukiwać informacje o rozkładach „zbiorowo” na portalach w rodzaju e-podróżnika lub podobnych, a tylko potwierdzać je potem na stronie konkretnej firmy.
 
 
 
PRZED KAŻDĄ WYCIECZKĄ 
 
-Spakuj się i przygotuj prowiant wieczorem. Zbierz potrzebne informacje o trasie. Jeżeli kupujesz jakieś bilety przez Internet także załatw to przed snem. Sprawdź jeszcze raz odjazdy pociągów i autobusów. Jeżeli jedziesz samochodem bądź pewien, że wszystko z nim OK. Porównaj prognozy pogody z kilku różnych źródeł. Zrezygnuj z wyjazdu jeśli zapowiadają deszcz a zwłaszcza burze. Na rano zostaw tylko zrobienie herbaty, jeśli ją bierzesz.
 
-Wyśpij się dobrze, czyli przynajmniej 6,5 godziny, ale jeżeli zwykle śpisz dłużej, to tyle ile Ci potrzeba.
 
-Wstań wcześniej niż wydaje Ci się, że musisz. Chociażby o kwadrans. Lepiej żebyś się kilka minut nudził niż o minutę gdzieś spóźnił. 
 
-Wstałeś? Wykąp się lub weź prysznic. Obudzisz się do końca i poczujesz rześko. Użyj antyperspirantu.  Szanuj ludzi, którzy będą w tym samym pojeździe co Ty, gdy będziesz wracał.
 
 
  
HAŁ MACZ IS DE FISZ
  
Długo, krótko, wysoko, nisko? Jak to liczyć?
 

-Przede wszystkim zapamiętaj, że w górach poza ilością kilometrów istotne dla określenia stopnia trudności trasy będą jeszcze:
a) różnice wysokości - wiadomo - im większe, tym trudniej
b) stopień ich skumulowania na danym odcinku - różnica "rozciągnięta" boli mniej.
c) naturalność, jeżeli tak można powiedzieć lub zmienność szlaku (do góry, po równym i na dół czy np. kilka razy do góry na przemian z kilka razy na dół) - trasy prościej prowadzone, w sensie góra, równo, dół,  męczą mniej.
 
Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć, że jak wielokrotnie pisałem na tym blogu strony internetowe umożliwiające planowanie tras podają w pewnym sensie zafałszowane wyniki, jeśli pomiędzy danymi punktami obniżamy się i ZNÓW podchodzimy. My męczymy się idąc w górę po raz drugi, w wyliczeniach jest tylko ten pierwszy...
 
Dla osób którym zadedykowałem cały dzisiejszy tekst można uznać, że:
a) do 5 kilometrów - spacery dla poznania terenu
b) od 5 do 10 km - wycieczki łatwe, dobre na początek
c) od 10 do 13 km - wycieczki lekko średnie
d) od 13 do 16 km - wycieczki średnie, męczące
e) od 16 do 20 km - wycieczki trudne, wymagające, męczące
f) powyżej 20 km - wycieczki bardzo trudne - niezalecane, chyba, że ktoś jest SIEBIE pewien
 
Zawsze długość szlaku należy porównywać jeszcze z jego aspektami z punktu pierwszego.

-Kolory szlaków nie oznaczają stopnia trudności. Jeżeli ktoś będzie Ci wmawiał, że jest inaczej prawdopodobnie jak wszyscy wyznawcy tej teorii bierze za wzór szlaki narciarskie****. Bezpodstawnie. Główną zasadą znakowania tras turystycznych jest to, aby kolory się nie stykały. Istnieje też bardzo podręcznikowe zróżnicowanie, nie zawsze jednak przystające do realiów, aby kolorem czerwonym znakować szlaki główne, najważniejsze, niebieskim drugie co do ważności, dalekobieżne, żółtym ścieżki łącznikowe, zielonym doprowadzające do ważnych miejsc, np. punków widokowych, ale też łącznikowe i dojściowe i czarnym tylko dojściowe.
 
-Zmęczenie zabija wrażliwość. Mam w swojej karierze beskidzkiego deptacza setki niezrobionych zdjęć, dziesiątki nienakręconych filmików i ileś tam nieobejrzanych widoków, które pominąłem z pełną świadomością tego co tracę, albowiem byłem wyczerpany. A zatem nie zawsze więcej, znaczy lepiej.
 

 
FOTO SZOPA CZY RACZEJ WILLA?
 
Po górskich szlakach chodzi mnóstwo ludzi obwieszonych bardzo markowym i nie mniej masywnym sprzętem za ciężkie tysiące, po to by potem z pewnością co do koloru każdego piksela walić nim sobie selfiki, ku zazdrości całego schroniska. Pytanie tylko czy aby na pewno jest to konieczne, skoro innym wystarcza na przykład telefon?
 
Uważam, że jeśli nie planujemy niczego poza folderem w komputerze, wydaniem fotoksiążki dla rodziny i znajomych, zrobieniem tradycyjnej wielkości odbitek papierowych albo pokazem slajdów na płycie DVD, to w zupełności a nawet bardziej wystarczy nam sprzęt za kilkadziesiąt złotych. Telefon, tani aparat, a najlepiej coś markowego, ale starszej generacji.
 
Absolutną większość zdjęć w moich galeriach zrobiłem dziesięcioletnim entrylevelowym (cóż za piękne słowo) Canonem A470, który jest ładny, tani, ma doskonałą jakość zdjęć i działa na zwykłych paluszkach. Co nieco robiłem podobnej klasy, choć nowszym stanowczo aparatem Casio, potem innym Canonem, a wreszcie między pomiędzy telefonami Nokii ze słynną N8 na czele.

Markami, których starsze, tanie i kompaktowe modele aparatów niejako z założenia gwarantują dobre zdjęcia są Canon, Olympus i Praktica. W każdym przypadku mówimy o cenach od 35 do 110 zł na wiadomym portalu. Ze starszych telefonów opłaca się zakup wspomnianej Nokii N8. Ma 16 GB własnej pamięci, kręci filmy w HD a 12 megapikselowy aparat z ksenonową lampą i obiektywem Zeissa pozwalają na wszystko. Poza zoomem, czyli optycznym przybliżaniem. Dziś można mieć to cudo za 100 zł.
 
No dobrze,  nie powiem że nie zazdroszczę trochę ludziom, których czubek obiektywu jest na Klimczoku, gdy oni sami dopiero wychodzą z kolejki na Szyndzielni, ale jednak ja następny egzemplarz aparatu w razie czego kupić mogę za plus minus kilkadziesiąt złotych, a oni raczej nie...
 
A to w pewnej sytuacji znaczy więcej niż poczucie dumy z możliwości finansowych.
 

 
KIEDY JECHAĆ? 
 
-Moim zdaniem nie w zimę, ale też nie w lato, a przynajmniej nie wtedy, gdy temperatury przekraczają 25 stopni. Zima sprawia, że każdy szlak jest trudniejszy do pokonania i łatwiejszy do pogubienia, zaś upały powodują, że tak jak normalnie czujemy się po dziesięciu kilometrach, tak wówczas czujemy się po dwóch. Szkoda zdrowia. W górach, o czym wszyscy wiedzą, najpiękniejsza jest jesień, ale nie przesadzajmy. Po prostu powinno być ciepło lub chłodno, ale nie gorąco lub zimno. I to jest sedno. Zwracajmy również uwagę na deszcze. Lepiej dwa razy niepotrzebnie zrezygnować niż się w to wpakować. Raz, że deszcz w górach grozi nam wypadkiem lub (bynajmniej tego nie porównuję!) przeziębieniem, dwa, że jazda w pociągu czy autobusie w mokrych ciuchach może narazić nas na niemiłe uwagi, ponieważ, Państwo wybaczą, mokre ubrania śmierdzą i nie ma co się tu silić na bardziej dyplomatyczne określenia.
 
-Jeżeli masz możliwość jazdy w „czarnym” tygodniu zawsze z niej korzystaj. O wiele lepiej działa wtedy komunikacja, czynne są wszystkie możliwe sklepy i kioski, a przecież last but not least nawet podczas wakacji na szlakach jest wówczas spokojniej niż w weekendy. Ideałem jest lekko zachmurzony poniedziałek około siódmej rano. Niżej podpisany na popularnej jak frytki z ketchupem trasie Wapienica – Błotny – Brenna spotkał wtedy pierwszego człowieka dopiero ok. 11.
 
-Jeśli jesteś pewien połączeń kolejowych czy autobusowych albo sam jesteś zmotoryzowany czy też z innych powodów jest to dla Ciebie jedyna opcja, nic nie stoi na przeszkodzie by wędrować w soboty czy niedziele, aczkolwiek o samotność i święty spokój wtedy trudniej.
 
-Niezależnie od dnia w którym wyruszasz zorganizuj sobie wszystko tak, aby na szlaku być jak najwcześniej. Daje Ci to czas na długie przerwy, na podziwianie widoków, na zjedzenie obiadu oraz wszystko to, co nieprzewidziane z zabłądzeniem włącznie (każdy gdzieś kiedyś zabłądzi, nawet z mapą  i na prostej drodze). Moim zdaniem najlepiej jest zaczynać marsz około siódmej, aczkolwiek, jeśli da się wcześniej, można i wcześniej, zwłaszcza w lato. Pamiętaj, że wtedy, kiedy Ty będziesz już wysoko, inni dopiero będą się budzić.  
 
 
 
CO W PLECAKU? 
 
O tym piszą we wszystkich chyba  przewodnikach i poradnikach, więc nie robiąc autorom konkurencji powiem Ci tylko, co ja noszę w swoim.
 
-peleryna lub foliowy płaszcz przeciwdeszczowy
-nóż
-sweter lub bluza (najczęściej zdjęte z siebie po wyjściu z pociągu, czasem razem z kurtką)
-mydło w płynie i mały ręcznik
-papier toaletowy i paczka chusteczek higienicznych
-woda mineralna (do picia i mycia jednocześnie – zależnie od okoliczności)
-mapa i przewodnik
-koszulka na zmianę
-dezodorant
-mała apteczka lub przynajmniej leki przeciwbólowe i jakiś plaster z gazą jako minimum.
-prowiant
-coś słodkiego (czekolada, cukierki, wafelki itp.)
-długopis
-ładowarka do telefonu
-zapasowe baterie do aparatu
-zależnie od temperatury termos z mocną herbatą lub napój izotoniczny
-aparat fotograficzny
 
Ile picia i jedzenia?
Dużo i mało.
 
Dla przykładu na swoich samotnych dłuższych trasach (powyżej 16 km) zdarzało mi się nosić i 3 litry mineralnej plus coś jeszcze, ale to było ekstremum. Powiedzmy, że półtora litra plus termos albo izotonik (sok, oranżada, napój - jak lubisz) wystarczą. Nigdy przenigdy nie bierzemy w góry alkoholu!
 
Jedzenie. Powinno być albo klasyczno turystyczne w stylu pieczywo plus sucha kiełbasa lub konserwa mięsna (nic poniżej Krakusa) lub po prostu w formie gotowych kanapek. Niżej podpisany lubiąc zjeść na nizinach sporo, w góry bierze jednak ze sobą raczej skromne porcje w rodzaju np. dwóch kawałków myśliwskiej i dwóch kajzerek lub tychże dwóch kajzerek jako kanapek. I już. Razem z czymś słodkim to porcja w sam raz nawet na długą trasę.
 
 
 
JAK IŚĆ ŻEBY DOJŚĆ? 
 
Powoli. Właśnie po to zaczynamy wcześnie i po to idziemy nie za daleko.
 
Nie sugeruj się tym ile osób Cię mija i z jakimi minami. Nie stresuj się tabliczkami z czasami przejść. To jest tylko informacja. Nawet ten zdrowy i młody po iluś godzinach i kilometrach a zwłaszcza po przesiadce na inny kolor nie wpasuje się w te normy, bo po prostu musiałby najpierw odzyskać siły jakie miał na starcie. A Ty idziesz NA WYCIECZKĘ, nie na wyścigi. 
 
Podchodząc pod górę przystawaj dla złapania oddechu. Jeżeli Cię to krępuje - rób zdjęcia, pij, szukaj czegoś, pogryzaj krakersy, ale przystawaj. Co jakiś czas na całej trasie rób przerwy po przynajmniej 5 minut, a raz na wycieczkę przerwę prawdziwą – około trzydziestominutową.  
 
Nie pędź. Niczego nie przyspieszysz. Poza zmęczeniem. Jeżeli masz przed sobą 10 kilometrów, to uwierz mi, sprawdzałem, szybko czy wolno nadal jest ich tyle samo. Przyspieszanie, bo to, "aby do szczytu”, a potem „żeby już być na dole” sprawi, że tu lub tu, ale na dole, to jest na chodniku dokładnie znajdzie się Twoja twarz.  Ze zmęczenia.
A zatem powtarzam – festina lente.
 
 
Staraj się nie jeść przed lub podczas podejścia. Jeśli musisz, zjedz lepiej kilka kostek czekolady albo zacznij dzień śniadaniem jeszcze w domu, ale na szlaku posiłek, nawet kanapkowy zostaw sobie na szczyt lub chwilę przed nim. Po jedzeniu zawsze ciężej się idzie. Dotyczy to także picia, choć tu zdania są podzielone. Na pewno rzecz nie w tym by się odwodnić, ale w tym, że wywalona, zwłaszcza podczas upału „na eks” litrowa mineralna doda nam drugi plecak w postaci rozdętego brzucha, a pomoże tyle co nic. Można za to wzorem Arabów napić się gdy nam gorąco… także gorącej i słodkiej mocnej herbaty. Nie wierzyłem dopóki nie spróbowałem, ale to naprawdę działa. Polecam nieodmiennie Jonesa, bo to jakość, smak i zapach na pięć gwiazdek, a do tego dość niska cena (wersja klasyczna po 7,60 zł za 50 torebek). 
 
Przy zejściu kwestia jedzenia (jako przeszkody) ma mniejsze, a picia już żadne znaczenie. Najważniejsze jest to, by się nomen omen hamować. Iść świadomie. A zatem także robiąc przerwy mniejsze i większe, żeby tylko nie lecieć na dół całym ciężarem ryzykując przy okazji skręcenie albo coś gorszego. Fachowcy twierdzą, że powinno się schodzić zakosami na podgiętych nogach, ale konia z rzędem temu, kto tak schodzącego napotkał. Sam z przyczyn ideologicznych :) nie używam kijków, ale na zejściu faktycznie mogą się przydawać. Można kupić. Albo w razie ich braku zorganizować sobie w lesie tradycyjny kostur z byle gałęzi. Przydatny zresztą także na podejściach.
 


PRAWDZIWEGO TURYSTĘ POZNAJE SIĘ PO TYM JAK KOŃCZY
 
Dotarłeś do celu? Wspaniale. O ile nie jesteś nad miarę spóźniony, nie musisz gonić ostatniego w tym tygodniu autobusu albo nie okazało się, że pomyliłeś miejscowości, daj sobie teraz chwilkę luzu. Zresztą, jeśli mam być szczery w tych wymienionych na wstępie przypadkach też to zrób. Usiądź, odpocznij kilka minut. Wyrzuć śmieci do kubła, bo przecież grzecznie zbierałeś je po sobie całą drogę, prawda?
 
Umyj się. 
 
Jak chcesz i jak możesz. Nad rzeką o ile jest czysta, w łazience jakiegoś lokalu jeśli masz potrzebę zachowania pewnej klasy albo jak ja - na ostatnich metrach szlaku zanim wkroczy na asfalt. Mineralną na przykład, jeśli Ci została, a nie masz w okolicy akurat niczego innego.
 
Umyj twarz, zmień koszulkę. przetrzyj buty, użyj dezodorantu. Schowaj aparat lub kamerę, zdejmij stuptuty lub odwiń nogawki. Wracasz do świata. Uszanuj to.
 


HOŁM, SŁIT HOŁM
 
Wróciłeś do domu? No to fru do wanny!
Wykąp się. Bezwarunkowo. Długo i nie licząc się z cenami za metr sześcienny. Kąpiel ma zbawienny wpływ na wszystkie obtarcia, lekkie poparzenia słoneczne a przede wszystkim rozluźnia i pozwala łatwiej zasnąć po ciężkim dniu.
 
Nic nie stoi na przeszkodzie żeby potem coś zjeść. Może tylko daruj sobie dokładkę :)
 
Jeżeli bolą Cię kolana albo plecy, jeżeli pobolewa głowa, generalnie jeśli coś jest nie tak jak powinno połknij po posiłku tabletkę Polopiryny S (jeśli nie jesteś jak ja eurosceptykiem, albo po prostu lubisz zaszpanować kasą, weź Aspirynę od Baeyera).
 
Dobrej nocy
 
Zaręczam Ci, że już jutro pomyślisz o tym, gdzie następnym razem...
 
 
 
 
 
---------------
 
 
* - Świetną małą a pełną trasą na pierwszy raz i zakochanie się w górach jest spacer z Radziechów na Matyskę.
** - Dość łatwe stamtąd są wszystkie trasy do Brennej przez Stary Groń.
*** - Polecam bardzo spokojną a jednocześnie widokową trasę z Równicy niebieskim do przełęczy Beskidek i potem zielonym do Ustronia Polany.
**** - Oznaczenia szlaków narciarskich od 2011 roku - czarny - bardzo trudny, czerwony - trudny, niebieski - łatwy.
 
 
---------------
 
 
Wszystkie zdjęcia w tekście są mojego autorstwa.

2 komentarze:

  1. Jak zwykle świetny tekst. Zgadzam się w 99%. Ten 1% różnicy to taki, że następne wycieczki planuję już po drodze jak podziwiam okoliczne szczyty. Wycieczki w tygodniu to fajna sprawa jednak większość ludzi nie ma wielu takich okazji z uwagi na pracę jednak faktycznie jest wtedy o wiele spokojniej na szlakach. Byłem w piątek 5 maja i ruszając z Rycerki przez Bendoszkę i Przegibek pierwszego turystę spotkałem dopiero koło godziny drogi przed Wielką Raczą! Na Bendoszce nikogo to samo na Przegibku. Na Wielkiej Raczy 2 osoby w schronisku a na szczycie byłem sam! To jest luksus. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Zgoda, ja też często planuję już na trasie gdzie być może zerknę następnym razem (chociaż potem, czołgając się po południu na pociąg powtarzam, że już nigdy, nigdy nie wrócę w góry), ale tutaj napisałem chyba bardziej o tym co ważne, bo planowanie, to raczej taka opcja tylko. Bez wiedzy, co, gdzie i skąd, mało użyteczna. A kto tam na szlaku, męcząc się żeby dojść DZIŚ, rozkłada przewodniki żeby planować co zrobi ZA MIESIĄC? :))

      A post jako całość miał być w zamyśle takim (prawie że) kompendium wiedzy dla osób podobnych autorowi - nie za młodych, nie za bogatych, nie za sprawnych, a jednak kochających albo pragnących pokochac góry.

      Albo chociaż tylko zerknąć, co to takiego inni w nich widzą.

      Nie za wiele jest takich porad w Sieci, a potem bywa tak jak ze mną na drugiej wycieczce - mało nie padłem na podejściu żółtym z Wapienicy, bo nie miałem żadnej wiedzy (w tym z pierwszej trasy, którą zaczynałem z kolejki) JAK IŚĆ ŻEBY DOJŚĆ.

      Pozdrowienia

      PS. Jeszcze dziś będzie na YT filmik z mojej najnowszej wycieczki w niedzielę .

      Usuń

Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.