Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


czwartek, 22 maja 2014

Spacerkiem przez Ligotę i Panewniki

Katowice w świadomości większości chyba Polaków są, zależnie od wieku, albo wciąż jeszcze miastem przemysłowym z dymiącymi kominami i charakterystycznymi sylwetkami kopalnianych maszyn wyciągowych albo też (dla nieco młodszych) zbiorowiskiem szarych betonowych osiedli i zadymionych spalinami skrzyżowań. I wiele mogliby o nich powiedzieć, ale na pewno nie to, że są ładne. Dlaczego? Dlatego, że lubimy myśleć stereotypowo. Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że w naszym mieście zostały jeszcze ślady dawnego i w wielkim rozmachem tu działającego przemysłu oraz że poprzerastane jest ono betonem i asfaltem nie zawsze tam, gdzie byśmy tego chcieli, nadal jednak ma urok, tajemnice i miejsca piękne zupełnie niemiejsko. Ale by tam dotrzeć nie należy szukać szlaków, trzeba chcieć i umieć wytyczać je sobie samemu...
===
Oto relacja z niedzielnego spaceru autora tego bloga w towarzystwie specjalistki od zakamarków Ligoty i Panewnik a zarazem blogowej sąsiadki - Agaty oraz znanego już ogółowi Internetu świstaka Alojzego, którego przyciągnęły posiadane przez wyżej wymienioną biedronkowe żelki...

Ulica Kijowska. Za plecami i prosto - ulica Medyków, w poprzek - Panewnicka.
Zdjęcie z 16 maja 2014.

Startujemy ze skrzyżowania Panewnicka - Medyków. Można powiedzieć, że to centrum Panewnik, choć przystanki autobusowe w tym miejscu opisane są jako Ligota Medyków i to niezależnie od kierunku. Dojazd z Katowic np. autobusem 48 lub 12 (z dworca PKP) z Dąbrówki Małej przez Bogucice linią 657, z Chorzowa 48, z Mysłowic 292, a z Sosnowca 154. Tu wysiąść powinni zarówno ci, którzy udają się w stronę budynków Zakładów Teorii Medycyny Śląskiego Uniwersytetu Medycznego jak i ogromnego kompleksu szpitalnego SUM*, ale także i ci, którzy zamierzają zwiedzić słynną panewnicką bazylikę i Kalwarię (co my akurat mamy już za sobą).
Dziś pora na spacerowycieczkę własnego pomysłu. Z Panewnik przez Kokociniec do Ligoty. Ruszamy!

Schodząc Kijowską mijamy drugą obok Ślepiotki słynną okoliczną rzeczkę -  Kłodnicę, (tu w prawo alternatywne, bardzo rzadko używane wejście na teren Kalwarii - polecam!) a zaraz za nią po lewej szlak spacerowy oprowadzający po terenach dawnej huty Ida, która istniała tu do końca XIX wieku. Mimo interesujących mapek i informacji jakie znaleźć można na zamontowanej przy ścieżce tablicy amatorzy sensacji nieco się zawiodą. Po hucie niewiele dziś pozostało poza lochami nie do końca skutecznie jak na razie zbadanymi przez płetwonurków. Trasę zaś traktować można bardziej jako typową spacerowo leśną, co wcale nie znaczy, że mniej ciekawą i przyjemną dla oka. Idąc nią dojdziemy do ulicy Kruczej lub też skręcając przed nią w stronę osiedla Kokociniec zawrócimy, aby podziwiając przy okazji ciekawe i szczegółowo opisane (sic!) rośliny małe i duże dojść znów do Kijowskiej obok budynku nadleśnictwa.
Vis a vis niego - po drugiej stronie ulicy przez dziesiątki lat istniała firma PEMUG (Przedsiębiorstwo Montażu Urządzeń Górniczych), której część przejął obecny inwestor powstającego tu Osiedla Franciszkańskiego. Przez chwilę jeszcze oglądać można to miejsce jako pełne swoistego uroku "dzikie pola" z opuszczonymi budynkami dawnej dyrekcji i łaźni w tle. Tuż obok rozrasta się już jednak z każdym dniem budowa i lada moment dostęp będzie zapewne utrudniony. 
  
 Teren dawnego PEMUG-u.
Zaczątek Osiedla Franciszkańskiego.
Przed nami kolejny mostek. Rzeczka poniżej zwie się podobnie jak osiedle znajdujące tuż za nią po lewej Kokocińcem i łączy się z Kłodnicą kilkaset metrów dalej, tuż przed ulicą Kruczą. Osiedle Kokociniec zaś powstało z początkiem lat 80 XX wieku (przy budowie szkoły znajdującej się w jego centrum pracował również mój ojciec) i według planów przeznaczone być miało głównie dla pracowników kopalni "Śląsk". Dużo wcześniej jednak, już w drugiej połowie XIX wieku istniała tu kolonia o tej samej nazwie założona dla pracowników huty Ida.
Jako ciekawostkę dodam, że niektórzy, zwłaszcza starsi mieszkańcy Ligoty i Panewnik z przyległościami używają czasem wobec Kokocińca zamiennej nazwy Szadok kojarzącej mi się nieodmiennie z genialno absurdalną francuską kreskówką "Les Shadoks et le big blank".
Rzeczka i osiedle Kokociniec.

Plus minus 150 metrów za mostem odbija z Kijowskiej w prawo biegnąca w stronę kompleksu biznesowego Ligota Park ulica Stanisława Hadyny i w nią właśnie dziś skręcamy, aby poznać jeden z kto wie czy nie najbardziej tajemniczych zakątków w okolicy...    
  
 Ulica Stanisława Hadyny łącząca Ligotę i Kokociniec.

Mając po lewej gęsty las, a po prawej raz to zarośla, raz znów połacie łąk idziemy cichą i bezludną drogą napotykając co rusz inne ciekawe miejsca. Najpierw klimatyczne ruiny nie wiadomo do końca - dawnych garaży, pawilonu czy może nieskończonego budynku mieszkalnego, niedługo za nim domek jak go sobie nazwałem Fizi Pończoszanki (Pippi Langstrumpf) i wreszcie niewiarygodne, gdy się wie, że to jednak Katowice, stadko pasących się na leśnej polanie koni...
Willa Śmiesznotka. Tu na pewno mieszka Fizia ;)
 
 
 Konie na leśnej polanie. Kto uwierzy, że jesteśmy o kwadrans od centrum ? :))
Wypstrykujemy w tym miejscu po kilkanaście zdjęć zadziwieni urodą tego obrazka i wąską alejką poprzez ogródki działkowe ruszamy dalej odbijając na chwilę od głównej drogi do torów kolejowych. Tu także można zobaczyć ciekawe rzeczy. 
Chyba jakąś polską tradycją stało się już budowanie na działkach obiektów, którym stanowczo bliżej architektonicznie do prawdziwych domów niż do typowej "lauby" czyli po śląsku - budki na narzędzia i miejsca na zjedzenie posiłku podczas pracy. Różne bywają tego efekty, raz intrygujące uroczym, acz zminiaturyzowanym stylem willi, raz doprowadzające do wybuchów śmiechu swoją tandetnością i przerysowaniem. Gdzieś pomiędzy nimi kryją się także wstydliwie talenty artystyczne ich właścicieli. Oto na przykład, proszę, Epoka Lodowcowa w pełnej krasie. Ładne? No pewnie, że tak!
Scrat wypatrujący żołędzia.

Po przyjrzeniu się przejeżdżającym pociągom (chyba rzadko który dorosły robi to "z premedytacją"!) wracamy do ulicy i kierujemy się nią w stronę dawnego kina Bajka w Ligocie (późniejsza wypożyczalnia kaset Limbo) zmieniając jednak po kilku chwilach trasę na bardziej jak nam się wydaje oryginalną, czyli wiodącą "za plecami" Osiedla Książęcego. Wcześniej jeszcze odkrywamy wśród zarośli ponury opuszczony budynek i jemu również poświęcamy kilka minut.
Industrial Light and Magic, czyli Ligota Park, elektrowóz i jakże urokliwa zieleń.
Freddy Krueger is back!
A więc Osiedle Książęce. Dość znane i obśmiane zarazem miejsce w naszym mieście. Średnio atrakcyjne, upstrzone nie wiedzieć po co tysiącami drewnianych tyczek bloki wybudowane niedawno na terenie dawnej bazy Energomontażu Południe. Miejsce zamieszkane, aczkolwiek częściowo tylko i raczej nie mające dobrej renomy, między innymi ze względu na lokalizację i zaszłości poprzemysłowe (o tym już dzisiaj było, prawda?). O ile jednak od strony ulicy Piotrowickiej i wiaduktu kolejowego wygląda to wszystko tutaj naprawdę dość średnio, o tyle "od zaplecza" może się nawet podobać i nasuwa mi pewne luźne skojarzenia z powstałym w latach 70 osiedlem przy ulicach Gromadzkiej i Wietnamskiej. Wrażenie ciasnoty jednak pozostaje. Agata słusznie zauważyła w tym miejscu, że bardziej przypomina ono jakiś kombinat niż osiedle mieszkaniowe...
"[...] te biurka się ciągną aż hen po widnokrąg
zasypiam w szufladzie dokładnie wskazanej"
- Republika - "Kombinat"

Za to po drugiej stronie - zieleń. Łagodnie opadająca łąka po raz któryś dziś sprawiająca wrażenie niemożliwej wręcz w Katowicach. Ale jest, jest i cieszy. Najbardziej świstaka, który oczywiście zaraz wyrywa się, żeby po niej pohasać...
Alojzy oddany w dobre (bo pełne żelek) ręce.
Zielone wzgórza nad... Kłodnicą :))

Niestety niewielka jest nadzieja, że tereny, które mijamy utrzymają się w takim stanie długo. Wystarczy spojrzeć na osiedle z dali i przyjrzeć się skrzyżowaniu godnemu filmów Stanisława Barei, by wiedzieć, że developerzy naturze nie odpuszczą...

 Ile czasu minie nim i tu staną kolejne bloki?

Skrzyżowanie im. Stanisława Barei (według mnie przynajmniej) 

Dochodzimy do ulicy Książęcej i nią do Piotrowickiej, obok wspomnianego już tutaj dawnego kina "Bajka". Za nim mieściła się niegdyś baza CPN (Centrala Produktów Naftowych - obecnie Orlen) z której przez nieistniejące wtedy jeszcze rzecz jasna osiedle przetaczano każdego dnia wagony -cysterny. Niżej podpisany nieraz ziewał w autobusie czekając na przejazd takiego pociągu. Dziś już mało kto o tym pamięta, choć gwoli ścisłości dodać należy, że Orlen działa na tym terenie nadal. Tylko po torach śladu już nie ma.

Nasz spacer pomału dobiega końca. Wracamy Piotrowicką w stronę centrum Ligoty mijając najsłynniejszą i jedną z bodajże trzech tylko w okolicy piekarń jakie pozostały z czasów dawno minionych. To Bittmann - firma nie najstarsza może (rok założenia 1966), ale niewątpliwie wysoko ceniona. Moja babcia, a ona, prawdziwa Ślązaczka z krwi i kości wiedziała z pewnością co mówi, zawsze w sobotę i przed świętami szła odstać swoje w długaśnej kolejce, bo "takigo chlyba jak łod Bittmanna ni ma nikaj!

Mawiało się też w rodzinie, skoro już jesteśmy w temacie pieczywa i okolic, że dwa największe nieszczęścia mężczyzny to "chlyb z giganta i baba z Sosnowca". Gigant to oczywiście ówczesne piekarnie Społem, a dzisiejsze np. przymarketowe, zaś babę z drugiego członu powiedzonka tu rozumieć należy jako żonę.

Po drugiej stronie ulicy dla uspokojenia emocji znów zieleń. I to jaka! Proszę tylko spojrzeć!

Ligota. Vis a vis piekarni Bittmann.

Centrum Katowic, czy raczej drogę do niego mamy teraz za sobą. Po prawej stronie, tuż przed skrzyżowaniem Piotrowicka - Franciszkańska, znów wspomnienie, mieścił się (dla mnie) od zawsze zakład fotograficzny Foto Dana. Zniknął zupełnie niedawno. Teraz działa tu firma zajmująca się odzyskiwaniem danych...
Ale pewnych obrazów odzyskać nie potrafi nikt. Dlatego warto chodzić na spacery. Te zupełnie małe i te ciut większe. Przyglądać się, fotografować, cieszyć dniem dzisiejszym jaki by nie był. Chwytać chwilę.
Do zobaczenia!

Ważniejsze miejsca na i obok trasy naszego spaceru po Panewnikach i Ligocie.

1. Bazylika Franciszkanów i Kalwaria z kopią groty z Lourdes.
2. Śląski Uniwersytet Medyczny (uczelnia, szpitale).
3. Ścieżka spacerowa na terenie XIX wiecznej huty Ida.
4. Osiedle Franciszkańskie (w budowie)
5. Domek Fizi Pończoszanki.
6. Stadko koni "z wolnego wybiegu".
7. Dom Freddy'ego Kruegera.
8. Osiedle Książęce.
9. Dawne kino "Bajka".
10. Piekarnia Bittmann.
11. Dawny zakład fotograficzny "Foto Dana"




=================


* - Dojeżdżający autobusami linii 12, 154 i 292 do szpitali oraz uniwersytetu mogą jechać przystanek dalej i wysiąść na ulicy Medyków. Nie dotyczy to linii 48 z Katowic i Chorzowa, ani 657 z Dąbrówki czy Starych Panewnik! 

6 komentarzy:

  1. Okom nie wierzyć. Ola Boga, toć to nie górki ani pagórki, ale zwykła dzielnica z asfaltem. No no no. Sąsiedzie, jeszcze nie raz nas zaskoczysz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać zmiana dilera się opłaciła :DDD

      Usuń
    2. Nie odstraszaj turystów, bo teraz rzecz w tym, żeby tłumy rozgorączkowanych poszukiwaczy przygód zaczęły nas naśladować w tych okołodomowych peregrynacjach ;)

      Usuń
  2. "Ale pewnych obrazów odzyskać nie potrafi nikt. Dlatego warto chodzić na spacery. Te zupełnie małe i te ciut większe. Przyglądać się, fotografować, cieszyć dniem dzisiejszym jaki by nie był. Chwytać chwilę."

    Otóż to Portierze! Warto chodzić na spacery aby nie tylko uchwycić przemijające chwile, z których składa się życie, ale też po to, by poprawić kondycję i jak najdłużej zachować zdrowie. :D

    To ostatnie zdanie z opisu Twojego z Agatą spaceru po Ligocie i Panewnikach to już jest zupełny bestseler. Właśnie za takie myślenie masz u mnie plus jakiego nie ma nikt u nikogo.

    Pozdrawiam i Ciebie i Agatę bardzo serdecznie. :D

    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Nogi bolą, wrażenia pozostają. Zupełnie jak w górach. No gdzie ja bym uwierzył, że w Katowicach są jakieś stada "dzikich" koni? :))
      A tu się okazuje są, o kwadrans od mojego domu...

      Szok :))

      Usuń
  3. Agata pozdrawia Karolę :) Coś dawno Cię nie było, ale fajnie, że od czasu do czasu zaglądasz :) A co do spacerów, przekonać Portiera do asfaltowych nizin to niezły wyczyn :P Pozdrawiam !!!

    OdpowiedzUsuń

Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.