Problemy z dodaniem komentarza? Wyślij mi go mailem - opublikuję. Adres znajdziesz w moim profilu!

Uwaga! Komentarze pojawiają się z opóźnieniem - po przejrzeniu dla odsiania spamu (i tylko jego!)


piątek, 9 lipca 2010

sKurier*

Dzień pierwszy - poniedziałek
Sprzedający z pewnego „znanego serwisu aukcyjnego” przesyła mi informację o nadaniu mojego piątkowego zakupu przesyłką kurierską. Sprawdzam numer listu przewozowego: "paczka jest wprowadzona do systemu i oczekuje na realizację".

Dzień drugi – wtorek
Rano kontroluję tracking ponownie – bez zmian. Zdarza się – myślę i spokojnie czekam na dostawę. Bezskutecznie. Około 20:00 po stwierdzeniu, że status paczki się nie zmienił piszę maila do biura obsługi. „Otrzymałem informację od mojego kontrahenta, że w poniedziałek 5 lipca została nadana przesyłka do mnie. Na Państwa stronie numer tej przesyłki (xxxxxxxxx) opisywany jest od wczoraj niezmiennie, jako wprowadzona i oczekująca na realizację. W związku z nieoficjalnym standardem, jakim jest dostarczanie przesyłek kurierskich na drugi dzień pragnę zapytać, co dzieje się z moją paczką, skoro w Państwa systemie od wczoraj jej status się nie zmienił, a nie została mi też doręczona. „

Dzień trzeci – środa
Około południa otrzymuję lakoniczną odpowiedź od pani Agnieszki**: „Witam. Przesyłka jest dzisiaj w doręczeniu. Pozdrawiam. Agnieszka (…) „ Status rzeczywiście się zmienił i ni stąd ni zowąd paczka znalazła się nie tylko na Śląsku, ale i w samochodzie kuriera. „Przesyłka załadowana na samochód dystrybucyjny”.
No to OK. Czekamy.
Czekamy.
Dwudziesta. Kuriera ani śladu, nikt do mnie nie telefonuje, więc dzwonię ja. Na infolinię.
Po standardowej informacji, że oczywiście są najlepsi i nagrywają co mówię popełniam że użyję internetowej gwary poczwórnego ROTFL-a. „Infolinia czynna od ósmej do szesnastej”.
Do szesnastej!!!
Sprawdzam tracking. „Przesyłka awizowana o godzinie 19:51” No super. Mamy niewidzialnych kurierów… Otwieram skrzynkę na listy. Ha! Mamy też niewidzialne awiza!
Nie ma co, technika poszła do przodu.
Piszę maila do pani Agnieszki: „Witam ponownie. Powiem krótko. Jesteście Państwo najsłabszą firmą kurierską, z jaką się spotkałem. Tracking na stronie www to jakaś totalna abstrakcja (najpierw dwa dni nic, a potem od razu przesyłka w doręczeniu, mimo , że nadal jej nie ma ), infolinia działa do 16:00, co samo w sobie jest wyrazem poczucia humoru, ale najgorsze jest to, że mimo kolejnego dnia opóźnienia nikt nie czuje się w obowiązku nawet zadzwonić do mnie aby sprawę wyjaśnić i przeprosić. Paczka została nadana w poniedziałek, a dziś mamy środę. Myślę, że w takiej sytuacji należy mi się zwrot co najmniej części opłaty za usługę. Liczę na szybkie wyjaśnienie sprawy i dostarczenie paczki.”

Dzień czwarty – czwartek (bo jakżeby inaczej)
Pani Agnieszka odpisuje dziś wcześniej, ale nadal trzymając się „żółtych karteczek” znad monitora: „Witam! Przesyłka zostanie dziś ponownie przekazana kurierowi do doręczenia. Jeśli chodzi reklamacje i ewentualny zwrot kosztów - proszę przesłać odpowiednie dokumenty ( do pobrania na naszej stronie internetowej (…) w zakładce "reklamacje" ) Pozdrawiam.”
Ripostuję po kilkunastu minutach stukając nerwowo w klawiaturę: „Witam. Proszę o telefon z dokładną informacją o przewidywanym czasie dostawy. W Państwa systemie jest informacja o rzekomym awizowaniu tej przesyłki wczoraj ok 19 50, co jest nieprawdą gdyż kuriera nie było. Podkreślam: kurier xxxx NIE DOJECHAŁ WCZORAJ DO MNIE A ZATEM NIE MÓGŁ ZOSTAWIĆ I NIE ZOSTAWIŁ AWIZA. Nadto przyjętym zwyczajem jest telefon do odbiorcy w sytuacji, gdy nie ma go w domu. Jeśli paczka ma dojść dziś chciałbym znać plus minus porę dnia abyśmy wreszcie zamknęli ta sprawę.”

Nie czekając na odpowiedź pani Agnieszki wybieram numer infolinii. Wita mnie lekki trance plus głos lektora informujący, że aktualnie wszyscy konsultanci są zajęci. Po pięciu minutach rezyguję. Numer oddziału śląskiego. To samo tylko na nagraniu zaoszczędzili. Cisza. Drugi numer. Cisza. Nikt nigdzie nie podnosi słuchawki. Wybieram numer podstawowy w centrali firmy i oto staje się cud. Ktoś czyni mi zaszczyt i odbiera. Pani jest grzeczna i miła choć jakby ciut mało oryginalna...
„Zaraz napiszę maila w pana sprawie"
No to czekam. Po niecałej godzinie pani faktycznie oddzwania. „Już wszystko załatwione, Kurier doręczy dziś paczkę. Ma pana numer telefonu i będzie dzwonił”
No skoro tak to bardzo się cieszę.
O dwudziestej radość jakby mi przechodzi. Kuriera ani śladu, telefon milczy, tracking bez zmian. Że infolinia śpi to już wiem, pozostaje mi zatem pani Agnieszka. ”Witam. Chyba Pani nie zaskoczę pisząc, że PRZESYŁKI NADAL NIE OTRZYMAŁEM. Niestety, ale uspokajające maile mi jej nie zastąpią. Za coś Państwu zapłaciłem o ile pamiętam. Nawet w swoim regulaminie piszecie o dostawie na drugi dzień. Paczka była wysłana w poniedziałek. Powtórzę się:
-na infolinii 801 (...) około 8:30 rano nikt nie podnosi słuchawki chyba przez 5 minut. Próbowałem dziś dwa razy.
-na numerze podanym pod Pani mailem również nikt nie odbierał (jw)
-kierowca jedzie do mnie od wtorku, ale jakoś nie dojechał mimo "zaklęć"
-tracking na stronie www to fikcja, a zapis o awizacji przesyłki jest nieprawdą
-pracownica (xxxx) w (…) do której udało mi się dodzwonić dziś rano (czw) stwierdziła, że interweniowała i wszystko już jest OK, kurier ma paczkę i mój numer, ale na słowach się kończy
-prosiłem w drugim mailu o telefon do mnie celem dokładnego wyjaśnienia sytuacji, ale zignorowała Pani tą prośbę
-proszę przesłać mi mailem numer telefonu kierowcy”

Na netykietyczne "pozdrawiam" nie starcza mi już tym razem cierpliwości.

Dzień piąty – piątek
Z samego rana telefonuję do pani z centrali kurierskiej (dzwoniła z komórki – teraz mam ją na widelcu). Odbiera po drugiej próbie. Oczywiście ona rozumie moje zdenerwowanie (żółta karteczka na monitorze, nieprawdaż?) i już zaraz postara mi się pomóc. Pisząc maila…
Taaa… Maili ci u nas dostatek, ale…piszta piszta, nic sie nie hamujta.

Tymczasem wstała już pani Agnieszka: „Proszę o wyciągnięcie konsekwencji wobec kuriera i wydanie przesyłki do doręczenia. Pozdrawiam” pisze do pana Janka przesyłając mi kopię.
Sprawdzam tracking. Przesyłkę wiezie od godziny 8:18:53 pan Mieczysław, zamiast wcześniejszego pana Pawła od niewidzialnego awiza.
11:00 – zaczynam pisać ten tekst.
11:40 – Pan Mieczysław dzwoni do drzwi wraz z moją paczką na której warstwa kurzu jest porównywalna grubością tylko z ceną za usługę kurierską „z gwarantowaną dostawą na drugi dzień”

* - literka s w tytule oznacza oczywiście "super" ;)
** - Imiona bohaterów (?) zostały zmienione.


6 komentarzy:

  1. Szanowny P.
    Strasznie się rozpisałeś, a ja muszę gnać nad morze. Przeczytam po powrocie, ok?
    OK???

    Pozdrawiam!:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Obiecuję nie zmienić ani literki w tym poście.
    I poproszę kartkę znad morza ;)
    (Byle nie kurierem!)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty już nie kupuj tych książek z allegro, co?? Ale draństwo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym razem to nie były książki.

    Ale trzeba przyznać, że firma dosyć oryginalna, na dodatek z expressem w nazwie. Było wesoło.

    A co do książek to wiesz, jak mam dać 40-60 zł w empiku na przykład to wolę na Allegro po 2-3-5 zł więcej i mądrzej. Z tego upału czytam nawet wspomnienia o Leninie pióra Nadieżdy Krupskiej ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Uhmm... Zwłaszcza, że tam mogą być tzw. "momenty" :)

    OdpowiedzUsuń

Teksty z tego bloga, moją książeczkę, zdjęcia i filmy można kopiować do użytku niekomercyjnego i/lub umieszczać na niekomercyjnych stronach www, w prezentacjach, publikacjach i innych - bez prawa do modyfikowania - po podaniu autora (Portier) oraz adresu strony z której zasobów zostały pobrane (www.otoportier.blogspot.com). Wykorzystanie komercyjne jakiegokolwiek materiału wyłącznie po kontakcie z autorem i uzyskaniu jego wyraźnej zgody. Adres do korespondencji znajduje się na stronie mojego profilu w serwisie Blogger.