Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


piątek, 1 stycznia 2016

Gimby sie nie poznajo

Pierwszą polską telewizję informacyjną przez długie lata uważałem za o kilka poziomów lepszą od wszystkich pozostałych stacji. Wydawała mi się reprezentować klasę wręcz światową i pamiętam jak wielu znajomym zwracałem uwagę na jej imponujący mi wówczas profesjonalizm. Zacząłem jednak zmieniać zdanie po przyjrzeniu się na przykładzie kilku ważnych wydarzeń jak czasem w pełni świadomie buduje się w niej ściśle określony nastrój czy wręcz kierunek myślenia, co mnie zwyczajnie po ludzku i obiektywnie zniesmaczyło. Drugim impulsem do zmiany poglądów było wprowadzenie w serwisie tvn24.pl wyłącznie logowanych komentarzy, a potem mimo tego dopuszczanie głosów w niewybredny sposób krytykujących np. prawicę czy Kościół, a z drugiej strony cenzurowanie także przecież logowanych, między innymi moich, wyważonych i merytorycznych, acz z pewnością nie mainstreamowych wpisów.
 
Obecnie niestety TVN24 jest dla mnie zarówno w wersji telewizyjnej jak i internetowej (nachalne reklamy, infantylne tytuły!) mutacją Onetu, a każdy aspirujący do miana samodzielnie myślącego wie, że jest to raczej umiarkowany komplement.
 
Poniżej mała, symboliczna wręcz próbka profesjonalizmu dziennikarskiego, czyli encyklopedyczny nomen omen przykład "kopiuj-wklej"...
 
***
 
Wiadomość o śmierci polityka PSL - Romana Bartoszcze
 dostęp 12:45 1 stycznia 2016

[TVN24.pl]

Od 1969 do 1980 r. Bartoszcze należał do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (ZSL). W 1980 r. został jednym z liderów "Solidarności Chłopskiej", a po zjednoczeniu w 1981 r. rozpoczął działalność w NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność". W stanie wojennym był internowany. Po zwolnieniu działał w Ogólnopolskim Komitecie Oporu Rolników, wydawał pismo "Żywią i bronią".W 1989 r. z ramienia Komitetu Obywatelskiego został wybrany do tzw. Sejmu kontraktowego.
W 1990 r. wstąpił do odrodzonego Polskiego Stronnictwa Ludowego i został jego pierwszym prezesem. W tym samym roku kandydował jako pierwszy ze stanu chłopskiego w wyborach prezydenckich. Uzyskał ponad 1,1 mln głosów (7,15 proc.) i - jak zaznaczył Murzyn - był to najlepszy wynik ludowego kandydata na prezydenta. Wówczas wybory wygrał Lech Wałęsa.
 
W czerwcu 1991 r. utracił kierownictwo w PSL, po czym odszedł z tej partii i założył partię skupiającą osoby o poglądach konserwatywno-ludowych - Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie "Ojcowizna". Po raz drugi uzyskał mandat poselski z listy POC, w 1992 przystąpił do klubu parlamentarnego Ruchu dla Rzeczypospolitej. W wyborach parlamentarnych w 1997 r. bez powodzenia kandydował do Sejmu z listy Narodowo-Chrześcijańsko-Demokratycznego Bloku dla Polski.W wyborach prezydenckich w 2010 r. poparł kandydaturę Marka Jurka i wszedł w skład jego społecznego komitetu poparcia.W 2006 r., za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, w pracy zawodowej i społecznej, został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
 
Otwórz obraz w nowej karcie, aby odczytać.

[Wikipedia]
 
Od 1969 do 1980 należał do ZSL. W 1980 został jednym z liderów „Solidarności Chłopskiej”, a po zjednoczeniu w 1981 podjął działalność w NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. W stanie wojennym był internowany przez ponad dwa miesiące. Po zwolnieniu działał w Ogólnopolskim Komitecie Oporu Rolników, wydawał pismo „Żywią i bronią”. Prowadził kilkunastohektarowe gospodarstwo rolne w Sławęcinie.
 
W 1989 z ramienia Komitetu Obywatelskiego został wybrany do Sejmu kontraktowego. W 1990 wstąpił do Polskiego Stronnictwa Ludowego i został jego pierwszym prezesem. W tym samym roku kandydował w wyborach prezydenckich – w I turze z 25 listopada uzyskał 1 176 175 głosów (7,15%) i zajął 5. miejsce wśród sześciu kandydatów.
 
W czerwcu 1991 utracił kierownictwo PSL, po czym odszedł z tej partii i założył Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie „Ojcowizna”. Po raz drugi uzyskał mandat poselski z listy POC, w 1992 przystąpił do klubu parlamentarnego Ruchu dla Rzeczypospolitej. W wyborach parlamentarnych w 1997 bez powodzenia kandydował do Sejmu z listy Narodowo-Chrześcijańsko-Demokratycznego Bloku dla Polski. W wyborach prezydenckich w 2010 poparł kandydaturę Marka Jurka i wszedł w skład jego społecznego komitetu poparcia.
 
W 2006, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w pracy zawodowej i społecznej, został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
 
Otwórz obraz w nowej karcie, aby odczytać.

sobota, 14 listopada 2015

Demotyportier 22

Proszę kliknąć na wybrany obrazek, aby go powiększyć.

---



 
 



Pozostałe części cyklu TUTAJ
 

środa, 21 października 2015

Liebster Award

Zrobiłem sobie nie tak dawno mały blogowy rachunek sumienia i przeliczyłem tematy, które kiedyś poruszałem dosyć często a od miesięcy omijam z daleka. No tak... Nie piszę o książkach, nie pokazuję dokonań mojego kota, nie rozpisuję się o swoim zdaniu na temat jakiegoś wydarzenia czy też nie za często (ostatnio - tutaj) wspominam. Ale najdłużej chyba nie bawiłem się w łańcuszki internetowe. A właśnie Anna z bloga "Spod oka" zwanego niegdyś "Sufitologią" (w)skazała mnie jako jednego z adresatów tzw. "Liebster Award" czyli łańcuszka polegającego na odpowiadaniu na wymyślone przez kogoś jedenaście pytań i wyznaczaniu kolejnych odpowiadających. Oczywiście bardzo mi miło, że  tym sposobem dostałem "dotację natchnienia" do kolejnego posta, ale jako że generalnie jestem antyłańcuszkowy, a nadto rozstrzał tematyczny blogów które odwiedzam jest zbyt duży by je w tę zabawę wciągać, poprzestanę, nie po raz pierwszy zresztą, na swoich własnych wynurzeniach.

 
 


1. Czy jest miejsce, w którym znikasz? Jeśli tak - jakie?
 
Są dwa, duże i małe. Tym dużym są oczywiście "moje" góry. Nie jestem pewien czy potrafię opisać co i dlaczego, ale wiem, że czasem mi się śnią, czasem nie mogę przestać za nimi tęsknić, czasem oglądając czyjś zwyczajny filmik czy album zdjęć czuję że szczypią mnie oczy. I nigdy, przenigdy nie ma to związku z jakimiś rekordami, wysokościami, odległościami czy tzw. "męską przygodą". To jest po prostu wolność. Piękna, pachnąca, kolorowa i namacalna. To w niej uwielbiam znikać.
 
Małe zniknięcia, to chwile takie jak ta*. Środek nocy pomiędzy wolnym a wolnym dniem. Gorąca herbata, cicha muzyka, czasem książka. Jakieś porządkowanie dokumentów, jakieś błądzenie po Internecie, mruczący na fotelu kot. Bezkres ciemności. Nie ma czasu, nie ma świata. Nie ma i mnie. Znikam.
 
2. W jaki sposób dbasz o swoje ciało?
 
Wydaje mi się, że nie dbam dla samego dbania. Po prostu żyję. Nie poprawiam upływu czasu, nie łudzę się i nie próbuję łudzić otoczenia. Higiena i kosmetyki to rzecz oczywista, ale jeśli dbanie miałoby oznaczać koncentrowanie się na wyglądzie i poszukiwanie nieosiągalnego, to z pewnością nie jest to moja droga. 
 
3. Co lub kto i w jaki sposób podnosi Cię na duchu?
 
Chwile, w których nie jestem i nie muszę się czuć tym, kogo nazwę jak kulę u nogi wybrałem sobie tutaj za pseudonim. Godziny i dni w których jestem człowiekiem, mężczyzną, fajnym gościem, fachowcem od czegoś, sprawdzonym kumplem, romantycznym marzycielem, zapalonym turystą, fanem, stałym klientem, dociekliwym petentem, pasażerem, synem, chłopakiem, kuzynem czy (dobrym) wujkiem. Byle tylko nie portierem.  
 
4. O czym myślisz, gdy mówisz, że o niczym?
 
O alternatywnych wersjach tego w czym danym momencie uczestniczę. 
 
5. Z czego zrezygnowałaś/zrezygnowałeś, co nie daje Ci spokoju?
 
Ech... Bałem się tego pytania...
 
Kiedyś, bardzo dawno temu, moje miejsce pracy sprywatyzowano. Byłem jednym z kilku, którzy odmówili przejścia do nowej firmy nie wierząc w jej przetrwanie a jednocześnie chcąc też za wszelką cenę zostać na państwowym. Państwowe szybko padło do reszty, a ja od tego czasu pracuję już w piątym zakładzie. Ten, któremu wtedy nie zaufałem istnieje do dziś. Miałbym od skończenia szkoły jedną pieczątkę w dowodzie (gdyby nadal były papierowe) jeślibym wtedy... nie, nie po prostu podpisał. Jeślibym swojego już złożonego podpisu nie wycofał. Ta świadomość naprawdę boli.
 
 
6. Co jest zwykle pierwszą Twoją myślą po przebudzeniu?
 
"Nie chcem, ale muszem"
 
7. A co jest ostatnią?
 
"Jutro to już naprawdę kładę się o dwudziestej!"
 
 
8. Jakie masz sny?
 
Większość tych, które pamiętam jest bezpośrednio związana z bardzo szeroko rozumianą codziennością, choć czasem zdarzają się jak chyba każdemu i erotyki i koszmary, a jedne i drugie tym mocniej działające, że będące w tej rzeczywistości jakby tylko małym "błędem Matrixa".
 
9. Czy masz alter ego lub chociaż je sobie wyobrażasz?
 
Moje alter ego to ten Portier z poprzedniego posta na przykład i wielu innych wcześniejszych. Skrzyżowanie Robin Hooda z funkcjonariuszem ORMO :))
 
Mam coś takiego, co zresztą obrazuje tytuł tego bloga nawiązujący do pewnego filmu, że lubię ustawiać świat z głowy na nogi. Więc "trudnych pytań", skarg, zgłoszeń, reklamacji, próśb o wyjaśnienie i temu podobnych mam w swoim dorobku wiele. Niektóre zresztą o znaczeniu bardziej wymiernym niż tylko czyjaś choćby najwięcej wyjaśniająca odpowiedź. Żeby się nie chwalić za dużo wspomnę tylko o dwóch wygranych dla moich znajomych sprawach sądowych wiążących się prawem pracy i odszkodowaniami za jego łamanie a także o kilku sporach urzędowych prostujących pewne absurdalne decyzje lub zamiar ich podjęcia.
 
10. Co naprawdę cennego byłabyś/byłbyś w stanie oddać, gdy Cię ktoś poprosił?
 
Gdyby poprosił? Cóż, myślę, że jakieś raczej zwykłe, mało lub średnio ważne rzeczy czy działania. Coś naprawdę wielkiego czy to materialnie czy w inny sposób stety niestety tylko wtedy, gdybym SAM był przekonany, że chcę i/lub powinienem. Ale nie wykluczam żebym był.
 
11. Jaką nadprzyrodzoną moc chciałabyś/chciałbyś posiadać?
 
Wahałbym się pomiędzy zdalnym duszeniem a la Lord Vader a zdolnością replikacji czekolady mlecznej Goplana, ale tak bardziej serio, to nihil novi, "tajemne moce" to ja już miałem, a może nawet jeszcze mam.
 
Kilkanaście razy w życiu zdarzyło mi się zobaczyć jakiś obrazek dotyczący mojej przyszłości. Zobaczyć, to znaczy pośród wspomnianych już "myśli o niczym" dostrzec na przykład jakąś z pozoru zupełnie nielogiczną alternatywę dalekiego jutra. Problemem w tej ściągawce jest jednak to, że zwykle były to fakty tak nieprzystające rok czy pięć lat wcześniej do status quo, że w efekcie przeze mnie ignorowane. A i tak się spełniały...
 
 
 
 ----------------------------------------------------
 
 PRZECZYTAJ TAKŻE:



 

===============
 
 
*- Na pytania od pierwszego do dziesiątego odpowiedzi pisałem przed zaśnięciem, pytanie jedenaste i wstęp to już dokonanie poranne.

sobota, 17 października 2015

Od Hoffa do Barei

Dwunastego września bieżącego roku opublikowałem na tym blogu wpis w którego treści  zamieściłem między innymi odpowiedź pani Karoliny Biedroń - naczelnika wydziału ds. skarg i wniosków Biura Zarządu i Kontroli PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. na moje pytanie o dalsze losy dworca w Wiśle Głębcach po zakończeniu trwającego tam remontu. Kluczowy na dziś fragment tegoż pisma brzmiał:
 
Biuro Zarządu i Kontroli PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. uprzejmie informuje, że zgodnie z informacjami uzyskanymi od administratora (PKP S.A.), dworzec w Wiśle Głębce należy traktować jako dworzec nieczynny. Dworzec w najbliższym czasie ma zostać przekazany na rzecz miasta Wisła.
 
Wobec powyższego szesnastego września 2015 roku zwróciłem się do Urzędu Miasta Wisły z następującym zapytaniem:

Szanowni Państwo,

Jako turysta i wielki sympatyk Waszego miasta zwracam się z prośbą o wyjaśnienia na temat dalszych losów budynków dworcowych na stacjach Głębce i Uzdrowisko. W tym pierwszym trwa generalny remont, a z informacji jakie kilka dni temu uzyskałem z PKP wynika, że będzie przekazany miastu, stąd moje zainteresowanie. Czy zachowana będzie choć częściowo jego pierwotna funkcja? W jakim zakresie? Jak samo miasto wykorzysta ten obiekt?
 
Co do dworca w centrum pytanie jest jeszcze bardziej banalne; czy remont i choć częściowe udostępnienie dworca pasażerom w ogóle jest rozpatrywane? Budynek jest piękny, opisywany nawet w przewodnikach (np. u genialnego Mirosława Barańskiego, który zachęca do zwiedzenia urządzonej po góralsku poczekalni) a niestety od lat stoi zabity deskami. Uważam, że to nie tylko niewygoda dla osób oczekujących na pociąg, ale i (w obu przypadkach) duży wizerunkowy minus dla tak znanej miejscowości turystycznej.

Wdzięczny będę za odpowiedź w formie elektronicznej. Adres zamieszkania podaję jako wymóg prawa w korespondencji do urzędu.

Z wyrazami szacunku
[Tu w oryginale moje imię, nazwisko oraz pełne dane adresowe]
 
 
Piętnastego października 2015 otrzymałem odpowiedź podpisaną przez panią Małgorzatę Szalbot - Kierownika Referatu Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta w Wiśle.
 
 
 
 
Odpowiadając na maila w sprawie przyszłości budynków dworcowych na stacjach kolejowych Głębce i Uzdrowisko w Wiśle uprzejmie wyjaśniam, co następuje:

- Gmina Wisła nie jest właścicielem zabudowań przy ul. Dworcowej w Wiśle Głębce jak również nie może potwierdzić informacji na temat przekazania ich Gminie. Nie posiadamy również informacji na temat dalszego wykorzystania obiektu.

- Budynek “dworca kolejowego” [cudzysłów jak w oryginale - dop. Portiera] w Wiśle przy ul. Kolejowej stanowi własność Gminy Wisła. Obiekt został zakupiony w listopadzie 2014 roku i z uwagi na stan techniczny wymaga kapitalnego remontu.

Celem opracowania koncepcji zagospodarowania terenu wraz z remontem obiektu niezbędna jest zmiana obowiązującego planu zagospodarowania przestrzennego miasta Wisły do czego Gmina już przystąpiła.

Jednocześnie wyjaśniam, że zgodnie z zawartym aktem notarialnym na nieruchomościach położonych przy ul. Kolejowej zapewnione będą między innymi funkcje związane z obsługą pasażerów, w tym między innymi swobodnego dostępu do peronów, zapewnienie poczekalni czy punktu sprzedaży biletów, a zakończenie remontu obiektu planowane jest do końca 2020 roku.
 
 
---
 
 
KOMENTARZ PORTIERA
 
Witamy w Polsce! Oto jedna z ważniejszych miejscowości turystycznych w naszym kraju, która mając pięć (!!!) stacji i przystanków kolejowych nie ma na nich ani jednego czynnego, najskromniejszego choćby budynku dworcowego. I oto są dwa remonty. Jeden sprawny, dynamiczny, radykalny, ale nikt nie wie przez kogo i dla kogo przeprowadzony, a więc na dziś przynajmniej jakby zamieciony pod dywan, i drugi rodem z PRL-u, rozwlekły, zagmatwany, pełen och jakich strasznych trudności i przewidywany na bite pięć lat, to jest o trzy lata dłużej niż trwało wybudowanie w Katowicach od fundamentów po dach dworca w którym zmieścić by się mogły obydwa wiślańskie z przyległościami...


Błagam, niech ktoś mnie obudzi!




 

piątek, 16 października 2015

Ziemia (już nie taka) niczyja

Dziewiątego sierpnia bieżącego roku zwróciłem się w piśmie do Straży Miejskiej o skontrolowanie posesji przy ulicy Jankego 11 w Katowicach ze względu na zagrożenie jakie stanowi dla okolicznych mieszkańców i przechodniów będąc de facto otwartym, niechronionym, nieoświetlonym, zarośniętym i pełnym niebezpieczeństw zarówno ze strony ludzi (pijących alkohol oraz bezdomnych) jak i zwierząt (stado dzików) terenem z tygodnia na tydzień dodatkowo dewastowanym jeszcze przez złodziei złomu.
 
Trzynastego sierpnia kierownik referatu południe SM w Katowicach p. Józef Barański pisał do mnie jak następuje:
 
Opisany w Pańskim e-mailu [...] stan porządkowy powyższej nieruchomości został przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej potwierdzony.
 
Straż Miejska wystąpiła pisemnie do właścicieli nieruchomości zamieszkałych w Krakowie i w Płocku o uporządkowanie terenu nieruchomości z zalegających odpadów komunalnych, zabezpieczenie otwartych studzienek kanalizacyjnych bądź deszczowych oraz zabezpieczenie nieruchomości przed dostępem osób postronnych.
 
Oto przykładowe zdjęcie ogrodzenia od str. ul. Jankego wykonane w sierpniu.
 

Minęło kilka miesięcy i oto co się zmieniło. Po pierwsze teren wokół budynku został wykoszony i oczyszczony, po drugie skradzione skrzydła bocznych bram uzupełniono siatką, zaś po trzecie i najważniejsze resztki przerdzewiałego ogrodzenia usunięto a od kilku dni sukcesywnie otacza się cały obszar betonowym murem.
  
A więc można? Można!
A czy trzeba? Trzeba jak najbardziej!
 
Oto okolica głównej bramy 15 października...
 

...i 23 października (nadal trwają prace w innych rejonach).
 
 
  
 
========================
 
PRZECZYTAJ TAKŻE PIERWSZY WPIS
 
 
 
 

środa, 7 października 2015

Spacer po Bielsku-Białej

Zapraszam do tym razem tylko obrazkowej relacji z naszego spaceru po Bielsku-Białej.




Fotografie pomniejszone do rozdzielczości dwóch megapikseli (z opisami) z tej i innych wycieczek do obejrzenia i/lub pobrania w galerii Picasa Web.  Proszę kliknąć w obrazek poniżej lub przejść do podstrony "Zdjęcia, filmy, pobieranie" żółtym linkiem znajdującym się pod ilustracją tytułową bloga i tam wybrać sekcję "Moje albumy zdjęć". 
 
https://picasaweb.google.com/109487448258231847369/SpacerPoBielskuBiaEj
 

wtorek, 29 września 2015

Brama czasu


Wystarczy skręcić w prawo z głównej ulicy, przejść kilkanaście kroków i już ogarnia nas cisza. Jedna, druga, trzecia latarnia, uśpione domy, kilka pozarastanych smutnych ogrodów i wreszcie ukryty w cieniu wielkiego drzewa uspokajający chłód wytartej mosiężnej gałki. Skrzypnięcie furtki. Od zawsze takie samo... 

***

1934
Mój dziadek obejmuje po swoim ojcu część jego posiadłości i rozpoczyna na niej budowę domu. Jak okiem sięgnąć rozciągają się jeszcze wtedy wokół naszego placu ciche, falujące w słońcu  łąki poprzedzielane tylko rachitycznymi drewnianymi płotkami.  Pomiędzy nimi na zabłoconej, pełnej dziur i kamieni uliczce krzątają się już jednak ludzie, rozładowują z furmanek cegłę, mieszają zaprawę, przenoszą deski i narzędzia. Czasem przystają na chwilę, by porozmawiać z kimś tuż obok. Znają się doskonale, albowiem choć dziwna to może rzecz, wszyscy prawie noszą to samo nazwisko. Każdemu z nich mój pradziadek podarował po kilkaset  metrów ziemi, by mogli z równymi szansami rozpocząć dorosłe życie.
 
1945
Naprzeciwko naszej bramy stoi rząd wojskowych ciężarówek. Radzieccy żołnierze przychodzą do babci na śniadania, obiady i kolacje, mimo że w domu się nie przelewa. W kuchni przy piecu razem z nimi je zupę trójka dzieci. Ich ojciec a mój dziadek zginął dwa lata temu. Teraz na siebie i na nie babcia musi zarobić piorąc, prasując, sprzątając lub gotując u obcych. Obowiązki domowe spadają więc na młodszą z córek, mającą wówczas ledwie kilkanaście lat. Starszą zabrała na wychowanie do Wiednia jeszcze podczas okupacji nasza ciocia – tamtejsza zakonnica.
 
1958
Ogród tonie w kwiatach, owocowych drzewach i śmiechu. Ulicą schodzą się z różnych stron kuzynki i kuzyni. Przyszli spotkać się z moim tatą i jego bratem, którzy przez przypadek dostali akurat przepustki z wojska w tym samym czasie. Niby dorośli, a tu przecież znów stają się dziećmi  wygłupiając się, pozując do dziwnych zdjęć, śpiewając i licytując na wojskowe przygody…
 
1966
Ciche popołudnie. Babcia wyjęła właśnie ze skrzynki na bramie czyjąś wakacyjną widokówkę. Jedna z córek wpadnie za chwilę po pracy na ploteczki przy kawie, druga już zapowiedziała się z mężem na niedzielę. Po placu uganiają się wnuczęta, a zza płotu ciotka macha ręką wskazując na naszego psa,  który, niecnota, znów znalazł sobie jakąś dziurę w płocie i uciekł na jej podwórko.
 
1972
Tylu samochodów jeszcze chyba tutaj nie widziano. To orszak weselny mojego kuzyna, najstarszego z wnuków. Zanim się młodzi jakoś nie urządzą zamieszkają u babci, w pokoju z kuchnią, które dobudował dla nich mój tata. Wszystko pachnie tu jeszcze świeżością, ale cóż się dziwić, skoro pogodzenie wszystkich zezwoleń i samej pracy z terminem ślubu wymagało wręcz cyrkowej sprawności… Na szczęście się udało i biednie może, a już na swoim za kilka miesięcy przyjdzie tu na świat pierwsze z prawnucząt.
 
1982
Setne już dziś trzaśnięcie furtki. Idziemy na karuzelę! A może jeszcze na odpust? Albo i tam i tam? Komary tną niemiłosiernie, ale przecież gdy kolejna ciotka lub wujek darują najmłodszemu pokoleniu po kilka złotych grzechem byłoby nie wydać ich już, teraz, natychmiast! Piankowe myszy, kartofelki, lizak, enty gumowy dinozaur i oczywiście karuzela, clou tego dnia! Dla najmłodszych tradycyjna, z konikami i samochodzikami, a dla tych poważniejszych (???) łańcuchowa. A najlepsze wrażenia daje złapanie się za ręce przy starcie i puszczenie już „w locie” bez zważania na wściekłe pokrzykiwania właściciela z dołu.
Wieczorem brudni i wymęczeni wracamy na nasz plac. Płonie tu już ognisko, leje się wszelaki alkohol, grzmią śpiewy, a zapach kiełbasek powoduje prawie ślinotok. 
 
-Bo to jest twoja ciocia, wiesz? Ta z Tychów!
-Ahaaa…
-A mnie poznajesz? No poznajesz?
-Nie.
-No przecież mamy garbatą warszawę na Podlesiu! Byłeś u nas w maju! Tak ci się podobała!
-Aaaa…
 
1986
Chłodny poranek. Inny od wszystkich jakie pamiętam. Była jakaś awaria. Atomowa! Powietrze jest dziwne, a może mi się tylko tak wydaje? O dziewiątej pod bramą z piskiem hamuje sanitarka a  niej wyskakuje jeden z wujków w białym kitlu i z  pudełeczkiem pełnym fiolek czerwonobrunatnego płynu.
-Wypij to, daj wszystkim po jednej i zanieś do mnie do domu! – szybko nakazuje.
Bardziej przestraszony niż przekonany wychylam fiolkę tuż przy nim i krzywię się czując gorzki smak.
-No, dalej, leć z tym!
 
W poniedziałek okazuję się jedną z dwóch tylko osób na naszym osiedlu, które mogły powiedzieć, że płyn Lugola przyjęły już wcześniej. I przy całej dramatyczności sytuacji szpan to był wówczas niesamowity!
 
1993
Niedzielne oglądanie filmów przerwał nam ostry dzwonek do drzwi i wejście zapłakanej kuzynki. Dowiadujemy się właśnie, że dziś zmarła babcia. Nigdy na nic nie chorująca i mimo 92 lat na karku bezproblemowo radząca sobie ze wszystkim samodzielnie.
I znów ta ulica i ta brama. I ja w czarnej kurtce. I czarna nyska. Wchodzę na plac i do domu razem z pracownikami zakładu pogrzebowego i prawie tak samo jak oni ubrany. Któraś z ciotek nawet mnie nie poznaje mówiąc coś o różańcu zmarłej, którego za wszelką cenę mam pilnować... Wszyscy jesteśmy jak zamroczeni.
 
Kilka dni później nasza rodzina spotyka się TAK już po raz ostatni. Znów pełno jest nieznanych twarzy, dalekich krewnych, sąsiadów, dawnych i obecnych znajomych. Bo nasza babcia była osią nie tylko rodziny, ale i jakiegoś czasu, który odszedł jak się okazało razem  z nią…
 
Nieprzespana noc . Płacze, wspomnienia i rozmowy zakrapiane do upadku w każdym pokoju. Plany, kłótnie, zagubienie. I taki obrazek gdy z kuzynkami i kuzynami w podobnym co ja wieku obiecujemy sobie trzymając się za ręce, że nigdy, przenigdy nie będziemy tak skłóceni i tak małostkowi jak czasem bywają nasi rodzice…

 
1993
Piątkowe popołudnie. Pod niebieską, przerdzewiałą już tu i ówdzie bramę podjeżdża wyładowany moim majątkiem żuk. Nie ma tego wiele, ale jest i tu już zostanie. Po raz pierwszy jestem w tym domu już nie jako weekendowy czy wakacyjny gość, ale jako pełnoprawny mieszkaniec. Mimo nieprzychylnych komentarzy bliższej i dalszej rodziny na temat mojej decyzji, mimo braku zielonego pojęcia jak i za co wszystkiemu podołać. Jestem.
 
2005
Rozmawiałem z ojcem jeszcze kilka godzin temu. Teraz stojąc przed domem zanurzam dłoń w śniegu i rozcieram go sobie wolno na twarzy. Nie pomaga. Z setek słów kłębiących się w głowie przez kilkanaście minut marszu ze szpitala zostają przy spotkaniu z mamą tylko dwa.
-I koniec.
-Został?

Zostaje tylko jedno.

-Umarł...

2015
Wystarczy skręcić w prawo z głównej ulicy, przejść kilkanaście kroków i już ogarnia nas cisza. Jedna, druga, trzecia latarnia, uśpione domy, kilka pozarastanych smutnych ogrodów i wreszcie ukryty w cieniu wielkiego drzewa uspokajający chłód wytartej mosiężnej gałki. Skrzypnięcie furtki. Od zawsze takie samo...

-To nie jest "pan", to jest twój wujek, wiesz?

Panta rhei.

sobota, 12 września 2015

Remont dworca w Wiśle Głębcach

Odwiedzając przy okazji kolejnej już beskidzkiej wędrówki stację w Głębcach ze zdziwieniem spostrzegłem w ubiegłą sobotę, że trwa tam generalny remont. Odnowiono elewację, wymieniono okna i drzwi, kontynuuje się prace wewnątrz... Coś się dobrego dzieje. Dobrego, albowiem wielokrotnie już słyszałem w ostatnich latach, że odcinek trasy z Wisły Uzdrowiska do Głębiec ma być zamknięty, raz to ze względu na stan wiaduktów, raz znowuż wobec zbyt małej liczby pasażerów. Informacje takie napotykałem m.in. na portalu "Koleje Śląska Cieszyńskiego" jednakże bez szerszego ich wyjaśniania. Cóż... Jak to mówi stare przysłowie, "Gdzie diabeł nie może, tam Portiera pośle..."
A może jakoś podobnie, nie pamiętam. Ważne, że działa!
 
Kwestia pierwsza.
 
Czy ze względu na stan wiaduktów w pobliżu stacji Wisła Obłaziec i Uzdrowisko* na linii kolejowej 191 oraz/i braku funduszy na ich remont rozważane jest zamknięcie tego odcinka?
 
Odpowiada pan dyrektor Maciej Serwas** z Zakładu Linii Kolejowych w Sosnowcu
 
"W nawiązaniu do pisma nr IZORA-052/24/15 z dnia 17.06.2015 PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Zakład Linii Kolejowych w Sosnowcu informuje, że na dzień dzisiejszy nie przewiduje zamknięcia linii kolejowej 191 Goleszów - Wisła Głębce na odcinku Wisła Obłaziec - Wisła Uzdrowisko"
 
Kwestia druga.

Jakie będą losy dworca w Głębcach po zakończeniu obecnie trwającego remontu? Czy zostanie on przywrócony do normalnego użytkowania oraz czy zdemontowane wyposażenie mające wartość kolekcjonerską i sentymentalną dla wielbicieli zarówno kolei jak i miasta Wisły jest lub będzie im przekazane? Chodzi tu przede wszystkim o stary neon, tabliczki informacyjne i piktogramy.

Odpowiedź pani Karoliny Biedroń - naczelnika wydziału ds. skarg i wniosków Biura Zarządu i Kontroli PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

"Szanowny Panie,
 
Biuro Zarządu i Kontroli PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. uprzejmie informuje, że zgodnie z informacjami uzyskanymi od administratora (PKP S.A.), dworzec w Wiśle Głębce należy traktować jako dworzec nieczynny. Dworzec w najbliższym czasie ma zostać przekazany na rzecz miasta Wisła.
 
Napis neonowy  „Wisła Głębce” w trakcie demontażu ( przed tynkowaniem budynku ) był tak dalece skorodowany, że nie udało się odzyskać żadnej litery i jego resztki zostały oddane na złom.
Ławki ( które były na peronach ) są złożone w poczekalni. Pozostałe tabliczki, które mogły by ewentualnie zainteresować potencjalnych kolekcjonerów, zaginęły w trakcie remontu."



 ===
 
Dworzec w Głębcach przed remontem... (fot. A. B.)
 
 
 
...i po zakończeniu prac na zewnątrz. (fot. Portier)

 

KOMENTARZ PORTIERA
 
Najważniejszą i najbardziej optymistyczną wiadomością jest tu oczywiście sam remont budynku oraz potwierdzony na dziś brak planów likwidacyjnych i w związku z tym nadzieja, że wspomnienie wielkiego wyzwania architektonicznego i logistycznego jakim była budowa tej trasy (obchodzącej wczoraj 82 urodziny!), dowód kunsztu przedwojennych polskich inżynierów i robotników a zarazem dramatyczny w swej wymowie ślad niespełnionych planów przedłużenia linii do Zwardonia pozostaną takimi jakie są jako wyjątkowa lekcja historii naszego kraju.
 
Wierzę, że miasto Wisła zagospodaruje dworzec w godny sposób, którego nikt, ani okoliczni mieszkańcy, ani podróżni nie będzie musiał się wstydzić i nawet jeśli nowe funkcje dalekie będą od tych, do których budynek przeznaczono, znajdzie jednak kącik dla takich jak ja pasjonatów turystyki, kolejnictwa i... XX wieku.
 
Przykro mi jednak, że wielbicielom kolei z serwisu który wymieniłem na wstępie wystawić muszę ocenę niedostateczną, ale nic nie poradzę, zasłużyli na nią w pełni. Po opublikowaniu tekstu o dramatycznym stanie wiaduktów w Wiśle przesłałem im odpowiedź PKP, której nie opublikowali, zaś teraz przegapili zarówno oddanie na złom stacyjnego neonu  jak i (nie łudźmy się) razem z nim tabliczek z piktogramami i masy innych zapewne drobiazgów, których wokół nas w takiej formie coraz mniej. A o samym remoncie dowiedzieli się... ode mnie.
 

 Mój list do jednego z redaktorów KŚC... (5 września 2015)
 
 
 ...oraz jedyna jak dotąd nań reakcja (10 września 2015)




==========


 
* - Stacje te znajdują się przed Głębcami.
** - Nazwisko słabo czytelne na pieczątce, mam nadzieję, że bezbłędnie odczytane.

----------------
 
 
Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.