Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


czwartek, 3 kwietnia 2014

Medycyna płacy

Czy dziesięć złotych to dobra stawka? Zapewne większość odpowie że znośna, choć bywają wyższe i nie jest to żadną sensacją. Ale staje się nią, gdy mówimy o dziesięciu złotych za minutę. Tyle właśnie płaci pacjent w pewnej katowickiej przychodni podczas wykonywania badań okresowych. Badań, które dwadzieścia lat temu załatwiało się w dwa dni, dziesięć lat temu w godzinę, a obecnie w pięć minut. Badań, które są fikcją i to fikcją podwójną, bo po równo i wobec pacjenta i wobec prawa.
 
Dzień pierwszy. Telefon.
 
-Dzień dobry, chciałbym wykonać u państwa badania okresowe...
-Dzień dobry. Zapraszamy. Tam będą jakieś czynniki ryzyka?
-Nie wpisano*. Tylko praca zmianowa.
-Aha. To w takim razie jutro o [...] proszę się zgłosić do nas. To będzie kosztowało 50 złotych.
 
Dzień drugi. Przychodnia.
 
-Dzień dobry. Przyszedłem zrobić sobie u państwa badania okresowe.
-Dzień dobry. Ma pan coś do pisania?
-Tak.
-No to proszę sobie tutaj kartę wypisać. Proszę. O tu od góry imię, nazwisko i potem dalej...

Imię, nazwisko, adres zamieszkania, wiek, nałogi, choroby, zabiegi operacyjne, przyjmowane leki i ich dawki, subiektywna (!!!) ocena swojego stanu zdrowia, historia zatrudnienia i wreszcie...
-Yyyy... tego nie, tego niech pan nie pisze.
Rubryki z wzrostem i wagą pozostawiam niewypełnione. Jak się potem okazuje po to tylko, by w kilka minut później wypełnił je za mnie lekarz. Ze słuchu rzecz jasna, tak jak podyktuję. Pozory badania zostają zachowane.

-No. A teraz proszę sobie usiąść i poczekać pod gabinetem.

Jestem drugi. Przede mną dziewczyna obracająca nerwowo w dłoniach pliczek dokumentacji. Lekarz pojawia się punktualnie. Moja sąsiadka wchodzi jako pierwsza. Po około sześciu minutach (w czasie których lekarz wychodził jeszcze w poszukiwaniu pieczątki) wzywany jestem ja.

-Czynników szkodliwych nie ma. Dobrze. Operacje wpisane, leki... aha, ta choroba układu krążenia to co?
-Nadciśnienie.
-Nad-ciś-nie nie... OK. Proszę zdjąć koszulę, osłucham pana.
Trzy dotknięcia z przodu, trzy z tyłu. Nie więcej niż piętnaście sekund.
-Dobrze,  teraz ciśnienie.
...
-Takie się utrzymuje po lekach?
-Raczej tak.
-W porządku. Teraz proszę stanąć tu za biurkiem i zasłonić któreś (sic!) oko.
Cztery literki z lewej, drugie oko, cztery literki z prawej.
-Proszę się ubrać.

-Pięćdziesiąt złotych zapłaci pan w kasie. Proszę, tutaj zaświadczenie.
-Dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia.

Byłem w gabinecie pięć minut. Lekarz nie mając przed sobą wyników jakichkolwiek badań laboratoryjnych ani EKG (przy nadciśnieniu dawniej to badanie było standardem), bez prześwietlenia płuc, a przede wszystkim bez sprawdzenia w jakikolwiek sposób mojej tożsamości czy prawdziwości którychkolwiek z podanych przeze mnie danych uznał mnie za zdolnego do pracy na dwa lata.

Ja uznaję go za konowała.

 




* - mój pracodawca nie traktuje pracujących całą dobę rejestratorów oraz monitorów LCD i CRT jako czynnika szkodliwego...
==============

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Skojarzył mi się dalszy ciąg Twoich słów z kwestią z filmu "Nic śmiesznego" :))

      https://www.youtube.com/watch?v=qCWhANj7usA

      Usuń
  2. 50 zeta za kpinę z człowieka i własnego zawodu. No ale tak to wygląda. W wieku 20 paru lat poszłam do przychodni przy wiadukcie na Franciszkańskiej. Badanie wyglądało podobnie. Szkoda kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda kasy, ale bez tego pracować nie można, czyli trzeba zagryźć zęby i znieść ten teatr absurdu. W mojej sytuacji podwójny, bo jako "śmieciowiec" za badania płacę z własnej kieszeni i robię je w czasie wolnym. Etatowcom koszty pokrywa firma a dniówka jest pełnopłatna.

      Usuń
  3. Tak. U nas jest to samo... Ale jedna minuta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna minuta za dychę, ale to oczywiście jak to mówią w PIS-ie taka figura retoryczna. Po prostu badanie kosztuje 50 zł, a ja spędziłem w gabinecie pięć minut, stąd taki przelicznik.

      Rzecz w tym, że człowiek może mieć HIV, raka albo cokolwiek, a taki [miałem nie przeklinać] wpisze mu "ze słuchu", że zdrowy. W ten sposób to i ja mogę być lekarzem.


      PS. Byłem dziś "u Ciebie". Wycieczka dziewiętnasta się odbyła.
      10:00 śniadanie na Klimczoku - miód dla duszy, myśliwska dla ciała :))

      Usuń
    2. U nas w pracy jest za darmo...
      A dlaczego nie dałaś cynka, że będziesz tak blisko?... Ech... Mam nadzieję, że chociaż smakowało...

      Usuń
    3. W każdej pracy jest za darmo, pod warunkiem jednak, że się jest na etacie. Mnie etat zabrano w ubiegłym roku i dano śmieciówkę. Śmieciowiec według polskiego prawa pracy nie jest pracownikiem, więc płaci sobie sam i oczywiście za sam dzień wykonywania badań też mu nikt nie daje ani złotówki. Sama radość.

      Zrobiłem w sobotę rajd na Magurę, ale że byłem jak na mnie bardzo wcześnie pod Klementynówką (koło 9:35), to skusiłem się i na Klimczok i nawet przekonałem do "Chatki u Tadka", którą tak kiedyś zjechałem w relacji z jednej z pierwszych wycieczek. Jak będziesz, to sama sprawdzisz, że jestem w księdze gości tego przybytku :))

      A sms-a do Ciebie miałem już prawdę mówiąc gotowego siedząc tam, ale uznałem, że to niegrzeczne posyłać komuś spam w weekend tylko dlatego, że się wlazło na jakąś górkę :))

      Usuń
  4. Pytanie okulisty na badaniach okresowych - wada wzroku jest? Na to ja, że jest i duża nawet, ale nie widać, bo soczewki noszę. I komentarz - no to dobrze, znaczy pod opieką specjalisty jest, więc nie będziemy sprawdzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłaś okuliście zadać to samo pytanie, które on zadał Tobie :)) - wada wzroku jest?

      Badania okresowe to bardzo szeroki problem, od pytania za co płacimy, poprzez pytanie jak można nazywać się lekarzem i TAK badać, aż do kwestii czy podpis i pieczątka na zaświadczeniu określającym nie są w tej sytuacji poświadczeniem nieprawdy czy wręcz fałszowaniem dokumentacji...

      Usuń
  5. U lekarza byłam ostatnio ho ho ho - czasu temu, więc paragony za badania zbiły mnie trochę z równowagi. Takie stawki to norma. Wystarczy zachorować na cokolwiek i od razu odczuje się to na finansach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tego nie mam wątpliwości, ale rzecz nie w cenie przecież, ani też nie samej konieczności płacenia, a w tym, że płaci się za nic. To nie są badania. Można mieć raka, AIDS, gruźlicę i parę innych jeszcze chorób, a pan/pani doktor za 50, 60, 80 zł wpiszą nam, że jesteśmy zdrowi jak ryba. Bo niestety tak właśnie wyglądają "badania" okresowe w naszym kraju, że ich de facto nie ma.

      Usuń

Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.