Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


piątek, 18 lutego 2011

Czy Lucyna to dziewczyna

Śluz-ba zdrowia po raz drugi, ale inaczej.

Podobnie jak w odcinku pierwszym badanie jakieś tam jakieś, a do tego inna przychodnia, czas i miejsce. Tutaj wszystko na medal. Nie ma się do czego przyczepić. Raz dwa i po sprawie.
Sprawa prawdziwa zaczyna się dwa dni później.

Jak wiadomo wyniki badań najczęściej otrzymujemy w dwóch egzemplarzach. Tak było i w moim przypadku. Poczytałem i wrzuciłem papierki do teczki. W trakcie wizyty u lekarza prowadzącego tradycyjnie jedną z kopii oddałem celem dołączenia do mojej kartoteki. Wracam do domu, wyjmuję swój egzemplarz z zamiarem ulokowania w odpowiednim miejscu domowego archiwum i nagle co widzę?
Jestem zdrowy!
Absolutnie.

Co się stało? Cud? Halucynacje? Pomyłka? A jeśli tak, to czyja? Moja czy lekarza? Przecież pamiętam co czytałem… Przecież wiem co mi dolega… Przecież…

Spoglądam jeszcze raz. Jakby nie patrzeć zdrów jak ryba!

Przy następnej wizycie proszę o umożliwienie mi skserowania oddanego wcześniej wyniku argumentując to rzekomym zagubieniem swojej kopii. Staję na korytarzu i porównuję.

Nie, jednak nie miałem zwidów, nie utraciłem umiejętności czytania ze zrozumieniem ani też nie ozdrowiałem nagle od ciepłego spojrzenia pani rejestratorki. Mam po prostu dwa wyniki z tego samego badania i dnia z całkowicie odmiennym opisem. Obydwa oczywiście pięknie przypięczętowane i podpisane. 

Wersja lajt i wersja hard. Można dobierać sobie zależnie od kondycji psychicznej albo może zasobności portfela przed wejściem do apteki.

Przypominam sobie samo badanie i nagle dociera do mnie co się stało. Proszę posłuchać.
Lekarz dla wygody ma przygotowany w komputerze „wynik idealny” do którego wystarczy wpisać dane pacjenta i kliknąć „drukuj”. Jest tam dosłownie wszystko, co w takim badaniu być powinno i to w wersji „optymistycznej”. Do tego pan doktor dopisuje tylko na zasadzie „zaznacz i zamień” ewentualne kwestie in minus. Proste i szybkie, prawda?
Nie jestem pewien czy tak być powinno, ale zostawmy to.

I teraz co?

Mój prawdziwy wynik to ten ciut gorszy, będący owocem badania, zaś dokument drugi powstał przez wydrukowanie omyłkowo samego szablonu wzbogaconego tylko o moje dane osobowe wpisane na początku (zapewne doktor po wydrukowaniu kliknął cofnij o jeden raz za mało).

Takie nic, powie ktoś. Człowiek  nowoczesny to i sobie wymyślił patent. Może i tak, ale proszę spojrzeć jaki w tym tkwi potencjał…

„Zapalenie płuc/ układ oddechowy bez zmian chorobowych”
„Kończyna lewa górna do amputacji/ albo prawa/albo dolna/ albo nie”

I wersja super hard

„Zdrowy/ stwierdzono zgon”

Trochę muszę przyznać wkurzające/ śmieszne /głupie/ zabawne/ żenujące/ pomysłowe

Do widzenia
Witam serdecznie

8 komentarzy:

  1. Rane boskie, ale żeś mię teraz nastraszył!

    Człowiek robi badania, odbiera wynik i przekonany, że jest zdrów jak ryba, idzie do lekarza, a doktór mu serwuje piguły, zabiegi i inne cuda uświadamiając, że jest umierający...

    Cała nasza służba zdrowia nadaje się do leczenia. Albo od razu amputacji. A już najbardziej mnie krew zalewa, jak "specjaliści" różnej maści pierdolą głupoty, żeby stawiać na profilaktykę, chodzić się badac na wszystkie strony, a człowiek sobie to potem weźmie do serca, leci do lekarza pierwszego kontaktu prosić o skierowanie i słyszy: "A po co pani skierowanie? Źle się pani czuje? Coś pani dolega? Nie? No to po co?". Albo jest zapisywany na badanie za kwartał, albo dwa.
    Czytałam, że amerykańscy studenci medycyny przyjeżdżają do Polski podziwiać raka szyjki macicy w zaawansowanym stadium, bo u nich się to już nie zdarza...

    Dużo zdrowia Ci życzę, Portierku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, co mi wydrukują po sanatorium, muszę ich przypilnować ;)) lektura może być pasjonująca jak kryminał ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  3. DużeKa: O widzisz, zgadzam się z Tobą w pełni. "A po co Panu skierowanie" zapytał mnie lekarz gdy po 10 latach pozorowania badań okresowych poprosiłem wreszcie o skierowanie na normalne prześwietlenie płuc. A za życzenia bardzo dziękuję, przydadzą się. Wszystkiego dobrego i Tobie.

    Doro: Nie ma co się nastawiać na nie, ale dobrze jest po prostu czasem sprawdzić jak działa świat wokół nas. Tak dla pewności. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzka beztroska (głupota) nie zna granic ni kordonów. A maszyna jeszcze nie nauczyła się myśleć za debila.
    Z dzieciństwa pamiętam w pobliskiej aptece przedwojennego (tak, tak) magistra farmacji, który z największą starannością czytał recepty i wydawał leki. Niektórych to denerwowało (bo przedłużało czekanie), a on z powagą tłumaczył, że jego pomyłka mogłaby komuś bardzo zaszkodzić, dlarego nie może się pomylić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anna S. Mam taką zasadę, że niezależnie od tego czy jest się kosmonautą czy zamiataczem liści trzeba swoje obowiązki wykonywać co najmniej poprawnie. Albo z nich zrezygnować.

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  6. A no to zabawne i po co Kolega tak się dopominał o wersję hard? Trza było z ta lepsza żyć! A tak a propos gotowców tow właśnie moje lightopwe czytam z przymrużeniem oka,ze niby to i jeszcze tamto i owamto mam ok, b oto tylko gotowiec,a czy doktór obejrzał wszystko to się okaże z czasem. Lece poczytać wstecz:), nie wspak:) pozdrawiam, kunegunda

    OdpowiedzUsuń

Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.