Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


wtorek, 3 czerwca 2014

25 lat Wolnej Polski

 Fragment kalendarium roku 1989 z czasopisma "Na przełaj"
---
Pierwszą myślą i pierwszym zarazem skojarzeniem z rocznicą, którą jutro będziemy obchodzić jest dla mnie Gazeta Wyborcza – dziennik, który początkowo ukazywać się miał tylko do wyborów*, a okazał się czymś nad wyraz trwałym i stabilnym na polskim rynku prasowym i nie tylko. Ze zdziwieniem niejakim uświadomiłem sobie a raczej zwyczajnie - przypomniałem, że począwszy od któregoś z pierwszych numerów kupowałem ją codziennie plus minus do 1993 roku. Mało tego! Zbierałem co ciekawsze artykuły i wyklejałem nimi kolejne zeszyty zatytułowane nieco pretensjonalnie „O tym jak Polaczki wypruły z komuny flaczki”.

Czy to znaczy, że w pełni identyfikowałem się z zawartością tegoż wydawnictwa? Nie do końca. Najkrócej rzecz ujmując GW była dla mnie przez długi czas ucieleśnieniem zjednoczonej opozycji antykomunistycznej, czyli w gruncie rzeczy czegoś, co nigdy naprawdę nie zaistniało. Ale była też novum, czymś wręcz rewolucyjnym pośród zatęchłych dzienników ogólnopolskich i niepewnych każdego słowa regionalnych. Summa summarum zresztą sama Solidarność, sam ruch antykomunistyczny z drugiej połowy lat osiemdziesiątych wpasował się idealnie w moją ówczesną (czy tylko?) potrzebę buntu wobec świata zastanego. Był moim prywatnym Jarocinem, jeżeli mogę użyć tego porównania, a przynajmniej tak oddziaływał na mój światopogląd polityczny jak właśnie festiwal w Jarocinie na gusta muzyczne moich koleżanek i kolegów.
 
 Bardzo trafna karykatura komunistycznego rozumienia pluralizmu.
Obrazek z "Na przełaj".

Ale początek mojego przebudzenia politycznego datuje się na jesień 1988 roku i pamiętne spotkanie Miodowicz – Wałęsa. Do tego czasu może komunistów nie kochałem, ale też jednak nadal nie wierzyłem i nie miałem zaufania do opozycji, której obraz wynosiłem stety - niestety z oficjalnych mediów. Głupi, niezaradny, niszczycielski i wrogi Polsce Lech Wałęsa okazał się jednak podczas dyskusji telewizyjnej politykiem nowoczesnym, dynamicznym, pewnym siebie, trafnie dobierającym argumenty i zwyczajnie po ludzku sympatycznym, bo wcale nie planującym jak to mu i jego ludziom zarzucano wieszania komunistów na latarniach, a po prostu zmianę Polski na lepsze.
Od tego listopadowego dnia wyczekiwałem kilkakrotnie przecież przekładanego rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu jak wielkiej nadziei i szansy. Skakałem prawie z radości, gdy  wreszcie się udało, a gdy ogłoszono termin wyborów pewien już byłem, że coś ożywczego wisi w powietrzu. Nie było to już wtedy wielką odwagą, ale gdzieś koło kwietnia – maja 1989 zakupiłem sobie u pań sprzedających na katowickim rynku reklamówki i oscypki znaczek Solidarności (bo handlowały one wszystkim prawie) i dumnie paradowałem z nim po mieście czując się prawie ambasadorem nowych czasów.
  Fotografia propagandowa z lat stanu wojennego.
Stąd też wspomniana już Gazeta Wyborcza, którą pierwszy raz przez przypadek, a później już z pełnym przekonaniem kupowałem co dnia w tym samym kiosku przed bramą mojej kopalni. Tu dodać mogę jako marketingową ciekawostkę, że pierwszy jej numer kosztował 50 zł (dziś 1/2 grosza) i przez kilka jeszcze lat w rocznicę jego wydania, mimo że normalnie cena gazety dawno już wzrosła i to parokrotnie, nadal można go było kupić za taki sam zielony banknot.  

"Notowania" - stały cykl GW z jak widać jedną z ostatnich ingerencji cenzury.
Miasto okryło się nieznaną w PRL-u masą plakatów przedwyborczych z których najsłynniejsze były chyba trzy. Pierwszy z kowbojem i napisem „W samo południe – 4 czerwca”, drugi na którym polska flaga wynurzała się w trzech fazach z morza czerwoności zmieniając w biało czerwoną z napisami w kolejności 0%, 35% (tyle miejsc wyznaczono jako maksimum dla opozycji w sejmie) i 100% oraz trzeci z zegarem podpisanym „Nie śpij, bo cię przegłosują!”. Mnie jednak zapadły w pamięć plakaty inne, których pomysł powtórzył niedawno przed wyborami europejskimi (ośmieszając się tym samym nieco, gdy się zna jego stosunek do Wałęsy) Jarosław Kaczyński. Ale mniejsza z nim. Na plakatach o których mówię, Lech Wałęsa stał obok kandydatów Solidarności jakby samą swoją osobą gwarantując ich wiarygodność. Był to wtedy chwyt genialny i jak pokazały wybory – skuteczny.

Kampania była burzliwa. Z jednej strony komuniści którzy całe lata nie przebierali w słowach i planach wobec opozycjonistów kreowali się teraz zbiorowo na poważnych i odpowiedzialnych ojców narodu, karcących delikatnie społeczeństwo za jego nieodpowiedzialne w ich mniemaniu ciągoty do opozycji, z drugiej Solidarność, która nie zawsze do końca rozumiejąc ich zasady stosowała w końskich dawkach sposoby bardzo zachodnie i bardzo nowoczesne. Ale wydaje mi się, że nie to zdecydowało. Ludzie nie głosowali wtedy na kogoś i za czymś, głosowali przeciwko czemuś i przeciwko komuś. W końcu czekali od wojny na to by bezkarnie skreślać komunistów. I skreślali ich masowo, dając swoje głosy często ludziom o których nigdy wcześniej nie słyszeli. Nie, oczywiście nie zupełnie na ślepo, ale po prostu wierząc, że nowi będą lepsi, a co najważniejsze – inni od tych których bajania tyle lat musieli wysłuchiwać. Dając im swoje zaufanie w dużej mierze na kredyt. To między innymi sprawiło, że już w 1993 roku protestując przeciwko skutkom transformacji znów głosowali na czerwonych, ale jednak były to już inne czasy i inne wybory. W tych, o których piszę, PZPR z „przystawkami” nie miała szans. I niech miarą tego będzie fakt, że w drugiej turze to opozycjoniści namawiali społeczeństwo aby zagłosowało umożliwiając obsadzenie miejsc, które i tak z umowy zagwarantowane były dla partyjnych. 

Autentyczna ulotka wyborcza z 1989 roku.
Wyniki były szokiem dla obu stron. Nikt nie przewidywał, że Solidarność na sto miejsc w senacie obsadzi 99 (o tym setnym artykuł poniżej) i że zarówno słynna lista krajowa jak i działacze regionalni związani z partią przepadną albo wejdą do sejmu ostatkiem sił. Opozycja planująca nadal krytykować i blokować stała się z dnia na dzień siłą polityczną kształtującą państwo (w lecie powstał rząd premiera Mazowieckiego w koalicji OKP-ZSL-SD) a tym samym zmuszoną do podejmowania działań i decyzji do jakich nie była jeszcze w pełni przygotowana, zaś PZPR stała się partią za moment jeszcze współrządzącą, ale już z jasną perspektywą upadku (rozwiązała się pół roku później). Zaczynała się Nowa Polska.
  
  
Henryk Stokłosa - "Człowiek który zatrzymał Solidarność" - GW
W drugiej połowie lipca 1989 prezydentem został wybrany Wojciech Jaruzelski (walczący o to stanowisko jak przystało na komunistę sam ze sobą), na początku sierpnia rząd Rakowskiego urynkowił handel znosząc obowiązujące do tego dnia kartki na mięso i powodując w kilka dni lawinowy wzrost cen, ale zarazem napełnienie sklepów wszelkim towarem, a krótko potem wspomniany już Tadeusz Mazowiecki wybrany został pierwszym powojennym premierem niekomunistycznym. 
 Powyborczy wywiad z tow. Marianem Orzechowskim - GW
Od wszystkich tych wydarzeń minęło ćwierć wieku i myślę, że oceniać je można w trzech wymiarach. Jako ciągłość, jako spojrzenie z 2014 roku i wreszcie, jako obrazek z powiedzmy maja 1989.

Dla kogoś z końcówki komunistycznej Polski cały rok 1989 był pasmem spełniania się niemożliwego, niekoniecznie zawsze oczekiwanego, ale jednak tworzącego absolutnie nową rzeczywistość. Wierzono, że lepszą, błędnie, o czym już kiedyś pisałem zakładając, że komu się w kapitalizmie nie powiedzie, ten zostanie z tym co ma dziś. Skończyło się jak skończyło, czego sam jestem niechlubnym przykładem.

Z 2014 roku rok 1989 jest historią zamierzchłą, muzealnym eksponatem z epoki świata bez Internetu, komórek, Facebooka i otwartych granic. Śmiesznym czasem pełnym  ludzi w ortalionach, z wąsami „na Wałęsę” i nieprzeszkadzającymi nikomu gigantycznymi brakami w uzębieniu. Po prostu odległą przeszłością.

Ale to tylko takie gry wyobraźnią.

Rok 1989 jest punktem na linii ciągłej tak jak każde dziś zależne jest od wczoraj i wpływające na kształt jutra. Oceniać powinniśmy nie konkretne dni i słowa, ale to co z nich a priori wyniknęło dla przyszłości, której kształt dziś współtworzymy. Zawsze pamiętając, że za lat ileś ktoś tak samo badawczo spojrzy na nas…
=== 
* - Gdy już jasne się stało, że GW wydawana będzie i po wyborach ogłoszono konkurs na jej tytuł. Jedną z propozycji, pokazujących "nieśmiałość" oczekiwań wobec rzeczywistości była "Nasza Gazeta". Czytelnik, który ją nadesłał argumentował, że wprowadzi to zamieszanie do cotygodniowych konferencji prasowych Jerzego Urbana, który będzie musiał używać zwrotów w rodzaju "A w naszej gazecie kłamią, kiedy piszą, że..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.